SS-AUFSEHERIN: Female Camp Guards

SS-Aufseherin (niem. Aufseherin - strażniczka, l. mn. SS-Aufseherinnen) – nadzorczynie niemieckie pełniące służbę w obozach koncentracyjnych w latach 1938-1945. Rekrutowano je do obozowej załogi z ramienia SS-Gefolge. Po ukończeniu kilkumiesięcznego szkolenia oraz pozytywnej weryfikacji przełożonych były wcielane do różnych załóg nadzorczych w ośrodkach masowej zagłady. SS-Aufseherinnen nosiły specjalne uniformy o kroju wojskowym, broń krótką, a także w poszczególnych przypadkach mogły posiadać psa służbowego. Wśród nadzorczyń nie wprowadzono stopni wojskowych lecz hierarchię funkcyjną.

Słowo określające SS-Aufseherin posiada kilka spolszczonych wersji, które używane były przez więźniów: aufzejerka, auzejerka, auzjerka, aufszerka, aufseherinka, aufscherka.



HISTORIA 1938-1945

Od czasu powstania KZ Lichtenburg jako pierwszego, centralnego obozu koncentracyjnego dla kobiet w grudniu 1937 roku, pojawiło się zapotrzebowanie na kobiece grupy nadzorujące z ramienia SS-Gefolge. Z narastaniem działań wojennych zaczęto budowę nowego obozu FKL Ravensbrück. Utworzony w listopadzie 1938 roku był jedynym obozem na terenie Niemiec, który został przeznaczony na więzienie dla kobiet. Już na wiosnę 1939 roku do Ravensbrück przywieziono pierwszą grupę około tysiąca kobiet. W ciągu kolejnych miesięcy i lat zapotrzebowanie na kobiece jednostki nadzorczyń w obozach powiększało się. Nadzorczynie w obozach koncentracyjnych stanowiły jedynie 10% całego personelu. Ich zadaniem było pilnowanie więźniarek, nadzór nad ich pracą, zarówno na terenie obozu jak i poza nim. Oficjalne statystyki ze stycznia 1945 roku stwierdzają, że wśród około 37 tysięcy załogi oddziałów Waffen-SS tylko 3500 stanowiły kobiety pełniące czynną służbę jako wartowniczki w KZ.

Geneza kobiecej służby SS

Obecność kobiet w obozach koncentracyjnych, wchodzących w skład ich załóg i pełniących funkcję pomocnicze, wynikała głównie z deficytu obozowej kadry SS. Wzrost liczby kobiet w SS zwłaszcza po 1942 roku, wynikał ze starań WVHA (Główny Urząd Gospodarczo-Administracyjny SS) i Głównego Urzędu Dowodzenia SS, o uzupełnienie kadry SS w obozach, która mogłaby zastąpić tych SS-manów, których skierowano na front. Równocześnie rosła liczba obozów i więźniów, tak, że na jednego członka załogi SS wypadało ich coraz więcej. Poszukiwania rezerw kadrowych, zmierzały w 1942 r. w dwóch kierunkach: tworzenia kompanii przewodników psów obronnych (SS-Hundestaffel) oraz zwiększenia liczby kobiet, które po selekcji i prawno-ekonomicznym uzależnieniu od SS, mogłyby przejąć część obowiązków SS-manów, co było tym łatwiejsze do osiągnięcia, że nadzorczynie SS pojawiły się w obozach już wcześniej.

Funkcjonariuszki SS, podzielić możemy na trzy grupy: nadzorczynie (SS-Aufseherinnen), związane z wydziałami III i IIIa obozowej administracji, pracownice obsługujące techniczne środki łączności (SS-Nachrichtenmaiden) związane z wydziałem I oraz siostry Niemieckiego Czerwonego Krzyża (Schwestern des Deutsches Rotes Kreuzes) zwane też DRK-Schwestern lub SS-Schwestern zatrudnione w obozowych i przyobozowych placówkach medycznych.
Pierwszy kobiecy obóz koncentracyjny założono w kwietniu 1933 roku na zamku Nordheim w okręgu o tej samej nazwie. Obóz ten - podobnie jak pierwsze męskie obozy koncentracyjne podległe SS - nie posiadał struktury organizacyjnej w jej rozwiniętej ujednoliconej postaci. Wkrótce na zamku Lichtenburg założono drugi z kolei kobiecy obóz koncentracyjny nadzorowany przez SS-manów. Po jego likwidacji i utworzeniu w 1939 roku w Meklemburgii KL Ravensbruck rozpoczęto zakładać kobiece obozy koncentracyjne (Frauenkonzentrationslager, FKL) o podobnej, ujednoliconej strukturze organizacyjnej, jak obozy męskie. Już od 1933 roku w obozach kobiecych zaczęto obok SS-manów zatrudniać nadzorczynie SS, co wynikało m.in. z tradycji penitencjarnej, wedle której, kobiece więzienia dozorowane były głównie przez funkcjonariuszki służby więziennej.



Dozorczynie SS w nazistowskich obozach koncentracyjnych (1933-1945)

Kobiety podobnie jak mężczyźni były od roku1933 obiektem prześladowań i były zamykane w obozach. Nadzorczynie obozowe były tymi, które nie tylko pilnowały więźniarek ale również należały do ich prześladowczyń. W terminologii nazistowskiej były one nazywane SS Aufseherinnen. O pochodzeniu, czynach jak i przekonaniach tych kobiet nadal niewiele wiadomo. Odpowiedzialnymi w kwestii organizacji jak i podejmowania decyzji w systemie zagłady byli mężczyźni. Duża część kobiet, która została uwikłana w proces prześladowań jak i zagłady, zajmowała mniej znaczące podrzędne stanowiska. Na przykładzie 4000 dozorczyń SS można ukazać w jaki sposób uczestniczyły one bezpośrednio jak i pośrednio w systemie zagłady.
Przez długi czas kobiety w służbie SS nie były tematyzowane w badaniach naukowych. Nie były one nawet wspominane w studiach nad rolą kobiet w III Rzeszy a także nie pojawiały się w jakże bogatej literaturze na temat samego SS. Nie ma się więc czemu dziwić, iż nie powstało do tej pory żadne opracowanie przedstawiające dozorczynie SS lub inne grupy kobiet jak pielęgniarki i lekarki w służbie SS, wykonujące swój zawód w obozach koncentracyjnych, pomocnice SS czy sekretarki w różnych departamentach. Temat dozorczyń SS wrócił całkiem niedawno i dopiero w obecnym czasie powstaje literatura na ten temat. Opisane zostały do tej pory nadzorczynie z Majdanka, których proces miał miejsce w Düsseldorfie pomiędzy 1975 a 1982 rokiem. Temat dozorczyń poruszany był prawie wyłącznie w pracach na poziomie landów i regionów, w obrębie których istniały żeńskie obozy koncentracyjne. Dopiero niedawno zostały opublikowane prace dotyczące dozorczyń z Ravensbrück i Bergen Belsen.
[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]

Miejsce dozorczyń w systemie obozów koncentracyjnych

Dozorczynie SS pracowały w żeńskich obozach koncentracyjnych względnie na terenie obozu kobiecego będącego częścią obozu koncentracyjnego jak także w 350 podobozach. Nie było dozorczyń w obozach Bełzec, Kulmhof, Sobibór i Treblinka ale pracowały one w obozach zagłady Auschwitz Birkenau oraz Majdanek.
Obóz kobiecy w Ravensbrück podobnie jak i obozy Auschwitz oraz Majdanek podlegały zawsze komendantowi obozu będącego w randze SS. Zarządzanie obozem w Ravensbrück odbywało się poprzez pięć departamentów, na czele których stał zawsze oficer w randze SS: komendantura, oddział do więźniów, oddział polityczny, administracja oraz lekarz obozowy. Do tego dochodzą jeszcze departamenty techniczne, motoryzacji oraz ochrony obozu, które do stycznia 1945 liczyły ok 1000 osób. Kompetencje Schutzlagerführera, będącego szefem więźniarskiej części obozu dotyczyły głównie organizacji pracy wewnątrz jak i na zewnątrz obozu i to właśnie jemu podlegały dozorczynie SS w randze Oberaufseherin jak i Aufseherin. Oberaufseherin wykonywała polecenia Schutzlagerführera i była odpowiedzialna przed komendanturą za stan liczbowy jak i przydzielanie pracy komandom, codzienne raporty, dokumentację obozową oraz przydziały osobowe odpowiedzialnych za poszczególne bloki. Aufseherinnen podlegały swoim zwierzchniczkom i były uprawnione do sprawowania bezpośredniej władzy nad więźniarkami. To one były odpowiedzialne za szykany i cierpienie podległych im kobiet. Do ich wyposażenia należał również pistolet, ponieważ były uprawnione do noszenia broni, czego w późniejszych zeznaniach się wypierały. W rozkazie komendanta nr3 zostało jednak wyraźnie napisane: „będąc w służbie do wyposażenia należy pistolet oraz czapka”.
Aufseherinnen pracowały jako raportowe, odpowiedzialne za przydział pracy (Arbeitsführerinnen), blokowe, ich zastępczynie, dozorczynie w aresztach, przewodniczki psów a także w innych dziedzinach jak np. w wewnętrznej służbie w kuchni. Dozorczynie były urzędniczkami Rzeszy i zatrudniane były poprzez umowy o pracę z departamentem gospodarczo – administracyjnym SS, grupy D – obozy koncentracyjne. Umowy te zawierane były z komendantem konkretnego obozu koncentracyjnego, w którym dozorczyni miała pełnić służbę. Wynagrodzenie było wypłacane wg taryfy przysługującej urzędnikom, przykładowo dozorczyni stanu wolnego do lat 25 zarabiała brutto 185 RM, co w porównaniu do zarobków innych kobiet pracujących np. w fabrykach nie były szczególnie wysokie. Zatrudnienie dozorczyni następowało w wymiarze trzech miesięcy, gdzie pracowała najpierw w charakterze Hilfsaufseherin jako probantka, po czym po tym okresie była automatycznie klasyfikowana jako Aufseherin. Według statystyk SS w obozach koncentracyjnych pracowało na dzień 15 stycznia 1945 roku 36674 esesmanów oraz 3517 dozorczyń, a więc około dziesięciu procent personelu stanowiły kobiety. Niska liczba dozorczyń była głównie konsekwencją małej ilości żeńskich obozów jak i wynikała z samej organizacji obozów koncentracyjnych.
[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]



Status prawny SS-Aufseherinnen

Wraz z przejęciem przez SS kontroli nad obozami one (nadzorczynie-przyp. J.C.) też musiały znaleźć swe miejsce w załogach SS, co jednak pozostawało w sprzeczności z zasadą nie przyjmowania kobiet do tej organizacji. Stąd wyłoniła się potrzeba uregulowania statusu prawnego i kompetencji kobiet podejmujących służbę w obozach koncentracyjnych. Ostatecznie sprawę uregulowano następująco: po odpowiedniej selekcji kadrowej, kandydatki na nadzorczynie SS podpisywały kontrakt służbowo-zawodowy ze stacjonującą na terenie danego obozu jednostką SS-Totenkopf. Po zawarciu umowy, kandydatkę zaliczano do członków załogi SS (SS-Gefolge), z obowiązkiem prawnego (służbowego i dyscyplinarnego) podporządkowania się komendantowi obozu, do którego została przydzielona. W wypadku wykroczeń lub przestępstw podlegała ona - w myśl obowiązujących regulaminów - jurysdykcji SS. Jej przedstawicielem na terenie obozu był oficer sądowy SS (SS-Gerichtsfuhrer), który w tym wypadku przekazywał sprawy do naczelnego sądu SS (SS-Hauptgericht).
Jednocześnie z funduszy SS nadzorczynie otrzymywały pobory, pełne umundurowanie wojskowe, składające się z furażerki, bluzy, spódnicy i butów oficerskich, jednakże bez prawa noszenia dystynkcji służbowych SS oraz otrzymywania odznaczeń bojowych. Poza tym posiadać mogły broń krótką oraz mieć do dyspozycji psa służbowego.
[Aleksander Lasik "Załoga SS w KL Auschwitz w latach 1940-1945"; Bydgoszcz 1994]


REKRUTACJA

Przede wszystkim były to ochotniczki, które zgłaszały się dobrowolnie składając meldunki w odpowiedzi na ogłoszenia o zapotrzebowaniu personelu do KZ. Bodźcem, który skłaniał do dobrowolnego zgłaszania się kobiet do służby w obozach była dobra pensja i możliwość otrzymania późniejszej emerytury za wykonywaną pracę. Często kobiety poprzez służbę w SS-Gefolge chciały pokazać swój stosunek do Rzeszy. Do służby zgłaszały się kobiety ze średniej klasy społecznej, nie mające często pracy ani odpowiedniego wykształcenia. Powinny być w wieku pomiędzy 21 a 45 lat, odznaczać się dobrą kondycją fizyczną i nie być wcześniej karanymi.

Wraz z rozbudową obozów oraz wzrastającą liczbą więźniów, wzrosło zapotrzebowanie na personel nadzorczy. SS zaczęło za pomocą gazet oraz urzędów pracy werbować kobiety. Różnego rodzaju kampanie zachęcające do wstę powania w szeregi Aufseherin okazały się niepowodzeniem. Praca w obozach była przedstawiana jako "lekka praca fizyczna". Z postanowienia dotyczącego zameldowania mężczyzn i kobiet do służby na terenie Rzeszy, wszyscy mężczyźni między 16 i 65 oraz kobiety między 17 a 45 rokiem życia podlegali obowiązkowi zgłaszania się do pracy w przemyśle zbrojeniowym lub do służby w obozach. Po udanym przejściu przez egzamin wstę pny, kobiety podpisywały kontrakt z SS jako pomocnice (SS-Helferin). Następnie przechodziły przez około miesięczne (czasami trwające do pół roku) szkolenie przygotowujące do pełnienia funkcji w obozach koncentracyjnych. Szkolenia odbywały się na terenie FKL Ravensbrück. Od marca 1944 roku na terenie obozu Ravensbrück szkolono każdego miesiąca około kilkuset kobiet.
Wiele nadzorczyń, po ukończonym szkoleniu w Ravensbrück zostało skierowanych do nowopowstających obozów zbudowanych już po wybuchu wojny, były to: Majdanek, Auschwitz, Bergen-Belsen.




SS-Aufseherin Elfriede Rinkel (Huth), FKL Ravensbrück



"Szkolono w specjalnych ośrodkach w Rzeszy kandydatów, którzy mieli stanowić załogę obozową, poddając ich przeróżnym próbom. W ośrodkach tych stosowano różne metody bicia, torturowania itd. I badano wytrzymałość psychiczną kandydata. Następnie utwierdzano w nim przekonanie, że każdy więzień to potencjalny kryminalista, bandyta, którego należy zniszczyć po wykorzystaniu jego sił fizycznych do pracy. Wszystko to odbywało się w iście germańsko-hitlerowskim drylu, a więc w żelaznej dyscyplinie, toteż wielu kandydatów odpadało. W podobny sposób szkolono kobiety esesmanki (tzw aufseherki). I tutaj selekcja była bardzo duża. Wiele kandydatek nie wytrzymało tych okropnych prób i rezygnowały mimo zachęcających warunków jakie im proponowano."
[Wiktor Mordka "Więźniowie Oświęcimia"; Wydawnictwo Literackie Kraków 1984]

"Pierwsze dozorczynie przybyły do Ravensbruck z Lichtenburga, gdzie poddawane były specjalnemu wyszkoleniu. Powiedziano im, iż mają sprawować nadzór nad kobietami nie przedstawiającymi żadnej wartości dla społeczeństwa oraz nad komunistkami i innymi wrogo usposobionymi do narodowego socjalizmu. Aby je zachęcić do pracy w obozie, stworzono im w pierwszym okresie bardzo dobre warunki bytowe. Dostały najlepsze mieszkania w nowo wybudowanych willach za obozem, wysokie stawki uposażeniowe oraz dobre wyżywienie."
[Wanda Kiedrzyńska "Ravensbrück"; Książka i Wiedza, Warszawa 1965]

Rekrutacja dozorczyń pomiędzy 1933 a 1939

Niestety obecny stan wiedzy na temat dozoru w pierwszych obozach koncentracyjnych, organizowanych często w krótkim czasie i na „dziko”, jest bardzo skąpy, W obozie koncentracyjnym w Burg Hohenstein w Sächsische Schweiz dozór sprawowało SA a w obozie Columbia Haus w Berlinie SS. W jednym z pierwszych obozów koncentracyjnych jakim był Moringen dozór nad więźniarkami sprawowały urzędniczki a także kobiety z SS Frauenschaft. Działo się tak głównie z powodu braku odpowiedniego personelu. O tym, jak wyglądała praca tych dozorczyń można dowiedzieć się z relacji Socjaldemokratycznej Partii Niemiec na uchodźctwie z roku 1936: „Twierdzenie, iż więźniarki zachowywały się w sposób poprawny, zależało od zatrudnionych przy nich kobiet z SS Frauenschaft, które przepełnione nienawiścią widziały w każdej z nich marksistycznych podludzi. One nigdy z nimi nie rozmawiały. Jedna zawsze zmieniała drugą. Zawsze jedna siedziała przez cały dzień w pomieszczeniu socjalnym i wszystkie były pod stałą obserwacją. Każde słowo, ruch, który wychodził poza ustalone ramy był odnotowany i meldowany przełożonym, po czym umieszczany w aktach osobowych”. Johanna Langefeld, która 1 maja 1937 przyłączyła się do NSDAP, należała do jednych z tych, które należały do żeńskiego personelu obozu koncentracyjnego Moringen. Zanim pracowała w Moringen zatrudniona była jako dozorczyni w więzieniu Brauweiler. Langefeld zrobiła wkrótce karierę i pracowała jako Oberaufseherin w obozach kobiecych w Ravensbrück i Auschwitz.
Magdalena Buber Neumann, więźniarka Ravensbrück, rekonstruuje punkty kariery Langefeld jak i jej społeczne pochodzenie. „Langefeld miała ok. 42 lat i pochodziła z Nadrenii, gdzie wychowała się w ultra nacjonalistycznej rodzinie urzędników”. Gdy wybuchła I wojna światowa żałowała, że nie jest mężczyzną i że nie może iść na wojnę przeciw głównemu wrogowi Niemiec – Francji. Jej ideałem była Johanna Prochaska, która walczyła w przebraniu wespół z mężczyznami. Zajęcie Nadrenii przez Francję w roku 1918 było dla Langenfeld osobistym poniżeniem i gdy tylko Adolf Hilter ogłosił „Odnowę Niemiec”, stała się jego gorliwą zwolenniczką. Rodzina Langenfeldów wyraźnie ucierpiała w czasie hiperinflacji i to do tego stopnia, że po śmierci męża, Langefeld musiała podjąć pracę, by utrzymać siebie i dziecko. Początkowo pracowała w instytucjach socjalnych, po czym przeniosła się do więziennictwa na stanowisko urzędnicze.
W KZ Lichtenburgu pracowało 28 dozorczyń SS jaki i jedna pielęgniarka SS oraz jedna lekarka SS a także 139 SS Mannów. Erika Buchmann, która przeżyła Ravensbrück wskazywała na to, iż wiele dozorczyń SS zgłosiło się do pracy w obozach ze względu na obowiązki „dozoru kobiet uchylających się od pracy”. To założenie może potwierdzić przesłuchanie Jane B., dozorczyni z KZ Lichtenburga zatrudnionej później jako Oberaufseherin w KZ Gross Rosen, która to zgłosiła się w odpowiedzi na ogłoszenie Państwowej Służby Więzienniczej. Wierzyła przy tym, iż otrzyma posadę nadzorczyni w więzieniu w Sagan a o pracy w obozie koncentracyjnym nie było nigdzie mowy. Pierwsza faza naboru, co potwierdza omówiony przed chwilą przykład, odbywała się głownie za pomocą ogłoszeń i prasy.


Margot Kunz in Uniform als KZ-Aufseherin



Rekrutacja dozorczyń pomiędzy 1939 a 1945 rokiem

W maju 1939 KZ Lichtenburg przestał funkcjonować a więźniarki razem z całym personelem zostały przeniesione do nowo wybudowanego kompleksu KZ Ravensbrück . Wraz z tym faktem rozpoczęła się nowa epoka nie tylko dla więźniarek ale również w rekrutacji dozorczyń. W tym czasie liczba więźniarek jak i dozorczyń była stosunkowo mała, co się wkrótce zmieniło wraz z przeniesieniem do Ravensbrück 867 kobiet (860 Niemek i 7 Austriaczek) oraz 28 dozorczyń.
Początek wojny stanowi kolejną cezurę w historii jak i rozbudowie obozu Ravensbrück, tak w aspekcie ilościowym jak i jakościowym. Gdy wojna dobiegała końca proporcje dotyczące pochodzenia więźniarek się odwróciły. Wtedy to tylko 5-10 procent kobiet pochodziło z terenów Rzeszy a a 90 do 95 z terenów zajętych bądź anektowanych. Liczba kobiet w żeńskich obozach koncentracyjnych wzrosła pod koniec wojny do dziesięciu. Wiele z tych obozów było wcześniej częściami męskich obozów macierzystych. Otwarcie żeńskiego obozu koncentracyjnego wymagało więc wzmożenia zatrudniania w nich żeńskiego personelu. Ze względu na politykę zbrojeń powstało od 1942 roku kolejnych 350 podobozów wokół Ravensbrück, z czego większość późnym latem i jesienią 1944. Oznaczało to naturalnie, iż od późnego lata 1944 rozpoczęła się kolejna rekrutacja dozorczyń, co spowodowało drastyczny wzrost ich liczby w tym czasie. Według karty osobowej z archiwum rządowego w Koblencji zawierającej imiona i nazwiska 1170 dozorczyń okazuje się, że ich ogromna większość (1029) została zatrudniona dopiero w ciągu roku 1944.
W jaki sposób były rekrutowane kobiety do pracy w charakterze nadzorczyń w okresie między majem 1939 a grudniem 1945? Znane są dotychczas trzy drogi rekrutacyjne, które prowadziły do pracy dla SS. Pierwszą było zgłoszenie się z własnej inicjatywy, druga prowadziła poprzez urząd pracy i trzecia poprzez rekrutacje firm zbrojeniowych, które organizowały przy fabrykach filie obozów macierzystych.
Dorothea Binz, oskarżona po wojnie w procesie personelu Ravensbrück, należała do tych nadzorczyń, które same zgłosiły się do pracy dla SS. Gertrud Steinert otrzymała wiadomość od znajomych, iż poszukują chętnych do pracy w obozie Ravensbrück. Z porady znajomego będącego urzędnikiem policji na ogłoszenie komentanta obozu Ravensbrück odpowiedziała Hermine Braunsteiner, późniejsza Aufseherin w KZ Majdanek.
Rekrutacja poprzez urząd pracy była często określana przez dozorczynie jako odbywającą się pod przymusem, inne mówiły, iż po prostu dostały taką a nie inną pracę. Emilie K., późniejsza Aufseherin w KZ Riga Kaiserswald zeznała, iż urząd pracy w Pforzheim zobligował ją do podjęcia pracy w KZ Ravensbrück. Urząd pracy miał zaproponować pracę w Ravensbrück także Charlotte Meier, pracującej później między innymi w KZ Majdanek. Meier przyjęła propozycję i została zatrudniona jako dozorczyni w Ravensbrück z dniem 15.09.1941.
[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]





Uzyskiwanie kwalifikacji

Typowe szkolenie każdej z przyszłych dozorczyń trwało od pięciu do kilku tygodni. Na miejsce szkolenia wybrano obóz koncentracyjny Ravensbrück, który służył do tego celu do lata 1944, po czym zdecydowano, iż od tego czasu szkolenie nadzorczyń będzie się odbywać w innych obozach koncentracyjnych. Franz Suhren zeznał w czasie procesów norymberskich, iż w latach 1942- 1945 wyszkolono ok. 3500 dozorczyń, między innymi dozorczynie obozu Majdanek, Auschwitz – Birkenau.
W lecie 1944 zorganizowano w KZ Stutthof szkolenie przyszłych nadzorczyń, w którym wzięło udział ok. 150 kobiet. Także w KZ Flossenburg podjęto szkolenie 31 kobiet, które miały dozorować więźniarki w licznych podobozach. Na miejsce szkolenia wybrano Holleischen (Sudetengau), gdzie skierowano kobiety zwerbowane przez firmy, które w przyszłości chciały zatrudnić je jako dozorczynie we własnych fabrykach. Dozorczynie, które pracowały w 45 podobozach Gross Rosen zostały w dużej części wykwalifikowane w Ravensbrück . Kurs w Gross Rosen trwał od 2 do 4 tygodni i był organizowany w podobozie Langenbielau jak i w leżącym na uboczu Schlößchen.
Gdy dozorczynie były pytane przez sądy lub policję o proces szkolenia, opowiadały o tym z wielką niechęcią. Gertrud D. relacjonowała o swoim szkoleniu w następujący sposób: „Nie jestem w stanie powiedzieć niczego konkretnego o moim szkoleniu. Pamiętam tylko, że musiałam sprawować dozór nad więźniarkami i byłyśmy obserwowane, czy wypełniamy nasze obowiązki w odpowiedni sposób”. Arnostka W. mówiła, iż swoim 14 dniowym szkoleniu w Schlößchen, podobozie Gross Rosen, była cały czas pod opieką nadzorczyni. „[dozorczyni] objaśniała nam, iż naszym obowiązkiem będzie dozorowanie kobiet przy pracy, i że musimy uważać, by żadna z nich nie uciekała z miejsca pracy a także by zapobiegać kontaktom ze światem zewnętrznym”.
Margarete Buber – Neumann opowiada o swoim szkoleniu w Ravensbrück bardziej szczegółowo: „Komendant jak i kierownik części więźniarskiej obozu (Schutzlagerführer) zaznajamiali nas z naszą przyszłą pracą. Mówili nam, iż osoby, które będziemy dozorować są upadłymi i nic nie wartymi kobietami, wobec których należy postępować ze szczególną bezwzględnością. Naturalnie podkreślano ważność urzędu, wskazywano także na ewentualne kary za niewypełnianie obowiązków i grożono pociągnięciem do konsekwencji w razie prywatnych kontaktów z więźniami – wg SS –wyrzutków społecznych. Co kilka dni miały miejsce apele, w czasie których ciągle mówiono o konsekwencji i bezwzględności. Na co dzień towarzystwem były inne - rządzące się, kłótliwe, jazgoczące i bijące innych - dozorczynie. W ciągu czasu wolnego kandydatki na dozorczynie szukały towarzystwa esesmanów z obsługi wartowniczej. Wkrótce można było zauważyć, iż szczególne poważanie wśród mężczyzn miały te dozorczynie, które chwaliły się męskiej załodze swoimi brutalnymi „czynami bohaterstwa” wobec więźniarek.”
Dozorczynie biorące udział w szkoleniu w Holleischen podlegały ocenie na koniec kursu. Pozytywna ocena zależała od 3 kryteriów: narodowosocjalistyczny światopogląd, szczególne zaangażowanie, postawa osobista jak i odpowiednie prowadzenie się. Szkolenie stało na pierwszym planie w karierze każdej dozorczyni i było kontynuowane w trakcie całego okresu pracy. Przykładowo w Ravensbrück szkolenie ideologiczne przeprowadzano w każdą sobotę od 14 do 18. W ten sposób kierownictwo zapewniało stałą indoktrynizację towarzyszy, by usuwać wszelkie moralne wątpliwości co do służby w obozie a także dla wzmocnienia konformizmu jak i ducha koleżeństwa wśród współpracowników. Raz w tygodniu przeprowadzano jednogodzinny apel, który odbywał się we wszystkich obozach w ramach wewnętrznego szkolenia dozorczyń. Omawiano na nim głównie sprawy traktowania więźniów, zadania i obowiązki służby wartowniczej. Mówiono również o utrzymaniu dyscypliny przez same nadzorczynie oraz podkreślano ważność nadzoru jakości pracy wykonywanej przez więźniów.
Ponieważ przemoc i brutalność była na porządku dziennym w obozach koncentracyjnych należały, celem szkolenia nadzorczyń było wykształcenie w nich bezwzględności i gotowości do użycia siły. Tylko zdolne do takiego postępowania, pełne brutalności kobiety mogły się cieszyć uznaniem innych a także liczyć na awans.
[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]



Zachowanie w obozie

Jak zachowywały się dozorczynie w obozie? Dozorczynie nie musiały koniecznie używać siły, ale bardzo często dręczyły i zabijały, pojedynczo i grupowo, przypadkiem lub w afekcie, pełne wściekłości ale również z zimną krwią, z chęci jak i z nudów, celowo jak i przy okazji. Wiele ocalonych kobiet wspomina brutalne jak i bezwzględne traktowanie przez dozorczynie. Do bicia więźniarek wykorzystywały ręce, węże gumowe, pejcze skórzane jak i pałki. Tylko najbardziej brutalne dozorczynie były w stanie zrobić karierę i dostać awans. Nie ma się więc czemu dziwić, iż w relacjach z procesu właśnie te najbardziej brutalne przełożone dozorczyń (Oberaufseherinnen) jak i przełożone komand (Kommandoführerinnen) zostały szczególnie zapamiętane przez ocalałe kobiety. Dobrym przykładem jest tu Dorothea Binz, Oberaufseherin w obozie Ravensbrück. Opisywana była jako kobieta, której pojawienie się wywoływało powszechny strach, gdyż biła więźniarki pięścią w krtań, karała biciem pasem, lub pejczem za najdrobniejsze wykroczenie np. za spóźnienie się na poranny apel. To samo tyczy się Irmy Grese, Oberaufseherin w obozie C Auschwitz Birkenau, która biła więźniarki specjalnie zrobionym pejczem a także pałką. Ocalałe więźniarki podozów Gross Rosen potwierdzają w swoich relacjach, iż to właśnie szczególnie brutalne nadzorczynie były promowane do Oberaufseherin lub Kommandoführerin. Ocalałe z podobozu Mittelsteine podkreślają, iż przełożona obozu (Lagerführerin)należała do najgorszych pomiędzy innymi nadzorczyniami i, że biła więźniarki i szczuła je psami. Także Herta B. nadzorczyni w obozie Helmbrecht była jedną z tych nadzorczyń, która stawała się brutalna. To jej obawiano się najbardziej, ponieważ często biła więźniów zupełnie bez powodu . Za swa działalność została ona promowana z dniem 7.04.1945 na Kommandoführerin w obozie Flossenburg.
Dozorczynie nie są tylko odpowiedzialne za fizyczne użycie siły wobec więźniarek lecz także za czynny udział przy selekcjach, które urządzane były w obozie przez lekarzy SS.

[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]


STRUKTURA

Wśród nadzorczyń wprowadzono hierarchię funkcyjną. Ich zwierzchniczką była główna nadzorczyni SS obozu (SS-Oberaufseherin), której z kolei podlegały nadzorczynie SS pełniące funkcję podoficerów raportowych (SS-Rapportführerin), a w przypadku funkcjonariuszek wydziału IIIa: kierowniczki obozowej służby pracy (SS-Arbeitsdienstführerin) i dozorczynie podporządkowanych im komand więźniarek (SS-Kommandoführerin). W ramach zarządzających obozami centralnych instytucji SS nie powołano odrębnych jednostek do spraw nadzorczyń SS. Zcentralizowano jedynie ich szkolenie, gdyż każda z kandydatek ukończyć musiała kurs dla nadzorczyń SS w KL Ravensbrück, gdzie przez cały okres wojny przeszkolono około 3500 kobiet.
[Aleksander Lasik "Załoga SS w KL Auschwitz w latach 1940-1945"; Bydgoszcz 1994]

Przykładowe funkcje jakie pełniły w obozach SS-Aufseherinnen:

SS-Lagerführerin - kierowniczka obozu. Jej funkcja odpowiadała stanowisku kierownika obozu jednak nie mogła samodzielnie wydawać rozkazów SS-manom.

SS-Oberaufseherin - starsza nadzorczyni obozu (określana też jako 'Erstaufseherin' – pierwsza nadzorczyni). Kierowała przydzielonym odcinkiem obozu mając do swojej dyspozycji kilka szeregowych SS-Aufseherinnen. Przekazywała kierownikowi obozu meldunki dzienne o stanie liczebnym nadzorczyń i więźniarek, odbierała poranny apel nadzorczyń oraz kontrolowała personel strażniczy. Poza tym ustalała codziennie komanda robocze (Arbeitskommando) i czuwała nad ich wydajnością, odpowiadała za kontrolę baraków, wysuwała do mianowania kierownikowi obozu więźniarki funkcyjne. Na starsze nadzorczynie awansowano doświadczone nadzorczynie.

SS-Rapportführerin - raportowa. Do zakresu jej obowiązków należało przede wszystkim ustalenie stanów liczbowych więźniów w obozie podczas apeli porannych i wieczornych. Rapportführerin podlegała bezpośrednio kierowniczce obozu. Była przełożoną wszystkich kierowniczek poszczególnych bloków - Blockführerinnen.

SS-Arbeitsdienstführerin - kierowniczka pracy odpowiedzialna za przydział i liczebność więźniów w poszczególnych komandach roboczych. Zajmowała się rozliczeniami pracy i wyliczała produktywność więźniarek.

SS-Blockführerin - kierowniczka bloku więźniarek. Do jej zadań należało pilnowanie stanu liczebnego każdego z podlegającemu jej blokowi oraz ogólne dopilnowanie porządku podczas apeli. Mogła także decydować o zastosowaniu kary wobec więźniów, pomimo, że często nie wykonywała wyroku osobiście, była obecna przy jej wymierzaniu.

SS-Kommandoführerin - zwierzchniczka komanda roboczego. Odpowiadała za grupę więźniów zatrudnionych do pracy w poszczególnych komandach. Więźniowie pracowali zarówno na terenie obozu jak i poza nim w zewnętrznych komandach (Auβenkommandos). Do zadań Kommandoführerin należało pilnowanie tempa pracy, jej jakości i wydajności. Nadzorczynie pracujące na zewnątrz obozu odpowiadały też za porządek podczas przemarszu kolumny więźniarskiej do miejsca pracy. Pomagały im w tym specjalnie wyszkolone psy.

SS-Arrestführerin – kierowniczka aresztu. Pilnowała kobiet w bunkrze (więzieniu obozowym) oraz wymierzała kary chłosty.

Effektenverwalterin – zarządzająca mieniem. Nadzorczyni odpowiedzialna za wydawanie mundurów zarządzanie rzeczami osobistymi, które odebrano kobietom po ich przybyciu do obozu.

"Wobec braku instytucji SS, które zajmowałyby się kobietami pełniącymi służbę w obozach, ich zadania i kompetencje określali komendanci obozów, do których zostały skierowane. Generalnie jednak - z wyjątkiem SS-Blockführerin i SS-Kommandoführerin, przyjęto zasadę podwójnego podporządkowania, zgodnie z którą na czele kobiecych obozów koncentracyjnych, a także wydziały IIIa stali oficerowie SS, pełniący tę funkcję wspólnie z głównymi nadzorczyniami SS, względnie z kierowniczkami obozowej służby pracy. Główna nadzorczyni SS odpowiadała więc na równi z jej odpowiednikiem w obozie męskim za całokształt spraw związanych z funkcjonowaniem obozu dla kobiet, odbierała raporty o stanie liczbowym więźniarek, decydowała o charakterze i rodzaju nakładanych na nie kar itp. Nie miała jednak prawa wydawania rozkazów SS-manom zatrudnionym w obozie kobiecym. System podwójnego kierownictwa - wobec braku szczegółowej wykładni relacji służbowych między Lagerführerem obozu kobiecego a SS-Oberaufseherin - prowadził niekiedy do konfliktów kompetencyjnych, a ambitna i żądna władzy kierowniczka obozu, popaść mogła w zatargi z funkcjonariuszami obozowej administracji."
[Aleksander Lasik "Załoga SS w KL Auschwitz w latach 1940-1945"; Bydgoszcz 1994]

"Głównej dozorczyni podlegała dozorczyni odpowiedzialna za ustalanie stanów dziennych do apeli liczbowych rannych i wieczornych oraz dozorczyni zestawiająca drużyny robocze do pracy. Główna dozorczyni wyznaczała dozorczynie na stanowisko opiekunek poszczególnych bloków (Blockführerin) oraz dozorczynie przy poszczególnych miejscach pracy więźniarek w obozie i poza obozem. Główna dozorczyni zatwierdzała, na propozycje dozorczyń, więźniarki na funkcjach czy to blokowych i sztubowych w miejscach pracy i innych."
[Wanda Kiedrzyńska "Ravensbrück"; Książka i Wiedza, Warszawa 1965]


UMUNDUROWANIE

Umundurowanie SS-Aufseherin składało się dwuczęściowego kompletu: żakietu oraz spódnicy. Żakiet posiadał pięć płaskich guzików, w dolnej części umieszczone były na wysokości bioder dwie, gładkie kieszenie. Na lewym rękawie żakietu przyszyty był orzeł, charakterystyczny dla żołnierskich kurtek mundurowych, wyszywany białą nicią na ciemnym podkładzie w kolorze żakietu. Kołnierz żakietu płynnie przechodził w zapięcie.

Spódnica długości do kolan posiadała zarówno z przodu jak i z tyłu kontrafałdę. Do munduru SS-Aufseherinnen nosiły zazwyczaj białą koszulę a jej kołnierz wykładały na wierzch żakietu. Niektóre nadzorczynie nosiły do koszuli czarny krawat. Innym, ważnym elementem umundurowania był pas. Kobiety zakładały go tylko wtedy, gdy nosiły przy nim broń krótką czyli pistolet. Pas był wykonany z przyciemnianej skóry i zapinany aluminiową klamrą przedstawiającą godło narodowe na tle wieńca z liści dębowych. Na klamrze wytłoczony był napis "Meine Ehre heißt Treue" - Mój Honor zwie się Wierność.



Nakrycie głowy stanowiła furażerka. Uszyta była z materiału o kolorystyce zbliżonej do samego munduru. Posiadała ona poza godłem narodowym symbol trupiej czaszki. Oba symbole, wyszyte srebrną nicią na ciemnym, filcowym podkładzie, umieszczone były na przedniej części furażerki. Jako, że SS-Aufseherinnen nie należały oficjalnie do formacji SS, nie posiadały żadnych wojskowych oznaczeń ani stopni wojskowych. Do munduru nadzorczynie nosiły oficerki wykonane z czarnej, gładkiej skóry, na podeszwie podbijane gwoździami z zamocowanymi na pięcie metalowymi podkówkami. Dopuszczalne było także noszenie zwykłego, kobiecego obuwia.

Nieodzowną rzeczą, z którą SS-Aufseherinnen nie rozstawały się ani przez moment były różnego rodzaju narzędzia tortur: pejcze, baty oraz kije. Broń tego typu, różnej długości, wykonana z różnych materiałów (najczęściej był to celofan) w rekach SS-Aufseherin stawała się okrutnym narzędziem tortur. Przy ich pomocy, nadzorczynie wzbudzały ciągły postrach w szeregach więźniarek, nadmierne używanie pejczy przez SS-Aufseherinnen często było przyczyną śmierci katowanych kobiet.

"Aufzejerki nosiły szare wojskowe mundury, furażerki i krótkie spódnice. Opasywał je pas z rewolwerem u boku. Na nogach miały buty z cholewami. W dni słotne i zimne okryte były czarnymi, kloszowymi pelerynami ze spiczastym kapturem."
[Janina Mitura-Futera, nr 7932, FKL Ravensbruck]


Rekonstrukcja uniformu SS-Aufseherin

1. Bluza mundurowa z dwiema dolnymi kieszeniami, zapinana na pięć guzików.
2. Furażerka z naszywkami.
3. Spódnica mundurowa z przednią i tylną kontrafałdą.
4. Pas wojskowy z czernionej skóry zapinany klamrą Waffen-SS.
5. Kabura na pistolet Walther P-38.
6. Rękawiczki skórzane.
7. Pejcz/szpicruta.
8. Oficerki wojskowe podkute.


OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA SS-AUFSEHERINNEN

"Panem i władcą naszego życia był komendant obozu. Dla nas, choć rzadko widoczny, był ciągłym postrachem, władzę bardziej bezpośrednią sprawowała tzw. oberynka, która zarządzała całą sforą dozorczyń-aufzejerek. Wszystkie prawie były młode i przeszkolone w hitlerowskim systemie ciemiężenia i bicia. Były okrutne i bezlitosne. Potrafiły celnie rozdzielać ciosy. Wolno im było bić i zabić. Nikt nie ponosił odpowiedzialności za śmierć zagłodzonej lub zamęczonej więźniarki."
[Janina Mitura-Futera, nr 7932, Ravensbruck]

"Ustawiono nas w piątki; pierwszy raz zobaczyłyśmy aufzejerki. Nie da się opisać, jak straszne były te kobiety, nasze nowe władze. Patrzyły na nas z pogardą, kobiety-wrony, kobiety-kruki, tak je nazywałyśmy potem.Olbrzymie, wysokie blondyny o bezmyślnych twardych oczach i zaciętych wargach, w krzyżackich pelerynach z kapturami - ostre, drażniące ucho głosy i u boku ogromne wilczury."
[Wanda Półtawska, "I boję się snów"]

"Obie dozorczynie Hasse i Drechsler, nie zdradzały żadnej inteligencji. Wyglądały na typy szczególnie prymitywne. Wykonywały swoje zadania bezkrytycznie, jakby zadowolone, że taką łatwą mają pracę. Kazano strzelać-strzelały, kazali przeprowadzić selekcję czy rewizję-wykonywały, trzeba bić-biły... Tym kobietom i im podobnym najłatwoej było dać do ręki narzędzie zbrodni, nauczyć posługiwania się nim i kazać pastwić się nad tysiącami więźniarek, które uznano za zbrodniarki typu: polnische Banditen, czy judische Schweinen. Wyjaśniono im najprostsze zasady rasizmu: Żydzi mieli zniknąć z powierzchni ziemi, a narody oporne, przeszkadzające w powstaniu potężnej III Rzeszy, musiały ponieść również najsurowsze kary, aż do zupełnego ich wyniszczenia."
[Jadwiga Apostoł-Staniszewska, nr 26273, KL Auschwitz]

"Nasza wrona - teraz już tę nazwę, początkowo przypisowana każdej aufzejerce, zostawiłyśmy dla jednej - była czarna, sucha jak szkielet, z olbrzymią chyrą zawsze rozczochranych włosów, zmierzwionych tandetną trwałą ondulacją. Bardzo wrzaskliwa, o przeszywającym głosie, miała w sobie na pewno sporo sadyzmu. Niesłychanie drobiazgowa, służbistka, dała nam się w pracydobrze we znaki. Była najgorszą z aufzejerek pilnujących nas przy słomie i nie znosiła naszego śmiechu."
[Wanda Półtawska, "I boję się snów"]

"Skoro mowa o tym instynktownym strachu, wspomnę jeszcze o „Rasputinie”. Byłam już wtedy w Neubrandenburgu. Jedną z aufseherek, Rosjanki, które celowały w nadawaniu bardzo trafnych i ogólnie przyjmowanych nazw, nazwały Rasputinem. Przystojna, o regularnych rysach brunetka, której długie, sztywne włosy spadały prawie na łopatki, dość obojętna i spokojna w zachowaniu. Często można było przy niej spędzić dzień i nawet więcej, bez wyzwisk, awantur i bicia. Ale kobieta ta miała w sobie coś potwornego. Dużymi, zielonymi zupełnie oczami, zimnymi jak lód wpatrywała się bez słowa w oczy häftlinga, świdrującym do głębi świdrującym spojrzeniem z jakimś ironicznym, cynicznie drwiącym uśmiechem. Gdy wchodziła na salę, na pierwszy szept: „Rasputin”, wszystko zamierało w milczeniu i bezruchu. Do tej nikt się nie odzywał, każdy ją omijał i unikał jak zarazy. Bałyśmy się nie tego, że rzadko, ale strasznie biła, ale przede wszystkim tej potwornej nienawiści i cynizmu w spojrzeniu. Podchodziła do nas powoli i cicho, widziała wszystko."
[Irena Pawlewska-Szydłowska; FKL Ravensbruck, maszynopis]

"Nie tylko esesmani nas bili. Gorsze były esesmanki, aufzjerki. Dużo straszniejsze było znęcanie się nad nami tych zwyrodniałych kobiet. W jednym momencie rozkoszna kotka łasząca się z najbardziej kobiecym uśmiechem do stojącego obok niej esesmana, w następnym furia z wykrzywioną twarzą, roziskrzonymi oczami, wykrzykująca strasznie obelżywe przezwiska bije, kopie, szarpie za włosy, wydziera je całymi garściami drugiej kobiecie – więźniarce. Jeszcze nie ochłonęła z tej furii, jeszcze nie obmyła z krwi rąk, a już zwraca się z czarownym uśmiechem do stojącego obk esesmana: - To dla ciebie… dla ciebie i naszej ojczyzny. – Takie nazwiska esesmanów, jak: Binder, Schwab, Dorr, Schlittmeier, Pitsch i wiele innych i nazwiska aufzjerek: Lange, Wolenik, Schlittmeier, Hampel, Buchinger – krwawymi zgłoskami wyryły się w naszych mózgach."
[Olga Steuer-Walterowa, nr 7444, FKL Ravensbruck]


----------

Nadzorczynie SS w KL Auschwitz

Nadzorczynie SS pojawiły się w Oświęcimiu w marcu 1942 roku wraz z powstaniem w obozie macierzystym oddziału kobiecego. Pierwszą przełożoną, a jednocześnie kierowaniczką oddziału została Johanna Langfeld, pełniąca do października 1942 roku funkcję SS-Oberaufseherin. W październiku 1942 roku zastąpiła ją w KL Auschwitz Maria Mandel, która od kwietnia do października 1942 roku pełniła funkcję SS-Oberaufseherin w FKL Ravensbruck. Urodzona 10 stycznia 1912 roku, z zawodu prywatna urzędniczka z wykształceniem 4 klas szkoły zawodowej, służbę w SS rozpoczęła w 1938 roku, aby od wrzesnia 1939 roku, pełnić funkcję SS-Aufseherin w FKL Lichtenburg i FKL Ravensbruck.

Od listopada 1944 roku do ewakuacji główną nadzorczynią SS obozu kobiecego w Brzezince była Elisabeth Volkenrath, urodzona 5 września 1919 roku, z zawodu fryzjerka. Kontrakt z SS podpisała 1 października 1941 roku i do marca 1942 roku pełniła funkcję SS-Aufseherin w FKL Ravensbruck. Następnie została przeniesiona do Oświęcimia, pełniąc tu m.in. funkcję SS-Kommandofuhrerin, a po przeniesieniu obozu kobiecego do Brzezinki - kierowniczki paczkarni. Prawą ręką SS-Oberaufseherin była nadzorczyni SS odpowiedzialna za dyscyplinę i porządek, pełniąca funkcję SS-Aufseherin do spraw raportowych (SS-Raportfuhrerin). Jej kompetencje były zbliżone do funkcji podoficerów raportowych SS, stąd też współpracowała w wymierzaniu kar więźniarkom, a na podstawie meldunków kierowniczek bloków, sporządzała w oparciu o apele, dzienne raporty stanu osobowego obozu. Uczestniczyła w odbywających się w blokach selekcjach więźniarek, kierując ciężko chore i wycieńczone do komór gazowych. Funkcję nadzorczyń SS do spraw raportowych pełniło w KL Auschwitz co najmniej siedem SS-Aufseherinnen. Były to m.in.: Therese Brandl, Luise Helene Elisabeth Danz, Margot Elisabeth Drechsler, Irma Grese oraz Elisabeth Ruppert, Elisabeth Saretzki oraz Gertrude Anne Zlotos. Inną ważną funkcję w wewnętrznych strukturach organizacyjnych obozu kobiecego pełniły nadzorczynie SS wykonujące obowiązki kierowniczek obozowej służby pracy (SS-Arbeitsdienstfuhrerin). Ich zakres obozwiązków zbliżony był do zadań realizowanych przez kierowników obozowej służby pracy w obozie męskim. Głownymi miejscami pracy więźniarek w obozie oświęcimskim były kuchnie, kantyna, magazyny żywnościowe i odzieżowe, paczkarnie, łaźnie i komory dezynfekcyjne. Wśród nadzorczyń SS do spraw zatrudnienia najdłużej pełniła swoją funkcję Elisabeth Hasse.

Znacznie większa fluktuacja kadrowa niż wśród wyżej wymienionych fukncjonariuszek występowała wśród kierowniczek bloków więźniarek (SS-Blockfuhrerinnen). Funkcje te pełnione były bowiem często bez imiennego przydziału do poszczególnych bloków czy komand roboczych. Niektóre nadzorczynie SS pełniły w krótkim czasie kilka funkcji w różnych miejscach. Należały do nich m.in.: Johanna Bormann, Charlotte Ebert, Annelise Franz, Lisotte Janda, Elfriede Kock, Hildegard Luise Lachert, Herta Stiewitz i Charlotte Weber. Od powstania oddziału kobiecego w obozie macierzystym w 1942 roku do likwidacji oświęcimskiego kompleksu obozowego przewinęło się przez KL Auschwitz około 170 nadzorczyń SS. Jeszcze - na krótko przed likwidacją obozu - w połowie stycznia 1945 roku pozostało ich tu 71. Przez cały okres istnienia obozu kobiecego kadra nadzorczyń SS wymieniła się ponad dwukrotnie, a więc podobnie jak grupa SS-manów."

[Aleksander Lasik "Załoga SS w KL Auschwitz w latach 1940-1945"; Bydgoszcz 1994]


----------


WYGLĄD ZEWNĘTRZNY

Wygląd zewnętrzny oraz charakterystyka wybranych SS-Aufseherinnen:

---Dorothea Binz--------------------------------------------------------------------------------------

"Dorothea Binz, funkcjonariuszka obozowa w stopniu aufseherin (nadzorczyni), była postrachem wszystkich więźniarek. Ta młoda jeszcze wówczas dziewczyna, urodzona w roku 1920, do chwili wybuchu wojny pracowała gdzieś jako pomywaczka. W 1939 roku sprzykrzyła się jej harówka w gospodarstwie domowym i dzięki staraniom przyjaciela przyjęto ją dnia 1 września 1939 roku jako wolontariuszkę do formacji SS. Liczyła wówczas niewiele ponad 19 lat. Skierowano ją od razu do nowozałożonego obozu koncentracyjnego w Ravensbruck, ale ku wielkiemu jej rozczarowaniu przydzielono ją do pracy w kuchni obozowej, niewątpliwie ze względu na jej dotychczasowe doświadczenie.
Dorothea Binz potrafiła jednak prędko przekonać swoich przełożonych, że nadaje się do ważniejszych czynności. I już po paru miesiącach pobytu w Ravensbruck mianowano ją nadzorczynią. Był to zapewne wielki dzień w jej życiu, gdy po raz pierwszy przywdziała szary polowy mundur i wciągnęła na nogi buty z cholewami, a potem stąpając esnergicznym krokiem, ze szpicrutą w ręku, robiła swój pierwszy obchód po obozie. Od tego dnia ta brutalna i sadystyczna kreatura stanowiła integralną część systemu obozowego, który złamał życie tysiącom niewinnych więźniarek. A samica tego gatunku była jeszcze bardziej brutalna aniżeli samiec.
Thea Binz biła, kopała, tłukła wszystkie więźniarki gdzie popadło, we dnie i w nocy. Czasami miała to być kara za jakieś drobne przewinienie dyscyplinarne, innym razem robiła to bez żadnego powodu - wyłącznie dla Schadenfreude. Posługiwała się przy tym pałką, szpicrutą, paskiem, suszką leżącą na biurku w jej pokoju - słowem, każdym przedmiotem, który w danej chwili miała pod ręką. Ilekroć Thea pokazywała się w obozie, na wszystkie więźniarki padał strach."
[Lord Russell of Liverpool "Pod biczem swastyki"; Czytelnik]

---Maria Mandel--------------------------------------------------------------------------------------

"Piękna Mandel (...) Było to rasowe, giętkie, sprężyste, śliczne zwierzę, zawsze rozwścieczone, pantera złotowłosa o oczach błyszczących żądzą mordu, ryś umiejący zajść niepostrzeżenie od tyłu, gdzie się nikt nie spodziewał i walić na ziemię jednym ciosem małej, a jak stalowej ręki. Oczy Mandel świeciły jak fosfor w ciemności, białe zęby zaciskały się gwałtownie, a głos podniesiony pasją do falsetu ciskał słowami jadu, nienawiści, wzgardy. (...) Bicie w paroksyzmie wściekłości sprawiało jej przyjemność i widocznie było dla niej środkiem pielęgnacyjnym, bo po każdej egzekucji robiła się jeszcze piękniejsza: mięśnie, których grę widać było przez bajecznie uszyte, a niesłychanie obcisłe ubranie, chodziły jak żywe węże, zielonkawe oczy świeciły jak gwiazdy, delikatny róż twarzy nabierał żywości, nawet złote włosy zdawały się błyszczeć."

"Największy postrach budziła komendantka Mandel, zwana przez nas "Oberką". Zjawiała się tam, gdzie się jej najmniej spodziewano. Rewidowała dokładnie napotkane więźniarki, szukając nawet w szwach, czy nie znajdzie czegoś zakazanego. Biła po twarzy swe ofiary, aż krew buchała im nosem i ustami. Przeprowadzała selekcje, wysyłała do Strafkompanie, do komór gazowych."
[Róża-Jeleń-Chroń, nr 7589, KL Auschwitz]



"Mandel bardzo przystojna, różowa blondyna, starannie ubrana, prosta, sztywna i ponura budziła ogólny postrach. Cicho i powoli objeżdżała obóz na rowerze, ukazując się najniespodziewaniej w najmniej właściwych sytuacjach. Biada temu, kto wpadł w ręce Mandel. Systematycznie, powoli wyjmowała z kieszeni białe zamszowe rękawiczki, wciągała je bez pośpiechu na ręce (Mandel była wielką higienistką i elegantką, niepomiernie brzydziła się häftlingiem) i zaczynała walić.
Uderzenie Mandel w tył głowy nad karkiem, albo poziomą dłonią w nos między oczy, mało kto wytrzymał stojąc, nierzadko krew trysnęła na białe rękawiczki. Aufseherki bały się Mandel niemniej od nas, biła je także po twarzy. Poza tym robiła i nam i im ustawiczne meldunki."
[Irena Pawlewska-Szydłowska; FKL Ravensbruck, maszynopis]

"U niej nie było prawa łaski. Inni wyciągali pewne osoby, a ona była bezwzględna. Posyłała do gazu, jeśli ktoś miał obtartą piętę albo odmarznięty palec. Nic nie pomagały prośby więźniarek, które całowały jej buty."
[Anna Palarczyk, nr 17524, KL Auschwitz]

"Następną nadzorczynią była osławiona Mandel, której dziełem były wszystkie najsroższe zarządzenia. Była to kreatura żądna widoku ludzkich cierpień; z rozkoszą prawie zawsze przychodziła do bunkra, kiedy odbywało się wymierzanie chłosty; jakąś dziką jej zabawą było najeżdżanie na więźniarki rowerem. Wycieńczone, słabe, nawet lekko dotknięte kobiety przewracały się, a Mandel śmiejąc się biła i kopała je tak brutalnie, że niejedną zatłukła na śmierć. Wstrząsające widowisko wywołała ta bestia, kiedy zmasakrowane Żydówki wrzucała do samochodu śmierci. Innym razem robiła to z dziećmi żydowskimi i cygańskimi."
[Maria Karczmarz-Łysakowska, nr 7912, FKL Ravensbruck]

"Jednym uderzeniem pięści wybijała szczękę, a specjalnością jej było kopanie w podbrzusze tak kobiet, jak i mężczyzn. Mandel pamiętała o bloku dziecięcym, chodziła często sama rozdawać paczki po zmarłych. Widziałam ją kilkakrotnie w takiej sytuacji, ze szczęśliwie uśmiechniętymi, małymi dziećmi na kolanach, a dzieci biegły do niej ufne i wyciągały rączki po dary, wśród radosnej wrzawy. Na drugi dzień Mandel uczestniczyła w selekcjach na rampie, gdzie również były dzieci, które jednak prosto szły na śmierć, a ona patrzyła na to spokojnie."
[Stanisława Rachwałowa, nr 26281, KL Auschwitz]

.......................................
www.maria-mandel.blog.pl
.......................................

---Margot Drechsler-----------------------------------------------------------------------------------
"W odmienny jeszcze sposób uwidoczniały się reakcje agresywne u aufseherin Drechsler. Górowała agresją nie tyle fizyczną, co werbalną. Wreszcie sypała ordynarnymi wyzwiskami, gestykulowała w sposób niezwykle wymyślny, szczerzyła zęby, celowała w kopaniu, rąk uzywała raczej do machania. Prymityw i prostota w każdym niemal calu. Była cichym pośmiewiskiem ze strony więźniów, a dość głośnym ze strony pełniących straż wartowników postenkette. Zwykło się mówić na nią Grize, chyba ze względu na nieprawidłowo zbudowaną szczękę. Wybitnie nadpobudliwa, krzykiem i rzucaniem rąk brała odwet za niepopularność wśród swego esesmańskiego otoczenia. I chyba odtrącenie, stała frustracja, defekty fizyczne (uchodziła za brzydką) i intelektualne, negatywne modele postaw esesmanów kierujących obozem, wyzucie z uczuć humanitarnych w stosunku do więźniów odegrały zasadniczą rolę w rozpanoszeniu się u Drechsler agresywnych uczuć werbalnych."
[Mieczysława Chylińska, nr 44658, KL Auschwitz; "Więźniowie Oświęcimia", Kraków 1984]

---Irma Grese-----------------------------------------------------------------------------------------

"Z komandem ziołowym chodziła piękna Graese. Niemka w mundurze SS. Ta sama, którą wyrokiem sądu w Luneburgu skazano na śmierć przez powieszenie. Była okropnie podła, ale taka piękna, że z przyjemnością się na nią patrzyło. Jednocześnie dręczyło pytanie: "Skąd pod tak czarującą powierzchownością kryje się tyle okrucieństwa?"... Bo w sposób wyrafinowany katowała więźniów, a potem jak gdyby nigdy nic szczebiotała z esesmanami. Nic nie uchodziło jej uwagi. Kiedyś, gdy stałam na apelu i ukradkiem jadłam chleb, Graese podeszła do mnie, kazała szeroko otworzyć usta i parokrotnie uderzyła w twarz. Ale trzeba przyznać, że gdy dozorowała komando ziołowe, to nam specjalnie nie dokuczała; pozwalała nawet zbierać jagody, jabłka albo udawała, że tego nie widzi. Mogłyśmy się wtedy trochę pożywić. Ona zresztą sama też się przy nas dożywiała. Kiedy kosze były częściowo wypełnione ziołami, kazała zbierać dla siebie jagody, maliny lub zrywać z drzew najpiękniejsze jabłka, które potem ukrywałyśmy na dnie koszów i przed wejściem do obozu oddawałyśmy Graese. Wędrowałyśmy z nią, nie oddalając się zbytnio od lagru, po okolicznych łąkach lub lasach."
[Irena Perkowska-Szczypiorska "Pamiętnik łączniczki"]

"Gröse Irma, lat około 22, wzrost około 163 cm. zbudowana proporcjonalnie, ładnie. Jasna blondynka o dużej urodzie, oczy duże, niebieskie, brwi ciemne, ładnie zarysowane w łuk, rzęsy ciemne, długie, cera bardzo ładna, jasna o ładnym rumieńcu, nos proporcjonalny, usta proporcjonalne, pełne, czerwone, zęby śliczne, drobne, białe ; piękna ładnie osadzona szyja. Głos miała miły, niski, nogi śliczne, stopy drobne. Była lesbijka. Do mężczyzn SS-manów odnosiła się wprost wrogo, mówiąc, ze zna dobrze ten element. Natomiast wśród więźniarek miała sympatie, gustowała w młodych, ładnych dziewczętach, specjalnie Polkach."
[Stanisława Rachwałowa, nr 26281, KL Auschwitz, akta procesu Rudolfa Hossa tom 3 karta 128]

................................
www.schnell.blog.pl
................................

---Elsa Ehrich-----------------------------------------------------------------------------------------

"Gdy zwróciłam się pewnego dnia do komendantki Ehrich o przydział mleka dla niemowląt, których matki leżały chore na tyfus plamisty, w odpowiedzi uderzyła mnie w twarz z jednej i z drugiej strony i z pasją wyrzuciła z siebie: - To nie jest sanatorium, to jest obóz zagłady!
Tak, to był obóz zagłady. A władze obozowe miały wypróbowane i ustalone metody, które szybciej i pewniej doprowadzały do wyniszczenia, niż zwykła, codzienna obozowa nędza. Przede wszystkim bicie. Bicie przy każdej okazji i bez żadnej okazji.Bicie pejczem po głowie na apelu, pięścią po twarzy, gumą lub laską na specjalnym koźle. Bicie było rzeczą tak powszechną i codzienną jak obiadowa brukiew i jak nasze obozowe pasiaki. Bili wszyscy (...) ale rekord osiągała chyba komendantka Elza Ehrich. Biła z pasją i zimnym okrucieństwem w oczach. Żadna esesmanka nie robiła tego tak mocno i tak dotkliwie jak ona. Biła zawsze dotąd, dopóki nie pokazała się krew. Gdy wchodziła do szpitala, z reguły było bicie za takie na przykład przestępstwo, jak gotowanie na piecyku wody do picia dla chorych. Często wpadała nieoczekiwanie, biła pięścią po twarzy, dołączała do tego jakieś przekleństwo i wychodziła."
[Stefania Perzanowska "Gdy myśli do Majdanka wracają"; Lublin 1970]

"Zapowiadana przez wszystkich wtajemniczonych zjawia się nagle przed nami oberaufseherin Else Ehrich i zaskakuje swoim wyglądem. Drobna, ładna, młoda, we wprost nieskazitelnie skrojonym mundurze, w świeżej bluzce, z furażerką fantazyjnie włożoną na lśniące włosy -robi wrażenie inteligentnej dziewczyny. Widok drugiej ładnej twarzy wśród brzydkich esesmanek mimo woli budzi sypatię. Tym bardziej, że na jej ustach zawsze błądzi uśmiech. Błądzi...
- Ale kopie! - mówi któraś z uznaniem.
Ehrich kopie "elegancko", lekko, dobrze wyćwiczonym ruchem. Nic z gwałtownego przechyłu ciała, rozcapierzenia rąk, by nie upaść, nic z sapania i wykrzywiania twarzy. Półuśmiech, wyprostowana noga w górę i - kopniak. Tak samo rozdaje policzki. Szybki ruch, piekące uderzenie i uśmiech. Nigdy śmiech."
[Danuta Brzosko-Mędryk "Niebo bez ptaków"]

---Luise Danz-----------------------------------------------------------------------------------------

"Przybyło do obozu kilkananaście aufzejerek. Luise Danz robi początkowo wrażenie, jakby w tej bandzie ordynarnych Niemek znalazła się przypadkowo. Ubrana w pasiak, nadawałaby się bardziej, by być po naszej stronie drutów. Jest smukła, ładna, ma trochę kanciaste, chłopięce ruchy i sporo humoru. Ale po miesiącu i w niej zachodzi zmiana. Początkowo tylko w sposobie bycia, dowcipie, śmiechu. Potem zaczepia więźniów, podstawia im nogi i kopie, uważając to wszystko za zabawę. Luiza Danz wkrótce nie robi wrażenia panienki z kindersztubą, staje się ordynarna jak inne. Co na to wpływa? Świadomość władzy nad więźniami czy chęć dostosowania się do poziomu niemieckich kobiet?"
[Danuta Brzosko-Mędryk, "Niebo bez ptaków"]

Nadzorczyni Luise Danz

Danz urodziła się w 1917 roku w Walldorf (Turyngia). Jej rodzice Heinrich i Anna byli protestantami a sama Danz ukończyła wyłącznie szkołę podstawową. W wieku 20 lat opuściła dom rodzinny w Schmalkalden by podjąć pracę jako pomocnica w piekarni w Brandenburgu. W roku 1940 powróciła do domu ze względu na zaawansowany wiek rodziców i brak możliwości opieki nad rodzicami przez starsze siostry, które opuściły dom rodzinny oraz rozpoczęła przyuczenie do pracy na poczcie. W czasie pobytu na urlopie w Ulm w roku 1941 Danz poznała Doktora barona Franza von Bodmanna. Znajomość ta przekształciła się z czasem w związek, o którym Danz mówiła w następujący sposób: „Obiecał mi małżeństwo i chciał mnie zabrać do siebie, na co się oczywiście zgodziłam”. Po wojnie twierdziła, iż w tym czasie nie wiedziała, że Bodmann jest naczelnym lekarzem w KZ Majdanek, jednak jej działanie jak i kalkulacje by podjąć pracę na Majdanku skłaniają do przypuszczeń, iż obrała jedyną możliwą drogę, by urzędniczka pocztowa z wykształceniem podstawowym związała się z taką partią, jaką przedstawiał sobą Bodmann. Jedynym, czego w tym czasie Danz nie mogła wiedzieć, był fakt, iż Bodmann był żonaty i miał troje dzieci. Gdy Danz zakończyła przyuczenie do pracy na poczcie, została skierowana w ramach trwającego od 1943 roku zaciągu bezrobotnych kobiet stanu wolnego do pracy w charakterze dozorczyń, przeprowadzanego przez urząd pracy Rzeszy, gdzie warunkami jakie musiała spełnić kandydatka by otrzymać te pracy były jedynie niekaralność i dobry stan zdrowia. Po wojnie Danz upierała się, iż jej zatrudnienie odbyło się pod przymusem i że nie miała szans odmówić przyjęcia tej posady. Jasne jest także to, iż przyjęcie tej pracy umożliwiało dalszy kontakt z Bodmannem.



Argument ten często był przedstawiany przed sądy w powojennych procesach zbrodniarzy nazistowskich, jednak zarówno Trybunał w Norymberdze jak i Sąd w Krakowie, przed którym stanęła Danz by odpowiedzieć za swoje czyny oddaliły to stwierdzenie i tłumaczyły swoją decyzję faktem, że do SS wstępowało się na zasadzie dobrowolności. W przypadku dozorczyń przytaczano argument, iż te nie będąc formalnie członkami SS, uczestniczyły one w czynnościach organizacji jak i były z nią związane zawodowo. Z tego wywnioskowano, iż należały do SS wypełniając ich cele tożsame tej organizacji. Odmowa wypełnienia rozkazu służby w obozie koncentracyjnym lub uczestnictwa w innych czynnościach SS mogła spowodować różnorakie kary, przypadki ukarania nadzorczyń za odmowę służby należały jednak do niezwykłej rzadkości.

Tytuł pisma „Aplikacja o pracę w charakterze nadzorczyni” implikował możliwość odrzucenia kandydatki, wymagał jednak jej inicjatywy. Mowa była także o tym, iż praca, o którą się starają kandydatki ma na celu nadzór nad kobietami, które zostały umieszczone w obozie koncentracyjnym za złamanie prawa i jest uznawana za służbę na froncie. Danz nigdy nie wstąpiła do NSDAP i jej czyny w obozie wydają się być nienacechowane ideologicznie. 1 marca 1943 rozpoczęła trwający 3 tygodnie kurs w obozie w Ravensbruck, gdzie nadzorowała grupę kobiet pracujących w obozie zbiorczym o charakterze logistycznym a po ukończeniu kursu dnia 22 marca 1943 roku została skierowana do obozu na Majdanku. Była wtedy jedyną dozorczynią, która tego dnia dostała przydział do obozu, co pozwala przypuszczać, iż to Danz zabiegała lub sam Bodmann starał się o przeniesienie Danz na Majdanek. Na Majdanku Danz pracowała w części obozu kobiecego a jej zadania obejmowały konwój więźniarek sprzed bramy obozu aż do miejsca pracy i z powrotem oraz ich nadzór w czasie wykonywania pracy. Nadzorowała także komanda w ogrodzie, szwalni, kuchni SS, na polach Felinu jak i w magazynach odzieży. W zeznaniach mówiła o sprawowaniu nadzoru nad Polkami, Rosjankami, Niemkami oraz Żydówkami, przy czym przynależność Żydówek do jakiejkolwiek narodowości była dla Danz kompletnie obojętna. Danz i Bodmann mieli wiele czasu na wspólne spotkania, ponieważ Danz miała wiele czasu wolnego po skończonej pracy. Miała także problemy z dopasowaniem się do realiów życia w militarnie zorganizowanym porządku, na co wskazują liczne skargi i kary jakie zostały na nią nałożone w pierwszej fazie służby. W sierpniu 1943 Danz nie stawiła się na obowiązkowe szkolenie dla personelu nadzoru a w październiku tego samego roku została oskarżona o popełnienie wykroczenia w czasie jazdy pociągiem, natomiast miesiąc później została nałożona na nią kara ośmiu dni bunkra za utratę broni.

W listopadzie 1943 miała miejsce na Majdanku akcja „Dożynki”, w czasie której straconych zostało 18 000 Żydów. Chociaż Danz zeznała, iż w czasie trwania tej operacji nie było jej w obozie, był jej jednak zupełnie świadomy fakt, iż chodzi w tym przypadku o szczególny akt zmasowanej zagłady. W jej zeznaniach sprzed lat siedemdziesiątych była w stanie sobie bardzo dobrze przypomnieć rodzaje uniformów, jakie nosili członkowie komand egzekucyjnych, gdy przyglądała się im eskortując więźniarki z obozu do pracy. Związek z Bodmannem zakończył się jeszcze przed jego przeniesieniem z Majdanka na początku roku 1944. Danz pozostała na swoim stanowisku jeszcze następne cztery miesiące po czym zdała swoje wyposażenie komendanturze SS w Lublinie i została przeniesiona 23 kwietnia 1944 do obozu w Płaszowie. Tam pracowała razem z Oberaufseherin i sześcioma innymi nadzorczyniami nadzorując pracę ok. 250 kobiet w fabryce naczyń emaliowanych oraz miała romans z Obersturmfuhrerem Grimmem. Danz mieszkała w obozie a nadzorowana przez nią grupa kobiet nocowała w fabryce, gdzie na co dzień pracowały. Jej dzień codzienny określiła w następujący sposób: Opuszczała obóz o 7 rano i udawała się do fabryki, gdzie zastawała kobiety już przy pracy. Raz lub dwa razy w tygodniu nadzorowała przyjazd ciężarówki, która przywoziła jedzenie i ubrania z obozu dla fabryki. Jak zeznała, nie wiedziała co się działo w obozie i nie miała pojęcia o rozstrzeliwaniach, ponieważ całe dnie spędzała na nadzorze kobiet w fabryce. W sierpniu 1944 obóz w Płaszowie przestał istnieć a Danz została skierowana do Auschwitz, gdzie pozostała aż do ewakuacji obozu w styczniu 1945 roku. Pracowała tam jako nadzorczyni w pralni a następnie przeniesiona została do szwalni. 10 grudnia skierowana została do Birkenau, gdzie wraz z końcem roku awansowana została do Rapportfuhrerin odcinka BIa i Bib. Była prawą ręką kierowniczki obozu i odpowiadała za porządek i dyscyplinę a statusem odpowiadała męskiemu oficerowi raportowemu. Miała zatem wpływ na wykonywanie kar jak i składała dzienne raporty i liczbie umieszczonych w obozie więźniarek. Danz umniejszała swoją rolę w obozie mówiąc, iż była jedynie odpowiedzialna za stan liczbowy więźniarek jak oraz za organizację apeli. W ciągu dnia kontrolowała czystość i porządek w barakach a za wszystkie swoje zasługi została odznaczona medalem dla zasłużonych na froncie.

Jedną z dróg kariery było dojście do pozycji kierowniczki podobozu, podległego obozowi macierzystemu, jakich wiele powstawało w ostatniej fazie wojny. Propozycja ta została przedstawiona doświadczonym oraz zasłużonym dozorczyniom, które posiadały do tej funkcji odpowiednie kwalifikacje . Danz była w stanie przekonać swoich przełożonych o własnych walorach udając się wraz z kolumną więźniarek w czasie ewakuacji obozu Auschwitz i kierując ją w stronę obozu Malchow, podobozu Ravensbruck. Cztery dni po jej przybyciu została przełożoną ok. 20 dozorczyń i chociaż miała formalnie nad sobą oficera SS, to ona sprawowała władzę w obozie.
Malchow stanowił centralny punkt rozwoju kariery Danz, który sama uznała za sprawdzenie własnych możliwości. Ewakuacja Auschwitz spowodowała, że obóz macierzysty Ravensbruck był przepełniony napływającymi zewsząd więźniarkami przez co były one kierowane do podobozów, między innymi do Malchow. Sam obóz nie był do tego przygotowany a nowoprzybyłe więźniarki mieszkały w strasznych warunkach, stłoczone na małej powierzchni, tak że nie wiele z nich było w stanie pracować w pobliskiej fabryce amunicji. Niezdolne do pracy więźniarki zostały uznane za kompletnie bezwartościowe i były przeznaczone do „szczególnego potraktowania”. Od lutego 1945 celem obozu stało się rozwiązanie kwestii jego przeludnienia, co konkretnie oznaczało akcje mordowania jak największej liczby więźniarek. Luise Danz chwaliła się przy tym, iż jest w stanie w ciągu dnia zamordować dowolną liczbę żydowskich więźniarek, które stanowiły większość uwięzionych. W ostatnich miesiącach istnienia obozu zdecydowano utrzymywać przy życiu tylko te więźniarki, które były w stanie pracować przy czym wszystkie chore i niezdolne do pracy osoby skazane zostały na śmierć głodową.

Czym bliżej był front, tym bardziej zachowanie się Danz stało się mniej przewidywalne. Koncem marca Malchow był na skraju upadku. 2 kwietnia deportowano 2000 kobiet do Lipska. Z tego dnia zachowało się kilka wspomnień i opisu scen jakie towarzyszyły transportowi. Więźniarki nie mogły zabrać niczego ze sobą na drogę, do tego Danz zabrała im buty i nakazała ubrać drewniaki. Sprawdzała także trzymając pejcz w ręku, czy zastosowano się do jej zaleceń: „Zabrała nam wszystkie rzeczy, nawet te, co nie miały żadnej wartości. Przede mną stała Rysia, która schowała pod ubraniem butelkę wody. Danz wyrwała jej koc a butelką zaczęła ją bić po głowie i robiła to tak długo aż ta butelka pękła a dziewczyna poszła z rozbitą głową do transportu”. Ocalałe kobiety wspominają także mord jakiego dokonała Danz na małej dziewczynce. W czasie selekcji do transportu rozdzielono żydowską dziewczynę od jej matki. Dziewczynka prosiła, by mogła iść razem z matką na co Danz odpowiedziała uderzeniem. Gdy dziewczynka upadła na ziemię zaczęła ją tratować ciężkimi butami aż pękł dziewczynce brzuch. Dziewczynka zmarła na miejscu a jej matka została skierowana do transportu. Gdy Danz biła dziewczynkę, krzyczała, że tu nie ma matek i córek, tu nie ma rodzin. W ostatniej fazie zagłady, argumentowanie powiązaniami rodzinnymi czy wskazywanie na wartości moralne wprowadzały Danz we wściekłość. Oprócz tego świadkowie mówią, że oczekiwano, że pociąg do Lipska podąży ciągle bombardowaną trasą, co miało zwiększyć śmiertelność. Danz mawiała wtedy, że transport śmierci musi zostać doprowadzony na miejsce, chociaż skierowany został na ciężką w przeprawie drogę.

---Hermine Braunsteiner------------------------------------------------------------------------------

"Zaczęłam myśleć o Herminie Braunsteiner. Co ona teraz robi? Śpi? Czy może tak jak ja przewraca się na łóżku? A może przywołuje po raz setny obrazy, które ciążyć na nas obu będą już do końca życia? W czterdziestym trzecim dzieliły nas jej esesmański mundur i mój pasiak. Teraz mogłybyśmy siedzieć przy sąsiednich stolikach w kawiarni, wymieniać uprzejmości w windzie… Mogłybyśmy, gdyby nas znowu nie dzieliło tamto życie, od którego i ona, i ja z jednakową siłą na próżno próbujmy się oderwać.(…) Dziwny to niepokój, jakbym właściwie nie bała się ludzi, lecz przeszłości, którą przyniosła mi ta kobieta o prawie nie zmienionej przez lata twarzy. Hermine Braunsteiner. Mocna, wysoka strażniczka z węzłem jasnych włosów, upiętych w tyle głowy. Spódnica-spodnie, zakrywająca brzeg lśniących oficerek, furażerka wciśnięta na czoło, rękawiczki… Noszona w chłodne dni sukienna czarna peleryna w ruchu upodabniała ją do nocnego ptaka, poruszającego skrzydłami. Pejcz i pies. Pejcz i krzyk. Kopanie. Dłoń na twarzy więźniarki. Niemieckie rozkazy i selekcje. Selekcje i płacz dzieci. I zaciśnięte wargi nad wystającym podbródkiem. Hermine Braunsteiner – jedna z dwudziestu pięciu strażniczek obozu kobiecego na Majdanku. Jedna z tysiąca stu osób załogi Majdanka."
[Danuta Brzosko-Mędryk "Czy świadek szuka zemsty?" Warszawa 1976]


PRZEZWISKA i PRZYDOMKI

Przezwiska i przydomki nadawane oprawcom służyły do "eksponowania groźnego dla więźniów sposobu zachowania się przezywanych, oraz do ośmieszania lub piętnowania jakieś cechy charakteru. Najczęstsz± metodą tworzenia przydomku było dodanie do imienia przezywanego jakiegoś kontrastowego przymiotnika. Więźniowie bardzo często stosowali też zasadę kontrastu, nadając niewinne przezwiska największym obozowym oprawcom. Przydomki wskazywały również charakterystyczne cechy poruszania się lub fizyczne ułomności.

Najbardziej znane przezwiska SS-Aufseherin:

"Widmo" (Jenny-Wanda Barkmann)
"Kobieta z psami" (Johanna Bormann)
"Kobyła" (Hermine Braunsteiner)
"Kostucha", "Śmierć" (Margot Drechsler)
"Piękna Bestia" (Irma Grese)
"Suka z Buchenwaldu" (Ilse Koch)
"Krwawa Brygida" (Hildegard Lächert)
"Mutti" (Emilia Macha)
"Bestia", "Mandelka" (Maria Mandel)
"Słoma" (Charlotte K. Mayer)
"Krowa" (Alice Orlowsky)
"Ny-Ny" (Martha Ulbrich)
"Mrówka" (Charlotte Weber)


PRACA I ZBRODNIA

Przybycie transportu do obozu

"Na dworcu czekała nas zgraja kobiet-aufzejerek. Były to esesmanki, późniejsze nasze dozorczynie w obozie. Ubrane były w czarne, fałdziste, długie peleryny ze spiczastymi kapturami. Na nogach miały męskie buty z cholewami. Były uzbrojone i w rękach miały drewniane pałki, którymi biły nas z sadyzmem i okrucieństwem. Miotały się w furii i nienawiści. W mroku, rozproszonym dopiero światłem dnia, wyglądały jak legendarne postacie wiedźm z Łysej Góry. Pełne złości i jadu dla nas, potrafiły uśmiechać się zalotnie do esemanów, czule przemawiać do psów i głaskać je pieszczotliwie.
Upchane ciasno w samochodach, zostałyśmy zawiezione do obozu w Ravensbruck. Był już dzień. Ustawili nas na placu obozowym naprzeciw bramy wejściowej i trzymali cały dzień o głodzie. Doglądały nas owe aufzejerki w pelerynach, uzbrojone i z nieodłącznymi psami. Zabroniły rozmawiać, wychylać się z szeregów, siadać. My jednak, mimo poszturchiwań, przezwisk i szczucia psami, siadałyśmy na ziemi zmęczone, wycieńczone zupełnie."
[Stanisława Młodkowska-Bielawska, nr 7680 Ravensbruck]

"Na stacji Fürstenburg oczekiwali nas nowi oprawcy – esesmanki w czarnych pelerynach z kapturami i przypiętą do pasa bronią, w jednej ręce trzymały oznakę swej władzy – pejcz, w drugiej wilczura na smyczy. Pierwsze wrażenie to skojarzenie z nocnymi wampirami, nietoperzami, czyhającymi na naszą krew. Z krzykiem i popychaniem wtłoczyli nas do samochodu."
[Joanna Kukulska nr 7019, nauczycielka]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"Był szary świt 23 września, gdy pociąg zatrzymał się na małej stacyjce. Z wrzaskiem i ze szczekaniem całej zgrai psów otoczyły nas niemieckie dozorczynie, w siwych mundurach i czarnych pelerynach. Bijąc i popychając załadowały nas na ciężarówki i przewiozły na teren obozu."
[Maria Plater-Skassa, nr 7911, FKL Ravensbruck]

"Trzeciego dnia około południa pociąg zatrzymał się na małej stacyjce w lesie. Kazano nam wysiadać. Na podjeździe czekali już na nas esesmani i esesmanki z psami. Kazano nam szybko ustawiać się dziesiątkami, otoczono konwojem, rozległo się: "Marsz!", a dalej już tylko: "Schnell, schnell, schnell". Szłyśmy dobry kilometr; schorowane, stare lub niedołężne kobiety zostały na miejscu. Doszłyśmy do bramy obozu, która otworzyła się szybko i po przejściu kolumny natychmiast zamknęła. Znalazłam się na terenie kobiecego obozu koncentracyjnego Ravensbruck."
[Maria Cabaj, nr 11306, Ravensbruck]

"Było tych Żydówek około dwustu, wszystkie we wspaniałych futrach, przepięknie ubrane. Mówiono nam, że jest to bardzo bogaty transport Żydów, którzy najdłużej się okupywali Hitlerowi, więc dlatego tak długo przebywali w Berlinie. Myśmy czekały z boku, a one były rewidowane. Widziałam, jak maleńka żarówka zawieszona u sufitu oświetlała kwadratowy stolik, przy którym siedziała aufzejerka i jakaś brudna i czarna więźniarka.
Widziałam, jak ręce aufzejerki bardzo sprawnie wymacywały schowane w płaszczach kosztowności. Bardzo szybkim ruchem odpruwały żyletkami rękawy od futer, z poduszek wyrzucały całą masę drogich kamieni, złoto, pierścionki, bransolety. Na stole tworzyła się pryzma, rzucająca różnokolorowe błyski światła. Myśmy na to patrzyły jak na coś niezwykłego. Ja nigdy nie przywiązywałam wagi do biżuterii, byłam właściwie jeszcze bardzo młoda. Słyszałam, jak jedna z naszych koleżanek powiedziała: "Boże, jak by sobie człowiek za to żył". A ja sobie pomyślałam: "Boże, ja nic nie chcę, tylko być przy mamie."
[Jadwiga Zając-Pawłowska, nr 86846, KL Auschwitz]

"Dotychczasową ciszę i spokój przerwał brutalny wrzask naszej tak dotąd spokojnej straży. Popychając, bijąc, zaczęto nas wyrzucać z wagonów i ustawiać w szeregach po pięć. Znalazłyśmy się na peronie niewielkiej stacji. Oszołomiona i zmęczona zaczęłam jednak ciekawie rozglądać się dookoła. Przede wszystkim uwagę moją zwróciła grupa kobiet w szarych mundurach i czarnych pelerynach z kapturami. Prawie każda trzymała na smyczy wielkiego wilczura. Śmiały się głośno i wdzięczyły do towarzyszących im esesmanów. Widok ten zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Były to obozowe dozorczynie, tzw. Aufseherinen. Te przeważnie młode, często ładne kobiety przy bliższym zetknięciu okazywały się wcielonymi szatanami. Znęcanie się nad więźniarkami było ich pasją i posłannictwem życiowym. Trafiła się czasem i wśród nich jakaś obdarzona ludzkimi cechami, ale były to bardzo, bardzo nieliczne wyjątki. Teraz trzymały się z daleka, pozornie nie zwracając na nas uwagi. Bardzo szybko wtłoczono nas po kilkadziesiąt do zasłoniętych ciężarówek i wkrótce znalazłyśmy się na obszernym placu obozu w Ravensbruck."
[Leokadia Kwiecińska, nr 7682, FKL Ravensbruck]

"W połowie października 1942r. przyjechał transport więźniarek z Ravensbruck, a wraz z nimi piętnaście najgorszych, najokrutniejszych Aufseherek. Była między nimi i Mandel, która została komendantką obozu, była Hasse mianowana szefem biura zatrudnienia, jej siostra Franz - kierowniczka kuchni obozowej, Grese - zatrudniona w Postzensurstelle. Były Miland, Volkenrath, Bormann, Kuck i Stange. Innych nazwisk nie pamiętam. Wszystkie stanowiska, zajmowane dotychczas przez esesmanów mężczyzn, zaczęto obsadzać esesmankami."
[Róża Jeleń-Chroń, nr 7589, KL Auschwitz]

Pierwsze wrażenie

"Wszystko było dla mnie wielką zagadką: co znaczą te szeregi kobiet w pasiakach prowadzone za bramę pod eskortą dozorczyni z psem, dźwigające ze sobą ciężkie kotły? Po co jest tak dużo tych wiedźm w czarnych pelerynach? Popędzają idące w szeregach kobiety bijąc je. W prawym rogu obozu stał ponury szary murowany budynek okolony niskim murem, pod którym ujadały wściekłe psy-wilczury, zabierane stamtąd przez dozorczynie wychodzące poza bramę z kolumnami więźniarek."
[Janina Mitura-Futera, nr 7932, Ravensbruck]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"Niektóre aufseherki były, szczególniej podczas nocnych zmian, apatyczne i bierne. Wrzeszczały i poganiały nas dopiero, gdy nadchodził Esman lub gdy któraś zasypiała lub w inny sposób zgrzeszyła przeciw stałemu nawoływaniu: „arbeiten, mehr leisten, weiter machen”. Niektóre nawet starały się być sprawiedliwe czy to gdy chodziło o wydawanie jedzenia, czy o jakieś spory między więźniarkami. Ale przytłaczająca większość zachowywała się wprost histerycznie. Było wiele takich, które dosłownie bez jednej przerwy darły się: „Ruhe, Ruhe, still schweigen, los, dalej, prędko, prędko!” i latały między nami jak szalone, szturchając, bijąc, lejąc wodą na usypiające czy zadumane. [...]
Aufseherki jedna u drugiej starały się dopatrzeć czegoś złego, skrytykować i wykrzyczeć właśnie drugiej podległe więźniarki. O to były ustawiczne kłótnie, który blok czy betreib coś zbroił. Często zdarzało się, że aufseherka chcąc zachęcić swoje więźniarki do pracy lub lepszego zachowania się, kradła drugiej kotły z jedzeniem. Nie było żadnej solidarności między nimi, ani koleżeństwa, prócz chyba jakichś nielicznych sympatii i względów osobistych."
[Irena Pawlewska-Szydłowska; FKL Ravensbruck, maszynopis]

"W dzień przyjazdu dostałam bicie od esesmanki, co spowodowało przyjęcie przeze mnie postawy buntowniczej. W bunkrze byłam kilkakrotnie za przewożenie żywności spoza obozu, za opór i przeciwstawianie się poleceniom esesmanek."
[Kazimiera Lewczuk-Wiciel, nr 6770, uczennica]

Apele

Apele w obozie były codziennością dla więźniów. To właśnie apelem rozpoczynał się i kończył każdy dzień życia więźnia. Apele służyły przede wszystkim do sprawdzenia stanu liczebnego więźniów a także były okazją do przeprowadzenia selekcji, eliminującej słabych i niezdolnych do pracy więźniów.

Apele dzieliły się na:

- apele codzinne - rano i wieczorem
- apele generalne - przeprowadzane raz na jakiś czas dla całego obozu, wielogodzinne, zazwyczaj kończyły się śmiercią wielu kobiet
- apele-selekcje - wybierano najsłabsze kobiety, które nie mogły dłużej pracować
- apele karne - dla któregoś z bloków lub nawet jednego komanda, stosowano za byle drobnostkę, kazano wówczas skakac w przysiadzie (tzw. sport) lub godzinami klęczeć z rękami podniesionymi w górę (tzw. stanie w kniboju)
- apele tzw. lotne - urządzane niespodziewanie w ciągu dnia, już po wyjściu komand do pracy
- inne apele podczas, których wybierano młode i zdrowe kobiety przeznaczając je na doświadczenia medyczne lub jako kobiety do obozowego domu publicznego (puff)
- apele-egzekucje - podczas których dokonywano publicznych egzekucji na skazanych, ustawiano wtedy na środku placu apelowego szubienicę, dookoła której w czworoboku ustawiali się więźniowie.


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"Codziennie apele poranne. Może raczej należałoby powiedzieć: przed świtem. Około godziny trzeciej w nocy w obozie rozlegają się przeraźliwe gwizdki. To SS-Aufseherinnen wzywają blokowe do ustawiania więźniarek na apel(...) Nawet jeśli już ustawiono przed blokiem wszystkie idące o własnych siłach więźniarki, to w bloku pozostały zmarłe w ciągu nocy. Muszą być wyniesione i ułożone tak, aby je można było łatwo policzyć. Najważniejsze przecież, by stan liczbowy bloku był zgodny z zapisanym przez SS-Aufseherin poprzedniego wieczoru."

"Gdy stany osobowe baraków są zgodne z liczbami podawanymi w szrabsztubie, aufzejerka składa raport feldfuhrerowi przy bramie. Tam zwykle odbywają się ranne spotkania aufzejerek z podoficerami, poklepywanie "dam" w pośladki, zrzucanie męskich czapek i tym podobne "figle", na które patrzymy marząc o 'abtreben' (rozejściu się)"

"Przegraną Niemiec więźniarki dostrzegały nawet w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach. Pamiętam np. taki obrazek: zimno, głodno, stojąc w szeregu tulimy się jedna do drugiej. Patrzymy w niebo, gdzie kłębią się chmury i raptem jedna z więźniarek dostrzega, że chmury układają się w kształt orła, druga natomiast widzi koronę, jeszcze inna - jeźdźca w husarskim stroju walczącego z zakapturzonym Krzyżakiem. Po chwili widzą to już wszystkie więźniarki i wszystkie nieruchomo zapatrzone w niebo śledzą przebieg walki i wszystkie widzą, że polski rycerz zwycieża. W pewnej chwili przytomnieją. Okazuje się, że przed szeregiem więźniarek stoi SS-Aufseherin, która nadeszła aby je policzyć. Zaintrygowana nieruchomym zapatrzeniem w niebo 800 kobiet, sama podniosła głowę. Tylko, że ona nic tam zobaczyć nie mogła."
[Antonina Piątkowska, "Wspomnienia oświęcimskie", Wyd. Literackie, Kraków 1977]

Codzienność w obozie

"Dwa razy dziennie przychodziła na blok aufzejerka-esesmanka. Sprawdzała porządek, przeliczała nas przed apelem, czasami dla zabawy uderzyła którąś, kopnęła lub poszczuła psem, ciesząc się przy tym i śmiejąc z naszego przerażenia i bólu."
[Janina Mitura-Futera, nr 7932, Ravensbruck]

"Każdy blok znajdował się pod nadzorem SS-Aufseherin, która wpadała niespodziewanie w ciągu dnia sprawdzając porządek i kontrolując, co się dzieje. SS-Aufseherin z reguły miała ze sobą psa. Taką dozorczynię miał i nasz blok. Otrzymywała ona co tydzień od blokowej kostkę margaryny - w zamian za to, wchodząc do bloku brała psa na smycz. Otóż margaryna ratowała, i to niejeden raz, te z więźniarek, które na skutek dużego osłabienia nie wyszły w tym dniu do pracy w pole i po apelu ukryły się w bloku. Pamiętam taki obrazek: na górnej koi schroniło się sześć młodych Polek. Koje na pozór wydawały się puste, koce na zewnętrznym brzegu wyrównane były "na kant". SS-Aufseherin nie mogła z dołu zauważyć ukrytych. Ale pies natychmiast wywęszył i zaczął szczekać. SS-Aufseherin wzięła przygotowaną margarynę do kieszeni, psa na smycz i - odeszła"
[Antonina Piątkowska "Wspomnienia oświęcimskie", Wyd. Literackie, Kraków 1977]

"Z budki dobrze było widać, iż na wartowni służbę mają jedynie aufseherki. Wobec mężczyzn były na ogół łagodne. Edek ładnie się zameldował, oznajmiając wejście dwóch instalatorów zur Arbeit.
Aufseherka z przyjemnością przyglądała się przystojnemu więźniowi.
- Ja! Komm mal rein - rzekła, nie spuszczajęc oczu z pewnego siebie Edka. Raptem, jakby mimochodem zapytała przymilnie: - Haben Sie Zigaretten vieleicht?
Uniosła lekko, acz wymownie pulpit stolika służącego do notowania ruchu więźniów, przy którym stała. Znaliśmy przyzwyczajenia tych łagodnych Niemek. Równocześnie niemal sięgnęliśmy za pazuchy, wygrzebując ukryte tam papierosy. Do uchylonej szufladki wpadły dwie paczki papierosów. Z wdzięczności uprzedziła nas, byśmy się mieli na baczności, bo w obozie jest oberaufseherin Mandel i nowy lagerkomendant Birkenau, Kramer."
[Wiesław Kielar "Anus Mundi", Wyd. Literackie, Kraków 1978]

"Nagle jakieś poruszenie wśród kobiet. Uciekają na wszystkie strony, ile tylko sił w nogach. Daję Halinie gwałtowne znaki, żeby uciekała. Lecz ona, zajęta rozszyfrowywaniem mojej niezrozumiałej gestykulacji, nie widzi raportführerin Drechsler, pędzącej na rowerze wzdłuż lagerstrasse prosto w jej kierunku. - Uciekaj!... Uciekaj, Halino! - na próżno staram się przekrzyczeć orkiestrę. Za późno! Wstrętna, zębata Drechsler jest już przy Halinie. Rzuciła rower na ziemię i okłada ją kościstymi rękami po głowie, po plecach, po piersiach. Halina zaskoczona znienacka, nawet nie broni się przed ciosami ani też nie może się wyrwać, bo Drechsler trzyma ją teraz za włosy i z furią bije po twarzy. Patrzymy na tę scenę bezsilni. Zamykam oczy, bo już dłużej nie mogę znieść tego widoku."
[Wiesław Kielar "Anus Mundi", Wyd. Literackie, Kraków 1978]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück

----------

Niezwykła majowa noc


W pokoju jest cicho, przytulnie. Miarowe bicie zegara miesza się z równym oddechem śpiących spokojnie dzieci. Niezwykła noc, gdyż – jak nigdy o tej porze w Izraelu – na dworze leje deszcz. Ciężkie krople uderzają o dachy i szybko spływają po szybach. Świeże, chłodne powietrze wypełnia mieszkanie. Owinęłam się kołdrą, głowę wtuliłam w ciepłą poduszkę i wsłuchuję się w szum tej nieoczekiwanej ulewy. I nagle...

Leje deszcz. Ciężkie chmury pokryły niebo, przesłoniły sobą świat. Nieprzerwane strugi wody spływają na ziemię. Na placu obozowym stoją rzędami tysiące znękanych, wycieńczonych ludzi. Nogi zdrętwiałe w przegniłych, podartych butach, grzęzną w błocie. Woda przesiąka przez nędzną odzież, spływa po głowach, po twarzach, po niemal nagich, wychudzonych ciałach. Dreszcze zimna i kurcze głodu wstrząsają ludźmi. "Aufzejerki", odziane w ciepłe mundury i długie, nieprzemakalne płaszcze, z olbrzymimi kapturami, pilnują, z bronią u boku, abyśmy stali równo. Porządek musi być!
Mijają godziny. Niebo staje się coraz ciemniejsze, ulewa wzmaga się i wzmaga. Dziesiątki ludzi, omdlałych lub już martwych, padają bezsilnie w błoto. Nikt nie reaguje. Deszcz zmywa łzy, ból, wszelkie uczucia. Nieprzytomne oczy spoglądają uparcie na wąskie drzwi baraków. Na ustach błąka się nieme pytanie: jak długo jeszcze? Kiedy nadejdzie kres tej męki?
Nagle – komenda: klęczeć! Wszyscy na kolana! Z nadludzkim wysiłkiem wyrywamy zmartwiałe nogi ze śliskiego bagna. Z trudem udaje się zgiąć zesztywniałe kolana i klęknąć w błocie. Kamienie wbijają się w ciało, kalecząc do krwi.
I znów komenda: ręce do góry! Klęczeć równo! Wziąć po dwie cegły do każdej ręki! A deszcz leje jak z cebra. Wiatr wyje i chłoszcze. Zapada noc.
Na placu klęczą, wśród trupów, w grząskim błocie, tysiące ludzi, zaciskając w męce usta do krwi. Łzy i krew mieszają się z błotem i śmiercią od hitlerowskiej zarazy.

W pokoju jest cicho, przytulnie. Czy to był sen? Nie, to był Oświęcim! To krople ulewnego deszczu w spokojną, majową noc przeniosły mnie znowu do obozu Zagłady.

[Halina Birenbaum: "Echa dalekie i bliskie", 1967; wyd. Znak]


----------



Praca

"Po skończonym apelu głównym wyła znów syrena na apel roboczy i na placu powstawał szalony ruch i gwar. Apel ten trwał krócej, bo kolumny musiały odejść do pracy. Główne władze już odeszły, pozostały tzw. kolonki, funkcyjne dozorujące pracę. One to organizowały i ustawiały kolumnę do pracy, podczas której doglądały pracujących kobiet i w zależności od swej wartości moralnej obchodziły się z nimi po ludzku, lub też nie. Z każdą kolumną kobiet oprócz "kolonki" szła uzbrojona aufzejerka z psem wilczurem na smyczy. Kolumny składające się z większej ilości kobiet dozorowały dwie aufzejerki."
[Stanisława Młodkowska-Bielawska, nr 7680, FKL Ravensbruck]

"Codziennie po wymarszu komand do pracy wszystkie bloki obchodziła esesmanka Drechsler, sprawdzając, czy któraś z więźniarek nie ukryła się w budynku. Blokowa przedstawiała jej pozostałe: te do rewiru, te do Politische Abteilung, te do Stubendienst, czyli obsługi bloku.
- A ta co? - zapytała Drechsler wskazując na Czeszkę.
- To nowa nie chce iść do pracy - odparła blokowa.
- Więc nie chcesz pracować? - pyta esesmanka.
- Dla Niemców nie będę pracować.
- Du blode Kuh (ty głupia krowo) - zawołała Niemka i uderzyła Czeszke w twarz.
Tamta, nie czekając na drugie uderzenie, wymierzyła esesmance siarczysty policzek, a widząc, że Niemka wyciąga pistolet, zaczęła uciekać. Łatwo się domyślić, jak się to skończyło. Aufseherin Drechsler zastrzeliła buntowniczkę."
[Róża Jeleń-Chroń, nr 7589, KL Auschwitz]

"Minął okres kwarantanny i zaczęto wysyłać więźniarki do pracy. Pierwszą moją pracą było mycie drzwi, okien i podłóg, w nowo wzniesionych budynkach, przeznaczonych dla esemanów i esesmanek. Dozorczynie wymagały od nas pracy ponad siły i były bezwzględne. Jedna z nich, wchodząc do budynku, nie zamknęła drzwi od korytarza, skutkiem czego powstał przeciąg i w jednym pokoju raptownie zatrzasnęły się drzwi i okna, z których wypadły szyby. Mimo iż ona sama spowodowała ten wypadek, zbiła pałką do utraty przytomności pracującą w tym pokoju więźniarkę. Nieszczęśliwa nie mogła o własnych siłach wrócić do baraku, a ponieważ nie wolno było nieść (noszono tylko trupy) - towarzyszki ciągnęły ją."
[Maria Karczmarz-Łysakowska, nr 7912, Ravensbruck]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"Innego dnia wzięto mnie z kolumną kobiet do pracy w polu. Była wczesna wiosna, ale jeszcze bardzo zimna. Pracowałyśmy na bagnistej, rozmokłej ziemi przy rozsadzaniu kapusty. Nogi grzęzły powyżej kostek, wyciągałyśmy je z trudem z czarnej mazi, gubiąc w niej drewniane trepy. Aufzejerka popędzała nas, szczuła psem i kpiła z naszej bezradności. Była syta, ciepło ubrana, na nogach miała buty z cholewami, więc miała humor i naśmiewała się z nas głodnych, skostniałych z zimna i babrzących się na jej rozkaz w tej bagnistej glebie. Praca ta była dla nas nie kończącą się torturą."
[JaninaMitura-Futera, nr 7932, Ravensbruck]

"Aufseherki przy długich nieraz marszach stale objuczały nas swoim wierzchnim odzieniem, torbami z prowiantem, bukietami, które zwoziły do obozu (Niemcy bardzo lubią kwiatki), zdobytymi czy wyproszonymi po majątkach owocami, nabiałem itp., a często całymi naręczami drzewa z lasu.
Nie chodzi tu już o to, że i tak nosiłyśmy zawsze narzędzia pracy, kotły z jedzeniem i swoje drobiazgi, ale chodzi o ten ich gest, gdy nam te rzeczy wręczały. Przeważnie rzucano je nam tak jak się rzuca niepotrzebny papier do kosza czy na śmietnik, nie rzadko z kuksańcem lub uderzeniem daną rzeczą po plecach lub głowie, czasem z łaskawym uśmiechem traktując te upokarzającą i uciążliwą przysługę jako zaszczytne wyróżnienie."
[Irena Pawlewska-Szydłowska; FKL Ravensbruck, maszynopis]

"Pracowałyśmy opodal obozu wożąc na taczkach ciężkie kamienie. Była to syzyfowa praca. Musiałyśmy nakładać pełne taczki dużych głazów. Nad nami stały dwie aufzejerki z psami, uzbrojone w reworwery i grube pałki. Gdy któraś z nas wzięła o jeden kamień za mało, a na taczce było jeszcze miejsce, okładały ją pałkami po głowie i plecach. Naładowane kopiasto taczki o jednym kółku pchałyśmy pod górę, każda swoją, z nadludzkim wysiłkiem. Chwiała się ona w naszych słabych rękach i chybotała na obie strony. Nie wolno było przystanąć, odpocząć, otrzeć potu zalewającego oczy i twarz. Gdy którejś spadł kamień z taczki, potknęła się lub przewróciła, rozjuszone aufzejerki pastwiły się nad nią, bijąc, kopiąc i szczując psami. Po złożeniu kamieni pędziły nas biegiem z góry, okładały kijami i zachęcały psy do gryzienia nas. Niejedna przy tej galerniczej pracy została boleśnie pokaleczona i poczuła psie kły w swoim wychudzonym ciele."
[Stanisława Młodkowska-Bielawska, nr 7680, FKL Ravensbruck]

"Jedną z najcięższych prac było wożenie brykietów. Pod nadzorem dwu esesmanek z czterema psami wychodziłyśmy z taczkami poza obręb obozu, gdzie była składnica. Tam nakładałyśmy brykiety, po czym kolumna ustawiona w szeregi po pięć osób ruszała. Trasa wynosiła około 1400 m. W pierwszych szeregach były młode i zdrowe więźniarki, przeważnie Niemki, zaś w pozostałych inne. Do uchwytów taczek były przymocowane pasy, ale tak krótkie, że zamiast ulgi, powodowały jeszcze większe obciążenie. Jednak pod żadnym warunkiem nie wolno było tych pasów nie używać. Jeżeli któraś nie mogła nadążyć i zostawała w tyle, esesmanka dawała znak psu, a ten szybko doskakiwał do wskazanej więźniarki i ciągnął ją za pasiak ku przodowi.
Nie ominęła mnie też mordęga przy naprawie szosy, prowadzącej z osoedla esesmanów do Furstenburgu. Cały teren, na którym miałyśmy pracować, był podmokły. Z trudem poruszając się w błocie, musiałyśmy nosić skrzynie napełnione piaskiem lub kamieniem bez przerwy na przestrzeni około 400 m. Esesmanka nalegała na nabieranie jak największej ilości piasku, a kamienie powyżej ścianek i tak niemałej skrzyni. Większa część kobiet nie mogła tego unieść - mdlały, padały, a ta bestia biła je pałką."
[Maria Karczmarz-Łysakowska, nr 7912, FKL Ravensbruck]

Selekcje

Udział w selekcjach

We wszystkich obozach więźniowie poddawani byli selekcjom, których celem była eliminacja osób chorych i niezdolnych do pracy jak i również ciężarnych kobiet. W obozach macierzystych odpowiedzialnymi za nie byli lekarze SS a w podobozach czyniły to przełożone komand (Kommandoführerinnen). Selekcje przeprowadzano podczas apelu lub w czasie pracy, w barakach a także w szpitalu obozowym. Wszystkie niezdolne do pracy osoby ginęły przez rozstrzelanie, w komorach gazowych lub przez iniekcje śmiertelnych substancji, bądź ginęły śmiercią głodową lub były deportowane do obozów śmierci Auschwitz lub Majdanek. Dozorczynie nie brały udziału w selekcjach nowoprzybyłych więźniów na rampie w Auschwitz Birkenau ale przeprowadzały selekcje w samym obozie, szczególnie w szpitalu obozowym. Dłuższy pobyt w szpitalu bądź zarażenie chorobą zakaźną mogło być powodem wpisania danej osoby na listę więźniów przeznaczonych do eliminacji. Selekcje kobiet odbywały się często po powrocie komand z pracy bądź w czasie apeli generalnych. Zadaniem dozorczyń było wezwanie więźniarek i dopilnowanie by wszystkie osoby wyszły z baraków i by żadnej więźniarce nie udało się schować. W czasie samej selekcji ”dbały o ciszę i porządek” a po jej zakończeniu zaprowadzały wybrane kobiety do komory gazowej.

Wielu świadków potwierdza, iż dozorczynie urządzały selekcje. O aktywnej roli dozorczyni z Auschwitz Elisabeth Volkenrath mówił świadek procesu załogi Bergen Belsen: „widziałam jak Volkenrath sama wybierała kobiety w trakcie apeli do komór gazowych. Sama zostałam wybrana, ale udało mi się uciec w odpowiednim momencie. Inne kobiety wyselekcjonowane przez Volkenrath zostały zabrane do bloku 25 w obozie A i zaprowadzone potem do komór gazowych. Nikt ich więcej potem nie widział”.
Else H., Oberaufseherinn w podobozie Trautenau również sama przeprowadzała selekcje. Jedna z ocalonych mówi w swoje relacji: „wkrótce po jej przybyciu do obozu miała miejsce selekcja. Wszystkie kobiety musiały się rozebrać przed kierowniczką obozu, Elsą, jak sobie jeszcze przypominam. W czasie selekcji wskazała także na moją siostrę, którą zabrała z rzędu przechodzących koło niej kobiet. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy moja siostra wraz z grupą ok. 50 kobiet została od razu odtransportowana, czy pozostała dalej w obozie.


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



Selekcje odbywały się również w obozie Ravensbrück. Wybrane w selekcji kobiety były przetransportowane siłą do pobliskiego obozu poprawczego Uckermark. Greta Bösel szczególnie udzielała się w selekcjach w Ravensbrück. W swoich zeznaniach przyznała się, iż w selekcjonowała kobiety niezdolne do dalszej pracy. Jej zadaniem było „zadbać o to, by wszystkie więźniarki wyszły z baraków”. Świadkowie zeznali w procesie, że Bösel była bardzo brutalna w trakcie apeli służących selekcjom i używała przemocy. Udział kobiet w zbrodniach SS wywołuje do dziś ogromną konsternację i irytację, ponieważ postawa ta przeczy stereotypowi kobiecości i typowej dla niej łagodności. Ingrid Müller Münch, która w procesie załogi Majdanka była w roli jego obserwatora, mówiła o swoich uczuciach jak i przemyśleniach, że w procesie nie chodziło o kwestie mężczyzny – esesmana – sprawcy lecz o oskarżenie kobiet w służbie nazizmowi oskarżonych o najgorsze bestialstwo. Nie mogła również pojąć, iż kobiety te były takie same jak SS mani i że nigdy by nie uwierzyła, że kobiety mogą się czegoś takiego dopuścić.

Podobne uczucia pojawiają się w wypowiedziach sędziów, którzy prowadzili procesu byłych dozorczyń. W wyroku sądu krajowego Berlina ogłoszono: „Nie można powiedzieć, iż oskarżona będąc kobietą pozbawioną typowych dla siebie atrybutów kobiecości wykazała się wobec kobiet danym z natury współczuciem bólu i cierpienia. Nie uczyniła tego także wobec więźniarek”. W relacjach ocalonych nie ma właściwie żadnych przesłanek na temat tego, czy dozorczynie pokazywały typowe dla kobiet współodczuwanie, a dostępne relacje mówią o wręcz czymś przeciwnym „łzy działały na dozorczynie jak płachta na byka”. Tak określiła tę zdolność Nanda Herbemann , więźniarka z Ravensbrück. Tylko bardzo niewielka liczba dozorczyń uznaje swą winę i odpowiedzialność za czyny. Z reguły wypowiadają się podobnie jak Anna F. w czasie przesłuchania przez policję: „W związku z moją działalnością jako dozorczyni nie brałam pod uwagę jakiejkolwiek odpowiedzialności.”
Wyjątkiem jest Irma Grese, która w trakcie przesłuchania przyznała się do odpowiedzialności za własne czyny w obozie. Uważa przy tym, że odpowiedzialność Heinricha Himmlera jest porównywalna z jej odpowiedzialnością jak i innych osób. Następnie zeznała, iż odpowiedzialność za czyny powinni ponieść wszyscy, którzy należeli do SS, działali na rozkaz innych a także widzieli przestępstwa i nie zaprotestowali bądź nie spróbowali zadziałać przeciwko temu. Do zbrodni zaliczyła Grese eksterminację w komorze gazowej w Auschwitz Birkenau jak i tysiące uśmierconych w Bergen Belsen . Irma Grese określiła to jednym słowem jako mord.
[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]

"Co pewien czas odbywały się w Brzezince tzw. Sortierungen, czyli selekcjonowanie więźniarek - wybieranie chorych, starych, wyniszczonych, a więc niezdolnych do pracy i wysyłanie ich do komór gazowych. W takim dniu, po rannym apelu, wszystkie więźniarki rozebrane do naga defilowały pojedynczo przed "elitą" obozową, tj. przed lekarzem Mengele, komendantką żeńskiego obozu - esemanką Hasse, esesmanką Drechsler, nazywaną przez więźniarki "Kostuchną", oraz przed Rapportfuhrerem Taubem. Więźniarki niesprawne, które nie potrafiły przebiec przed tym gronem wydzielono z biegnącego "łańcucha" i pędzono do bloku 25. W budynku tym, obmurowanym wysokim parkanem, nieszczęsne ofiary czekały do wieczora, a czasem i dłużej, nie otrzymując żadnych posiłków, na wywiezienie do krematorów."

"Właściwie już szarzało, kiedy kazano nam kolumnami wchodzić do obozu. Tymczasem na placu apelowym pozostało wiele więźniarek zmarłych w tym dniu z wyczerpania. Reszta wracała do obozu. Od bramy ciągnął się szpaler esesmanów i esemanek. Tym szpalerem musiałyśmy przebiec szybko, sprawnie, energicznie i słabsze więźniarki nie były w stanie biec - te odprowadzono wprost do bloku 25. Ich los był już przesądzony."
[Jadwiga Zasępa, nr 37633, KL Auschwitz]

"Jeszcze wcześniej przyjechali z Oświęcimia specjaliści od przeprowadzania selekcji więźniów. Organizowali oni apele, na których starsze kobiety z odkrytymi głowami i bez pończoch, u uniesionymi do kolan sukienkami musiały defilować przed komisją selekcyjną. Dozorczyni niemiecka (...) zarzucała zakrzywiony koniec laski na szyję tym kobietom, które miały spuchnięte czy owrzodzone nogi lub mocno siwe włosy, i odciągała je na bok z przeznaczeniem do komory gazowej (...) W tym okresie odbywały się coraz częściej i coraz bardziej bezwzględne selekcje do krematorium. Wystarczyło mieć włosy siwe lub jakieś najmniejsze wypryski na ciele, aby srebrna laska esesmanki wyciągnęła z szeregów struchlałą niewiastę. Dotyk tej laski był wyrokiem śmierci. Zdarzało się, że esesmanka nie była w dobrym humorze i wtedy wystarczyło mieć minę, która by się jej nie podobała - wtedy również trzeba było ginąć, choćby się było młodą i zdrową. Trzeba było ciągle mieć oczy i uszy szeroko otwarte i wiele sprytu, aby nie wpaść w drapieżne łapy oprawców."
[Helena Hegier-Rafalska, nr 7889, FKL Ravensbruck]

Relacje byłych więźniarek z Majdanka:

"Pamiętam więc też okrutną selekcję dzieci, odbierania dzici matkom, które były w baraku nr 9. Zagazowano wtedy ponad trzysta dzieci (...) Po wieczornym apelu, kiedy komanda wróciły z pracy, gdy zaczęły ustawiać się na apelu, rozległa się komenda "Wejść do bloków"(...) Zajechały olbrzymie samochody z przyczepami, przybyli SS-mani z psami. Aufzejerki siłą zaczęły odbierać dzieci matkom. Zaczęły się dantejskie sceny, matki już poznały intencje hitlerowców, wiedziały, jki los czeka dzieci(...) Usiłowano matki ustawić do apelu. Aufzejerki zmuszały je do tego brutalnymi metodami."
[Zofia Skibińska, świadek na procesie w Dusseldorfie; Józef Musioł "Świadkowie", Katowice 1979]

"Z obozu na Majdanku pamiętam dobrze Herminę Braunsteiner... Ona wielokrotnie dokonywała selekcji więźniów do gazowania. Selekcje te odbywały się na placu apelowym. Kazała ona nam, więźniarkom, przechodzić obok siebie i wtedy kierowała przechodzące kobiety, na lewo lub prawo, co oznaczało dalsze życie lub śmierć."
[Zofia Zienkiewicz, KL Lublin; Józef Musioł "Świadkowie", Katowice 1979]

Rewizje

Rewizje przeprowadzane w czasie powrotu komand z "aussen" były codziennością w obozach. Sprawdzano odzież więźniów by nic, co pochodzi spoza drutów nie zostało przeniesione nielegalnie do obozu. Relacja z Majdanka:

"Stwardniałe, spękane, krwawiące stopy, poobijane o twardą ziemię, starają się wybijać rytm podawany przez kapo. Robią to nieudolnie, więc oberaufseherin Ehrich cofa komando.
- Noch einmal!
Wracają w popłochu, nie rozumiejąc przyczyny, wzbijają tumany kurzu, wywołując tym jeszcze większą wściekłość esesmanek.
- Ein! Zwei! Drei! - Braunsteiner wybija pejczem rytm na plecach mijających ją kobiet.
Gdzieś tam, w czeluściach zawszonej koszuli, schowany kawałek trochiniastego chleba - oto całe ich bogactwo.
- Zuruck!
Ale dzisiaj esesmanki uparły się jedynie na te brudne, spękane stopy (...)
- Halt! Halt! - zatrzymuje oberka. Uśmiech na twarzy niczego nie wyraża poza leciutką ironią. Smukła sylwetka, niedbale, ledwie profilem odwrócona w stronę więźniarek, prawa ręka w podwiniętej popelinowej bluzie uderza pejczem w dłoń lewej ręki. Ten ruch nie wróży nic dobrego.
Braunsteiner, nieodłączna adiutantka, chwyta za podejrzanie sterczącą pierś więźniarki, stojącej w środku piątki, i zza pazuchy wyszarpuje wielką brukiew. Dwa silne policzki z dwóch stron twarzy.
Następna.
Teraz przybiega do pomocy Annie Dawid, Annie Meinel, "Brygida" i "Krowa" - Orlowsky (...)
Bardzo piekące są policzki adiutanki, kopniaki wielkiej "Krowy" i wściekłe, rozdzielane na prawo i lewo uderzenia szukającej krwi "Brygidy".
Następna dziesiątka (...)
Jeszcze dwie, trzy rewizje i zziajane, spocone, z mokrymi plamami pod pachami letnich bluz, z kroplami potu na wypudrowanych twarzach, ale z zadowoleniem w oczach - esesmanki wpuszczają następne komando.
Dyszą, ciężko spracowane.
Tylko oberaufseherin, przyglądająca się z wysokości stopnia przed wachą, stoi jak zawsze świeża, ironicznie uśmiechnięta, nie zmęczona. "Krowa" chrypi od wrzasków, czarna Meinel śmieje się do ocierającej czoło "Brygidy", jeszcze nie zaspokojonej w żądzy krwi. Annie Dawid poprawia furażerkę na skręconych jasnych lokach; ona jedna wygląda, jakby wszystko to uważała za zabawę."
[Danuta Brzosko-Mędryk "Niebo bez ptaków"; MON, Warszawa 1975]

Kary

Kary i tortury stosowane przez SS-Aufseherinnen wobec więźniów:

Sport - czyli różnorodne ćwiczenia fizyczne stosowane jako kara, najczęściej wobec większej grupy więźniów. Często taki "sport" przeprowadzany był przez wiele godzin, prowadząc do krańcowego wyczerpania organizmu a także, w niektórych przypadkach, do śmierci więźniów. Ćwiczenia trzeba było wykonywać szybko, więźniowie stale byli poganiani i bici za źle wykonane zadania.
Najbardziej znanymi rodzajami ćwiczeń fizycznych w obozach były:
-"żabki" - skakanie w przysiadzie ze splecionymi z tyłu głowy rękami
-"stanie w kniboju" - wielogodzinne klęczenie z podniesionymi w górę rękami, kara bardzo często stosowana była wobec więźniarek, które dodatkowo musiały trzymać w dłoniach kamienie bądź cegły
-ćwiczenia typu "padnij! - powstań!"
-"rollen!" - toczenie się jak walec
-"drehen!", "tanzen!" - kręcenie się w kółko, dookoła własnej osi


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"Bunkier w Ravensbrücku był to szary budynek z maleńkimi, wysoko umieszczonymi, okratowanymi okienkami. Przed bunkrem było stoisko, gdzie rzędem przywiązywano psy, oczekujące na wymarsz. Tam odbywały się kary stójki indywidualnej i zbiorowej. W bunkrze naszym były w piwnicach cele z tradycyjną już wodą po kostki i zupełnie bez światła. Przeważnie siedziało się w ciemnicy, czasem przy uchylonej okiennicy. Wychodzące po paru tygodniach z bunkra miewały najrozmaitsze zaburzenia wzrokowe.
Do bicia były specjalne tapczany, gdzie przywiązywano obnażone więźniarki. Przy dłuższych biciach (30-50) asystował lekarz badający tętno, komendant i aufseherka. Skrwawioną, zbitą rzucano do celi często zupełnie nagą, z reguły odbierano wszystkie ciepłe rzeczy. Jedzenie składało się przeważnie z kawy lub ciepłej wody i chleba. Obiad dawali dwa razy tygodniowo.
Oprócz bicia jedną z rzadziej stosowanych kar, było stawianie pod specjalnymi prysznicami z bardzo silnym prądem, który mógł być raz zimny, raz gorący, a woda leciała ukośnie ze wszystkich stron zalewając do duszenia się i nieprzytomności delikwentkę. Stosowano prócz tego podwieszenie, nakładanie zamkniętych masek przeciwgazowych itp. drobniejsze przyjemnostki. Gdy przechodziłam koło bunkra, po przeniesieniu na inny blok już w nowym lagrze, zawsze prawie słyszałam jęki i płacz bitych i katowanych a już najgorszy był śmiech – opętańczy śmiech wariatek, które już naprawdę nie wiedzieć po co przed zlikwidowaniem przetrzymywano często w bunkrze.
Co wrażliwsze i mniej wyszkolone psy wyciem i skomleniem wtórowały uwięzionym. Każdy odwiedzający bunkier, a wpadała tam stale aufseherka mająca nad nim przez dłuższy okres nadzór, komendant, adiutant, lekarz i oberaufseherka, z reguły karcił dodatkowym biciem lub innymi karami.[...]
Aufseherki wiedziały dokładnie co to jest bunkier. Za mniejsze jednak uchybienie, za drobną kradzież, opieszałość przy pracy, która z punktu nazywano sabotażem, za jakąś chwilową, mimowolną nieraz niekarność robiły meldunki, a te zawsze prawie kończyły się krótszym lub dłuższym bunkrem. Trudno ustalić w ilu wypadkach była to chęć przypodobania się przełożonym, w ilu bezgraniczna bezmyślność i obojętność na wszystko dookoła, a kiedy wyrafinowane, wrodzone u większości Niemców, sadystyczne okrucieństwo."
[Irena Pawlewska-Szydłowska; FKL Ravensbruck, maszynopis]

"Esesmani wykazywali złośliwość połączoną z okrucieństwem, np. w Brzezince esesówka Irma Greze "Gryze", urządziła komandu Weberei (krawczynie) w Wielkanoc 1944 roku całodniowy "sport" na pobliskich wertepach."
[Jan Masłowski "Oświęcim. Cmentarz świata"; Książka i Wiedza, Warszawa 1995]

"Wchodząc rano do szrajbsztuby zauważyłam kilka kobiet w pasiakach. Stała z nimi aufzejerka Gresse, zwana "die schone Irma" - smukła, złotowłosa, o czarnych zimnych oczach. Drażniła szpicrutą skaczącego wilka. Wilk siał popłoch wśród wystraszonych pasiaków, co najwyraźniej bawiło piękną Irmę. Jak się okazało, aufzejerka przyprowadziła wychodzące na wolność. Zabawa z psem była ostatnią "rozrywką", jaką im urządziła. (...) Przeszłam szybko obok abgangów i wściekła, wpadłam do biura.
- Idą... te najgorsze! Te najokrutniejsze... te, które znęcały się nad nami! Idą na wolność (...) Nie można nawet nic takiej powiedzieć na pożegnanie, nie narażając się Gresse, która bawi się z psem...
Za drutami rysowały się dziś wyraźniej niż zwykle kontury gór. Abgangi przechodziły przez bramę obozu. Jedna obejrzała się i krzyknęła w naszą stronę:
- Do zobaczenia na wolności!...
Zakręciły za pierwszym krematorium i zniknęły. Za nimi szła Gresse, a przy niej podskakiwał wilk.
[Krystyna Żywulska "Przeżyłam Oświęcim"]

Kary cielesne - stosowane za najbardziej błache przewinienia i nie stosowanie się do regulaminu obozowego. Bicie po twarzy czyli "policzek" był najbardziej hańbiącą karą dla każdej więźniarki, tym bardziej, że dostawała go od drugiej kobiety.

"- Uwaga, oberka! Zbiórka!
Ustawiamy się w jednym rzędzie wszystkie (...)
W sztubach odbywa się rewizja, a do nas biegnie Else Ehrich.
I już - jak zwykle lekko, nieomal z wdziękiem - rozdaje policzki. Zaczyna od końca szeregu. Już obdzieliła początek, już jest w środku, już czuję, że zbliża się do mnie. Czekam. Po raz pierwszy. Nie buntuję się i nie uciekam, muszę przejść i taki "chrzest". Zaciskam tylko pięści.
Już widzę znajome oczy naprzeciwko mojej twarzy.
- Bist du besoffen? [Czy jesteś pijana?]
Dlaczego mam być pijana? Nie rozumiem więc milczę. Ładna jesteś - myślę.
Już chcę, żeby mnie uderzyła, żeby minął ten moment, którego się boję, odruchowo wysuwam twarz, jakbym się podstawiała pod jej dłoń w skórzanej rękawiczce.
Rozlega się głośny śmiech i okrzyk:
- Zuruck nach Lager!
Dlaczego nie uderzyła? Czy odezwały się w niej nagle resztki zapomnianego człowieczeństwa?
[Danuta Brzosko-Mędryk "Niebo bez ptaków"]

Przejawy oporu wobec załogi SS

Pobicie dozorczyni SS

"Dnia 18 marca 1943 roku w czasie apelu popołudniowego wezwano osiem Polek, w tym siedem z naszego transportu.(...)Podczas wieczornego apelu rozeszła się wieść, że skazane zaprowadzono do kamery odzieżowej. Po apelu nasz blok ruszył w kierunku kamery, chcąc jeszcze raz pożegnać skazane. Natrafiłyśmy na dozorczynię Gallinat, która widząc bezładną, podeksytowaną dużą grupę więźniarek zaczęła nas walić pejczem i wymyślać. Rzuciły się na nią więźniarki i chyba zabiłyby ją, gdyby nie stanęły w jej obronie dozorczynie. Wywiązała się bójka, którą przerwała syrena na nocną zmianę. Na ulicy obozowej zjawiło się więcej dozorczyń i esesmani."
[Nina Bańkowska-Cyplik, nr 7569, nauczycielka, Ravensbruck]

"Byłam świadkiem buntu Polek na ulicy obozowej, koło bloku 10, kiedy omal nie zlinczowano Gallinat, jedną z najgorszych dozorczyń, która nie chciała pozwolić na pożegnanie koleżanek przed egzekucją."
[Eugenia Filipowicz-Wróbel, nr 7546, studentka, Ravensbruck]

"Wiosną 1943 roku byłam świadkiem zajścia mającego miejsce na ulicy Lagrowej na oczach wielu więźniarek. Polki rozprawiły się z dozorczynią Gallinat. Biły ją, a inne obrzucały kamieniami. Widzę dziś jeszcze sylwetkę uciekającej Gallinat z wiszącą na jednym ramieniu peleryną, ciągnącą się po ziemi, i rozwichrzone jej włosy."
[Maria Kucharska, nr 10119, uczennica]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



Indywidualny opór ze strony więźniów wobec załogi SS

"Pracując w biurze komendanta w Neubrandenburgu asystowałam przy rannym i wieczornym apelu. Byłam tłumaczem. Podczas jednego apelu nie było krycia i coraz głośniejsze rozmowy. Przy bloku 4 stała aufzejerka i po gromkim "Ruhe" doskoczyła do jednej z koleżanek stojących w pierwszym szeregu, zaczęła ją bić, kopać. Wiedziałam, że ta kobieta jest niwinna. Rozrabiała młodzież. Stanęłam między aufzejerką a bitą, moja niedwuznaczna postawa przerwała chłostę. Zarzuciłam jej brak sprawiedliwości, bo bita przez nią więźniarka nie była winna. Aufzejerka doskoczyła do mnie i podnosząc rękę chciała mnie uderzyć. Stanęłam wyprostowana jak struna, a jej ręka zawisła w powietrzu i nie uderzyła mnie. Zrobiła mi meldunek, ale nie zostałam ukarana."
[Jadwiga Szuba-Hucz, nr 1920, uczennica]

"Nikt nie przypuszcza, jak ciężkie mogą być taczki z białym lekkim jak puch śniegiem dla wychudłych kobiecych rąk. Taczki, którymi miałyśmy wozić śnieg, stały zanurzone w wodzie jeziora i były tak ciężkie, że Krysia z trudem mogła je unieść. Droga prowadziła od jeziora pod górę do domków aufzejerskich, na górze był las - sosny o czerwonych pniach. Taczki w wodzie a my miałyśmy wozić śnieg na górę. W dół z pustymi, w górę z pełnymi taczkami. Nie mogłaś tego unieść, Krysiu, taczki co chwila wypadały ci z rąk. Przywiązałam ci rękę do taczki, żeby nie odpadła, bo w tę spuszczoną dłoń mógł cię ugryźć tresowany pies. Stał i czuwał - "wystawiał"... Szłam za tobą, nie wiedziałam, że płaczesz, dopiero tam na górze, kiedy taczka wypadła ci z rąk, zobaczyłam twarzyczkę dziecinną zalaną łzami. Skoczyłam do ciebie i umówiłyśmy się, że ty zostaniesz na górze, a ja będę ci podwozić śnieg z dołu. Obracałam szybciej niż inne, żeby aufzejerka nie zauważyła, a Krysia miała taczki na czas. Jakiś czas udawało się, potem jedna wypatrzyła. Podskoczyła do Krysi i wrzasnęła: - Was ist los? - Pies, olbrzymi wilczur, wyszczerzył kły. Nie wytrzymałam. Skoczyłam między pejcz a Krysię, zupełnie zdeterminowana, schwyciłam ręką pejcz i powiedziałam aufzejerce prosto w twarz: - Przecież to dziecko już nie może, czy pani tego naprawdę nie widzi? - Odwróciła się w moją stronę, na twarzy miała tylko wyraz zdziwienia."
[Wanda Półtawska "I boję się snów"]

"Stałyśmy od kilku godzin w dżdżystym zamglonym zmierzchu. Karny apel przeciągał się tak, że 'aufseherki', pozawijane w czarne peleryny, dygotały z zimna. I raptem jedna z nich przypadła do naszych szeregów. Wściekłym ruchem wyszarpnęła z szeregu jedną z kobiet i rzuciła nią o ziemię. Chwila, sekunda a kobieta byłaby z niewiadomej przyczyny, albo raczej bez przyczyny, zbita i skopana. A w neubrandenburgu zabijano kopniakami bezkarnie. Ale w tej jednej chwili Jadzia, stojąca na przedzie szeregów w innym końcu placu, znalazła się obok esesmanki.
- Sie haben kein Recht die Frau zu schlagen! - krzyknęła i zanim oszołomiona 'aufseherka' zorientowała się w sytuacji - chwyciła kobietę z ziemi i pchnęła ją w tłum stojących, przykazując: - Schowajcie ją!
Szeregi zwarły się. Jadzia obróciła się twarzą do Niemki. Stała wyprostowana, gniewna. Esesmanka zaczepiła o nią spojrzeniem spode łba i wykręciwszy się na pięcie tygrysim susem przypadła do stojących szeregów. Tamta kobieta zgubiła się jednak w tłumie. A inne stały milczące, nieruchome, sprzęgnięte ramionami. Esesmanka cgwilę stała naprzeciw nas, po czym zerknąwszy w stronę swojego zaplecza - nagle odeszła do swoich. Tłum więźniarek czekał, gotów chyba na wszystko. Tymczasem rzucono rozkaz kończący apel. I to było wtedy nasze zwycięstwo."
[Maria Rutkowska-Kurcyuszowa "Kamyki Dawida. Wspomnienia"; Katowice 2005"]

Ludzkie odruchy u załogi SS


Annemarie Blendermann – „dobra” esesmanka

Razem z Joanną Langefeld przybyły na wiosnę 1942 r. do KL Auschwitz z KL Ravensbruck nadzorczynie SS, których zadaniem było zorganizowanie oddziału kobiecego w obozie macierzystym Auschwitz. W czerwcu 1942 r. dołączyła do nich 33-letnia dziewczyna Annemarie Blendermann (ur.30.08.1908 w Iseriohn). Z pełną świadomością podjęła pracę nadzorczyni SS w obozie koncentracyjnym. Niewiele wiemy na jej temat, ale to co uczyniła niedługo po rozpoczęciu pracy jest zupełnie szokujące i trudne do uwierzenia. Jedynym dokumentem z którego możemy cały ciąg tych wydarzeń toczących się na przestrzeni jednego roku jest protokół sporządzony w Okręgowym Górnośląskim Sztabie NSDAP w Katowicach 5 listopada 1943 roku.
Wynika z niego, że Annemarie Blendermann pracowała w lotnictwie w służbie pomocniczej na lotnisku Finsterwalde. Po odejściu ze służby podjęła z własnej inicjatywy zatrudnienie w charakterze nadzorczyni (Frauenaufseherin) w KL Auschwitz w czerwcu 1942 r. Po 14 dniach służby złożyła raport na swoje koleżanki nadzorczynie i esesmanów na temat „ogólnych nieporządków”. Zarzuciła, że jej koleżanki okradały więźniów, były przekupne, niszczyły przedmioty wartościowe Żydów poprzez niszczenie banknotów, wrzucanie do ognia różnych wartościowych przedmiotów m.in. wykonanych z metali szlachetnych. Zarzuciła bicie i okaleczanie więźniów. Poinformowała także, ze dowiedziała się o przypadku zabicia Żydówek siekierami i toporami.
Po złożeniu tego raportu wezwano ją do lekarza obozowego dra von Bottmana, który polecił jej odprowadzić koleżankę-nadzorczynię fraulein Hartmann do Instytutu Neurologiczno-Psychiatrycznego przy szpitalu wojskowym SS w Giessen na rzeką Lahn. W chwili otrzymania zalakowanego pisma do dyrektora tego Instytutu przy pobieraniu dokumentów na wyjazd Blendermann zauważyła, że ona i fraulein Hartmann mają bilety na podróż w jedną stronę, natomiast bilet na podróż powrotną ma tylko fraulein Hartmann. Uświadomiłą sobie, że w istocie to nie ona na dostarczyć frl Hartmann do Instytutu, lecz frl Hartmann ma dostarczyć ją i to ona ma w tym Instytucie pozostać.
W tej sytuacji opuściła ona obóz i postanowiła szukać sprawiedliwości w kancelarii Fuhrera i kierownictwie Gestapo w Berlinie. W kancelarii Fuhrera przyjął ją brygadier Oberdienstleter Victor Brack, złamał lakowe pieczęcie i przeczytał pismo adresowane do dyrektora Instytutu w Giessen. Z pisma wynikało, że Blendermann powinna zgłosić się na badania neurologiczne. Wobec tego skierował ją na te badania. Po odmowie została aresztowana i po siedmiu dniach sprowadzona do KL Auschwitz pod eskortą esesmana. Tam oddano ją pod straż. Wtedy Blendarmann wypowiedziała umowę i została zwolniona. Zatrudniła się w Zarządzie Miejskim w Oświęcimiu, ale po 14 dniach podziękowano jej za pracę bez podania powodów i musiała stamtąd odejść.
Niedługo została ponownie aresztowana przez Gestapo i znalazła się w więzieniu w Mysłowicach i trzymana tam była przez całe dziewięć miesięcy. 30.10.1943 r. została zwolniona i na polecenie Gestapo w Katowicach dostała zatrudnienie sprzątaczki w obwodowym szpitalu Kupp koło Opola. W tym okresie czasu jej 6-letnia córeczka Brigitta została oddana na wychowanie przez NSV w Gliwicach (Narodowo-socjalistyczną opiekę społeczną). Jej starania o zobaczenie dziecka zostały przez NSV załatwione odmownie.
5 listopada 1943 r. Blendarmann zgłosiła się do Sztabu NSDAP w Katowicach (Gauleitung) i tam opowiedziała tę tragiczna historię. Wprawdzie na kartach protokołu nie pojawia się nazwisko szefa Politische Abteilung KL Auschwitz Maksymiliana Grabnera, ale jest oczywiste, że musiał interesować się tą sprawą, a może nawet nią kierować przy pomocy swoich znajomych z Gestapo w Katowicach.
Przypadek Annemarie Blendermann jest jednym z nielicznych, świadczącym o tym, że niektórzy esesmani i nadzorczynie obozowe nie dawały się użyć jako narzędzie ludobójstwa hitlerowskiego. Być może przeżyła wojnę, czy odnalazła córkę tego nie wiemy. Wszelki ślad urywa się na tym – jakże cennym - protokole znajdującym się w zbiorach Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Wspomina o niej Irena Strzelecka w artykule „Oddział kobiecy (Frauenabteilung) w męskim obozie macierzystym w Oświęcimiu” zamieszczonym w tomie 20 Zeszytów Oświęcimskich, a także Jerzy Rawicz w Życiu Warszawy z 1970 r.

"Miałyśmy jedną bardzo miłą aufseherkę, młodą, hożą dziewczynę o łagodnych, niebieskich oczach. Nazywała się Mordke. Cała pochłonięta miłością do jakiegoś młodego, dość możliwego, przynajmniej pozornie, gestapowca. Jeździłyśmy z nią koleją na roboty w lesie. Jej flamma czekała codziennie na stacji podczas naszego odjazdu a często oczekiwała naszego powrotu. Mordke była promienna, radosna a dla nas miała naprawdę dużo współczucia no i o służbę nie dbała zupełnie. Gdy była z nami sama miałyśmy rajskie życie. Nie przeszkadzało jej to zresztą, jak każdej chowanej w idei Herrernvolku Niemce, uważać za zupełnie naturalne, że zmordowane więźniarki, gdy tylko przychodziłyśmy na miejsce pracy, budowały jej z gałęzi i słomy wspaniałe, osłonięte od wiatru legowisko, na którym momentalnie rozciągała się do snu, a przedtem z najmilszym uśmiechem wyciągała ku nam swe nogi w długich butach gestem nakazując pierwszej z brzega, by je ściągnęła. Starałam się usuwać jak najdalej, bojąc się, że gdyby mnie spotkało to zaszczytne wyróżnienie, nie wytrzymałabym i Mordke musiałaby jednak ujawnić swoje teutońskie pochodzenie."
[Irena Pawlewska-Szydłowska; FKL Ravensbruck, maszynopis]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"Czasem Fryda, rewirowa auzjerka, przynosiła książkę beletrystyczną i pilnując mnie, bym nie robiła czegoś niezgodnego z regulaminem obozowym, czytała. Widocznie żądza drukowanego słowa promieniowała ze mnie silnie, skoro czasem Fryda, w przystępie dobrego humoru, pożyczała mi książkę do poczytania, byle tego nikt nie widział. Czytałam oczywiście nocą.[...]
Że moje stosunki z Frydą ułożyły się znośnie, zawdzięczam dość śmiesznemu zdarzeniu. Któregoś dnia Fryda przyniosła torebkę cukierków i chrupiąc je czytała. Siedziała przy stoliku, tuż przy drzwiach, a ja przy drugim stoliku, przy oknie, przygotowywałam leki i opatrunki dla ambulatoryjnych chorych. W pewnym momencie Fryda rzuciła mi pod nogi cukierek. Odtrąciłam go butem w jej kierunku i z uśmiechem dobrej cioci pouczyłam, że to nieładny sposób częstowania. U nas tylko psom dla zabawy rzuca się kości. Jej zaś, takiej inteligentnej i dobrze wychowanej panience (miała około 20 lat) nie wypada tak się niegrzecznie zachowywać. Spłonęła żywym rumieńcem, nic nie powiedziała, podniosła cukierek, schowała do torebki i czytała dalej. Od tej pory nabrała dla mnie takiego respektu, że już nigdy więcej nie zrobiła mi przykrości. Trzeba dodać, że Fryda przyszła do naszego obozu z famą najgorszej auzjerki, z piekła rodem, jak mówiono."
[Irena Ciosińska "Po prostu miałam szczęście"; Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989"]

Aufseherin K.

"Z wiosennych kolumn jedna pozostawiła mi wspomnienie odmienne od wszystkich, bardzo specjalne. Chodzi w tym wspomnieniu o osobę młodej 'aufseherki'. Dozorowała naszą kolumnę w pracy nad jeziorem. I rzecz zdumiewająca - nigdy nas nie poganiała. Tam, pod oknami Politische Abteilung, z których często wyglądali Suhren i Ramdohr, 'aufseherki' popisywały się okrucieństwem. A ta młoda, ciemnowłosa Niemka w milczeniu przyglądała się naszej pracy.
Pewnego zaś dnia dostrzegłyśmy łzy w jej oczach. Na czyjeś ciekawskie pytanie wyjaśniła, że dostała się na urząd 'aufseherki' bez swej woli, że jadąc tumiała podana informację o tym, że jedzie na front. Suhren nie chce jej z tej pracy zwolnić, a ona nie chce poddać się jego nakazowi i postępować z nami tak, jak czynią to wszystkie 'aufseherki'. Był to jej ostatni dzień pracy z nami. Potem kobiety twierdziły, że widziały ją maszerującą w pasiaku w kolumnie 'Strafbloku'. Było to prawdopodobne. Istotne zaś było to, że znając możliwe konsekwencje swego oporu - na ten opór zdecydowała się."
[Maria Rutkowska-Kurcyuszowa "Kamyki Dawida. Wspomnienia"; Katowice 2005"]

Aufseherin K. - wiersz autorstwa Marii Rutkowskiej-Kurcyuszowej

Przysłano cię do nas rozkazem.
Spojrzałaś nam w twarze
Z odrazą i gniewem wielkim.
Za kilka dni
Spuszczałaś już powieki
Wołając "weiter".
Aż raz ujrzałam łzy
Nieotarte
W oczach patrzących znowu w naszą stronę.
Skąd one?
Powiedziałaś, że płaczesz nad nami.
Może - nad swoimi snami,
Że masz dziewiętnaście lat,
A twój świat
Dumnych wierzeń
W piekle leży.
[Ravensbrück, wiosna 1943]

SS-Aufseherin Gisela Krüger

"Pod koniec lata 1942 r. rozpoczęła pracę w Politische Abteilung KL Ravensbrück nowa dozorczyni, której nazwisko było Krüger, imienia niestety nie pamiętam. Była młodą osobą, około dwudziestu kilku lat, o ujmującej powierzchowności. Wyróżniała się wśród swoich dość prymitywnych koleżanek nie tylko urodą, ale i wielką kulturą zachowania. Bardzo szybko zorientowała się, że do Polek pracujących w Politische Abteilung można mieć zaufanie i nawiązała z nami kontakt. Opowiadała, że mówiono jej, iż zostaje skierowana do pracy społeczno-wychowawczej z dziewczętami i kobietami, dziś powiedzielibyśmy, z marginesu społecznego (Asozialen), które należy przywrócić normalnemu życiu. Stwierdziła, że została oszukana, gdyż znalazła się w obozie, w którym głównie przebywają więźniarki polityczne tak Niemki, jak i przedstawicielki podbitych narodów, które przedstawiają bardzo wysoki poziom umysłowy i moralny. Czuje się zawstydzona i przerażona tym, z czym zapoznała się w Ravensbruck i twierdziła, że będzie się starała jak najprędzej z tej pracy wyzwolić. I rzeczywiście; pracowała tylko parę miesięcy, ale zanim odeszła, okazała nam wiele serca i pomocy, Miała zwyczaj telefonować do biura głównej dozorczyni po południu i wzywać dwie pracowniczki do Politische Abteilung, bo jest bardzo pilna praca. Uroczyście wypuszczone za bramę więźniarki odbierała sama i prowadziła do biura, tam żartując na temat pilnej pracy, wyciągała przygotowane kanapki i częstowała nas, dzieląc się z nami swoją kolacja. Robiła to w sposób tak serdeczny i naturalny, że nas to nie upokarzało – ceniłyśmy jej odwagę, bo gdyby ktoś to wykrył, miałaby duże przykrości. Ponadto dodawała otuchy myśl, że nie wszyscy Niemcy całkowicie poddali się hitlerowskiemu obłędowi."
[Maria Dydyńska, nr 6137]

"Niektóre dozorczynie udawały, że nie spostrzegają, gdy więźniarki podczas pracy w polu napełniały jarzynami worki-kieszenie, przymocowane pod spódnicą, by przewieźć do obozu i przekazać towarzyszkom niedoli. Niektóre dozorczynie też ułatwiały pracę, gdy tylko im okoliczności na to zezwalały – czyniły pracę krótszą i lżejszą, zezwalając na głośne rozmowy i śpiewanie polskich pieśni. Pamiętam, że taka wyjątkowa, bezinteresowna życzliwość moich wrogów budziła we mnie uczucie zażenowania."
[Teresa Taczukowa, nr 6772]

"W czasie pracy jedna z koleżanek, chora z wycieńczenia i zimna, prosiła mnie, bym upiekła jej w ogniu choć dwie marchewki, bo jest bardzo głodna. Odważyłam się podejść do ogniska, przy którym grzały się aufzejerki. I, o dziwo, Niemki nie broniły mi tego. Zaczęły ze mną rozmowę, co wykorzystując ogrzałam się troszkę. Powiedziałam im, że jako pielęgniarka, nigdy fizycznie nie pracowałam, i to tak ciężko, że nie mam do tego sił. W odpowiedzi wrzasnęły, jak na komendę: "Schnell zu Arbeit!" Oddaliłam się więc szybko, zabierając ze sobą dla chorej koleżanki upieczone dwie marchewki."
[Eugenia Mikulska-Turowska, nr 7897, FKL Ravensbruck]

Krystyna Żywulska w książce "Przeżyłam Oświęcim" wspomina postać esesmanki Lisotty Jandy, nadzorującej komando więźniarek pracujących w magazynach "Kanady" i sortujących rzeczy po zamordowanych:

"Nagle ktoś otworzył drzwi od pokoju szefa. Stanęła w nich aufzejerka naszego komanda - Janda.
Janda była brzydka, ale miała zdecydowanie mądre, wnikliwe spojrzenie. Choć była młoda, czuło się, że ma mocny charakter. Janda nikogo nie biła. Stosowała różne psychologiczne systemy, żeby nas zmusić do poprawnej postawy i rygoru obozowego. Było coś w jej głosie, w chodzie, co dodawało jej dużo wdzięku. Wstydziłyśmy się jedna drugiej, ale wszystkie miałyśmy słabość do jandy. Janda odnosiła się do nas po ludzku, nikt temu nie mógł zaprzeczyć. Wiedziałam, że Janda jest z przekonania "nazi". Była pełna uwielbienia dla Hitlera i jego ideologii. Ponieważ nie umiałam tego połączyć z jej ludzkim stosunkiem do więźniów, spytałam ją kiedyś, korzystając z tego, że nikogo nie było w biurze, co myśli o metodach likwidowania żydów.
- Jestem pewna, że Hitler nie wie o tym - odrzekła. - To robią oni tu... On by na pewno nie dopuścił do czegoś podobnego [...]
Janda miała talent zjawiania się niespodziewanie: najczęściej zastawała nas zagadane, rozkrzyczane albo przyłapywała którąś przy gotowaniu podczas pracy. Nie mówiła nic, tylko długo, znacząco przyglądała się winowajczyni. Starałam się unikać tych spojrzeń, ale prześladował mnie pech. Wspołtowarzyszki upominały mnie:
- Uważaj, ona cię ma na oku.
Wiedząc, jakie są inne aufzejerki, byłyśmy ogromnie zadowolone z Jandy i nie mogłyśmy nigdy zrozumieć, jak to się stało, że znalazła się jako dozorczyni w obozie koncentracyjnym.
Oberka Drexler i inne wiedźmy nie znosiły jej za łagodny stosunek do heftlingów i za to, że wyczuwały w niej tyle godności i wyższości. Nie mogły jednak nic jej zarzucić. Janda była nieprzekupna, chociaż pokusa na ładne rzeczy była w "Kanadzie" olbrzymia. Starała się być sprawiedliwa i zachowywać pozory surowości."
[Krystyna Żywulska "Przeżyłam Oświęcim"; tCHu, Warszawa 2004]

Ewakuacja obozów

"Coraz częściej dokonywano nalotów. Niemcy byli coraz bardziej niespokojni. Nieraz można było zobaczyć zapłakaną twarz Niemki. Widok ten dawał nam trochę satysfakcji. Pewnego razu aufzejerka, którą nazywałyśmy "Babką Raabe", podczas apelu "królików", nawiązała z nami rozmowę. Powiedziała, że wszystko się robi na chwałę Wielkich Niemiec. Jej czterej synowie polegli na froncie wschodnim i obecnie walczy ostatni, piąty. "No, może wkrótce i on zginie" - powiedziała któraś półgłosem po polsku. "Co wy mówicie?" "Nic nie mówimy" - odpowiedziałyśmy."
["Ponad ludzką miarę. Wspomnienia operowanych z Ravensbruck"; 1968]

"Dziewiąty maja, pierwszy dzień wolności. A ja nie miałam czasu cieszyć się tym radosnym faktem.[...] Nie brakło dodatkowych, wstrząsających przeżyć w postaci samosądów, jakie Rosjanki wymierzały niemieckim funkcjonariuszom. Na moich oczach pod oknami rewiru zatłukły puszkami konserw dyrektora fabryki.[...] Na kopanie grobów nie miałyśmy siły. Ograniczyłyśmy się jedynie do wynoszenia zwłok w głąb lasu. I tak wyniosłyśmy zwłoki dyrektora, potem niemieckiego majora, lekarza, który zmarł na trzeci dzień po postrzale w brzuch na ostre zapalenie otrzewnej, wreszcie zwłoki auzjerki, zwanej 'Kaczuszką'. Była to druga ofiara rozwścieczonych Rosjanek. Przywlokły ją z lasu, dokąd uciekła przed paru dniami. Biły ją zapędzając do bloku, gdzie w toalecie zanurzyły jej głowę w nagromadzonych ekstrementach (już drugi dzień nie było wody) i trzymały tak długo, aż się udusiła. Dlaczego 'Kaczuszkę' spotkał taki los - nie wiem. Była najlepszą z auzjerek, nie biła, nie znęcała się nad więźniarkami, pełniła swoją służbę bez dodatkowych, podejmowanech z własnej inicjatywy szykan."
[Irena Ciosińska "Po prostu miałam szczęście"; Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989"]


Violette Lecoq, FKL Ravensbrück



"28 kwietnia nastąpiła całkowita ewakuacja obozu. Każda "zadomowiona" więźniarka miała swój malutki świat, poutykany w zakamarkach prycz, szczelinach baraku i w innych, jej tylko wiadomych dziurach. Wrzuciłam swój "skarb", składający się z jakiejś tam "zorganizowanej" sukienczyny i pantofli, do worka, ukryłam go pod żakietem i dołączyłam do posuwającej się powoli dziesiątkami kolumny blokowej. Przed główną bramą obozu kolumny zatrzymywały się. Wokół nas kręciły się czarne jak wrony, w czarnych pelerynach, z pistoletami u pasa i z psami na smyczy nasze dobre znajome - aufzejerki. Dzisiaj były szczególnie rozdrażnione, nerwowe i niespokojne. Lęk przed groźnym nieznanym, zbliżającym się milowymi krokami od wschodu, nie mógł wprawiać ich w dobry nastrój. Wszak w życiu "cywilnym" były one najczęściej niczym. Tutaj, w tej krainie upodlenia, były dysponentkami życia i śmierci."
[Wacława Andrzejak-Gnatowska, nr 7718 FKL Ravensbruck]


PROCESY ZBRODNIARZY

Po zakończeniu działań wojennych i wyzwoleniu terenów, na których utworzone zostały obozy koncentracyjne wielu żołnierzy SS oraz nadzorczyń pełniących służbę jako wartownicy zostało schwytanych i uznanych za zbrodniarzy. Ich działania podczas całego okresu pracy w ośrodkach masowej zagłady osądzono jako zbrodnię przeciw ludzkości. Jednak niektórym wartownikom z załogi SS udało się uniknąć natychmiastowego schwytania i aresztowania. Czując zbliżające się zagrożenie ze strony aliantów, wykorzystali nadarzającą się okazję (np. podczas marszów ewakuacyjnych więźniów) zbiegając z miejsca zbrodni. Przez wiele dni ukrywali się pod fałszywymi papierami zmieniając swoje dane personalne lub ryzykując rozpoznanie, emigrowali nawet do tak odległych krajów jak państwa obu Ameryk. A wszystko po to by uniknąć losu jakiego doświadczyli sądzeni w kolejnych procesach byli członkowie SS. Po kapitulacji hitlerowskich Niemiec, świat domagał się schwytania i osądzenia wszystkich żołnierzy, którzy świadomie brali udział w Zagładzie. Już w kilka miesięcy po zakończeniu wojny rozpoczęto intensywne przygotowania do procesów zbrodniarzy z załóg obozów koncentracyjnych.
To właśnie podczas zeznań oskarżonych jak i relacji świadków wyszły na jaw wszystkie najbardziej haniebne i okrutne czyny jakich dopuścili się faszystowscy kaci. Przez wiele tygodni zasiadający na ławie oskarżonych zbrodniarze musieli zdawać szczegółowe opisy ze wszystkiego, co dotyczyło ich działalności na terenie ośrodków zagłady. Najczęściej zadawano im pytania dotyczące rodzaju pracy jaką wykonywali podczas służby w KZ, ich stosunku wobec więźniów, ogólnych warunków jakie panowały w obozach, masowych egzekucji, selekcji oraz wszelkich działań, które prowadziły do powolnego uśmiercania więzionych osób. Na procesach pokazywano również kroniki filmowe nakręcone przez wyzwolicieli, ukazujące rzeczywistość w jakiej żyli więźniowie. Szokujące obrazy ludzkich zwłok leżących bezwładnie na terenie obozu (Kronika wyzwolenia Bergen-Belsen) głęboko zapadły w umysły osób zgromadzonych na procesach. Pod wpływem zaprezentowanych filmów niektórzy oskarżeni nie mogli ukryć swoich emocji przyznając się do popełnionych zbrodni. Jeśli nawet któryś z nich wyraził skruchę i ubolewanie z powodu swoich czynów, jego los był już przesądzony. Na ławie oskarżonych zasiadły także kobiety, które pełniły w obozach koncentracyjnych funkcję nadzorczyń. Często swym okrucieństwem i bezwzględnością dorównywały esesmanom wzbudzając paniczny strach wśród więźniów. Podczas pracy czuły się bezkarne wobec panujących w obozie reguł i nadmiernie łamały rozkazy władz dostosowując je do własnych potrzeb.

SS-Aufseherinnen zeznają...

Większość kobiet postawionych po wojnie w stan oskarżenia względnie przesłuchiwanych przez policję lub prokuraturę, które rozpoczęły pracę dla SS w 1944 roku utrzymywała, iż były przekonywane a czasem wręcz nawet zmuszane przez kierownictwo firm do podjęcia tej pracy. Gerda L. pracująca jako dozorczyni w podobozie Parschnitz zeznała, iż pewnego dnia na wiosnę 1944 przyszedł do niej szef i oznajmił jej, że zgłoszono zapotrzebowanie na 500 Żydówek węgierskich i w związku z tym mają się zgłosić do pracy w charakterze dozorczyń te kobiety, które są stanu wolnego i nie mają zobowiązań Na początku Gerda L. nie chciała się zgłosić do tej pracy, ale wkrótce oznajmiono jej, że do jej obowiązków należeć będzie tylko eskortowanie więźniarek rano z obozu do fabryki oraz odprowadzanie ich po pracy do obozu. Maria M, odpowiedzialna za komanda pracy w podobozie Bernsdorf twierdziła: „Pewnego dnia wezwał mnie dyrektor, którego imienia już nie pamiętam i zapytał czy nie chciałabym się podjąć nadzoru nad ‘dziewczętami’. Od razu się zgodziłam, ponieważ dyrektor przedstawił mi jednoznaczną perspektywę, że mogę być zmuszona do podjęcia pracy w innym miejscu. Chodziło o nadzór młodych Żydówek, które były zatrudnione w obozie. Zakwaterowane były one na poddaszu budynku fabryki jak także w pobliskich barakach oddalonych od fabryki jakieś 20 metrów”.
Inne kobiety mówiły o tym, że się zgłosiły samodzielnie, jak np. Margarete A., dozorczyni w podobozie Röhsdorf: „W sierpniu 1944 rozpoczęłam w KZ Gross Rosen przyuczenie do pracy jako dozorczyni. Poszłam tam, ponieważ kierownictwo firmy zaproponowało moją kandydaturę, tzn. mogłyśmy się same zgłosić. Obiecano nam ubranie i bieliznę jak i buty, gdy zgodzimy się na to przyuczenie.” Laura L, dozorczyni podobozu Parschnitz w okolicach Tarnau opowiada podobnie o swoim zatrudnieniu: „SS poszukiwało w Tretenau dozorczyń, by pilnowały pracownic. Zgłosiłam się do tej czynności w kwietniu 1944 roku”.
Bardzo mała liczba dozorczyń, które po wojnie zostały postawione w stan oskarżenia bądź były przesłuchiwane przez policję czy prokuraturę w Republice Federalnej Niemiec, przyznało się do samodzielnego zgłoszenia się do pracy dla SS. Większość z nich mówiło o przymuszeniu do wyboru tej pracy jak także o niemożności wycofania się z tego zobowiązania. Można zatem postawić pytanie, czy w tej sytuacji chodzi o fakt czy może raczej o chęć wybielenia swojej osoby. Do tej pory odnaleziono tylko jeden dokument w formie listu „Komendy uzupełnień SS”, w którym jest mowa o powołaniu męskiego personelu do służby w obozach koncentracyjnych. Zarządzenie to zawiera również wyjaśnienie, iż dzieje się to ze względu na braki personalne. Zeznania byłych dozorczyń SS, iż jakoby były zmuszone do podjęcia pracy w obozach koncentracyjnych opierają się więc na czynnościach, które można byłoby określić jako typowe, które jednak nie musiały koniecznie zostać określone jako przymuszenie.
[Schwarz Gudrun „SS-Aufseherinnen In nationalistischen Konzentrationslagern (1933-1945)"]

Proces 40 członków załogi obozu oświęcimskiego

25 listopada 1947 roku, przed Najwyższym Trybunałem Narodowym rozpoczął się proces przeciwko 40 byłym członkom załogi obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Okupacyjne władze alianckie w Niemczech zachodnich wydały w tym czasie Polsce przeszło 600 dawnych członków załogi obozu oświęcimskiego. Nie mógł oczywiście wszystkich ich sądzić Najwyższy Trybunał Narodowy. Wybrano więc tylko "elitę" w liczbie 40 osób, które miały stanąć przed Trybunałem. Na czele tej grupy stał Arthur Liebehenschel, następca Hoessa na stanowisku komendanta obozu. Na dalszych miejscach - oficerowie i podoficerowie, których udało się odnaleźć i ekstradować oraz szereg SS-manów niższych stopni, którzy wykonywali odpowiedzialniejsze funkcje lub byli bardziej znani na terenie obozu. Proces odbywał się w Krakowie w sali Muzeum Narodowego przy Alei 3 Maja. Przebieg rozprawy tłumaczony był na cztery języki obce.
Ten proces wzbudził również ogromne zainteresowanie nie tylko w kraju, ale i za granicą. Wśród publiczności na sali sądowej panowała atmosfera skupienia i powagi. W procesie krakowskim element sensacji rzucał się wyraźnie w oczy. Przyczyniała się do tego niewątpliwie olbrzymia ława oskarżonych - 40 osób stojących pod znakiem ciężkich zbrodni, w czym 5 kobiet. Groziła im wszystkim kara śmierci.
Na sali sądowej błyskały światła fotoreporterów i trzskały migawki ich aparatów fotograficznych. Pracownicy Filmu Polskiego ustawiali jupitery. Przed wejściem Trybunału na salę woźni wnieśli kilkadziesiąt (dokładnie 68) tomów akt i ułożyli je na specjalnie przygotowanych stołach.
Publiczność dość bezceremonialnie przypatrywała się oskarżonym. Szczególne zainteresowanie budziła Maria Mandel, kierowniczka obozu kobiecego w Brzezince. Ława oskarżonych znajdowała się po prawej stronie sali. Dziewięciu obrońców zajęło pulpity ustawione przed ławą oskarżonych. Oskarżeni siedzieli w trzech rzędach. Widać ich było doskonale, gdzyż każdy dalszy rząd był uplasowany nieco wyżej od poprzedniego. W pierwszym rzędzie siedziała "elita": Arthur Liebehenschel, mężczyzna około 45-letni, średniego wzrostu o bladej twarzy i dużych, ciemnych, głęboko osadzonych oczach. Widać, że był zdenerwowany, najwyraźniej bał się.
Obok niego Maria Mandel - przystojna blondynka o regularnym profilu, z wyrazem zaciętości w twarzy. W przeciwieństwie do zastrasznonego Liebehenschla starała się być swobodna, nawet nonszalancka. Co chwila szeptała coś do Liebehenschla lub swojego sąsiada z lewej strony, którym był Max Grabner, były szef oddziału politycznego. Grabner był czterdziestoparoletnim człowiekiem, mocno już wyłysiałym, o nic nie mówiącym wyrazie twarzy. Obok siedział Hans Aumeier, zastępca komendanta obozu. Dalej w tym samym rzędzie - dwaj lekarze Kremer i Munch.
Wśród reszty pozostałych oskarżonych ogólną uwagę zwracały cztery siedzące okob siebie kobiety, dozorczynie z obozu kobiecego: Therese Brandl, Alice Orlowski, Luize Danz i Hildegard Lachert. Wszystkie cztery siedziały spokojnie, spoglądając z pogardą i bezczelnością na fotoreporterów trzaskających im tuż przed twarzą aparatami fotograficznymi.
Po wstępnym przemówieniu prokuratorów i odczytaniu aktu oskarżenia rozpoczął się przewód sądowy. Po raz drugi w ciągu kilku miesięcy przesunęło się przez salę Trybunału straszliwe widmo obozu oświęcimskiego.
W ciągu trzech tygodni trwania postępowania dowodowego w tzw. "Pierwszym procesie oświęcimskim" przesłuchano ogółem 134 świadków. Pomimo zatrważającej ilości materiału dowodowego obciążającego wszystkich oskarżonych, żaden z nich nie zdobył się na odwagę przyznania się do winy, żaden z oskarżonych nie wykazał najmniejszej skruchy. Ława obrończa wywiązała się ze swego zadania niezwykle sumiennie. Poruszone przez obrońców zostały wszystkie momenty mogące przemawiać na korzyść oskarżonych. Obrońcy przeprowadzili szczegółową analizę materiału dowodowego, niekiedy polemizując z nim w dążeniu do wykrycia bezwzględnej prawdy. Prokuratorzy żadali surowego wymiaru kary, obrońcy prosili o sprawiedliwy wyrok.

Dnia 22 grudnia 1947 roku Najwyższy Trybunał Narodowy ogłosił wyrok. Wszyscy oskarżeni z wyjątkiem dra Muncha, zostali uznani za winnych popełnienia szeregu zbrodni w czasie pełnienia służby w charakterze członków załogi obozu oświęcimskiego. Spośród 40 oskarżonych 23 osoby, którym udowodniono prócz innych zbrodni, udział w masowym mordowaniu ludzi, zostały skazane na karę śmierci. Na karę dożywotniego więzienia skazano 6 oskarżonych, jeden oskarżony - dr Hans Munch został uniewinniony.
Oskarżeni przyjęli wyrok na ogół dość spokojnie. Blada twarz Liebehenschla jeszcze bardziej zbielała, natomiast na twarzy stojącej obok niego Marii Mandel wystąpiły wypieki. Na twarzach oskarżonych skazanych na karę więzienia widać było odprężenie. W bardzo obszernym uzasadnieniu, obejmującym 150 stron maszynopisu, Trybunał rzeczowo uzasadnił winę każdego z oskarżonych.

Wszyscy oskarżeni walczyli zajadle o życie aż do ostatniej chwili przewodu sądowego. Nie zrezygnowali z dalszej walki nawet po ogłoszeniu wyroku skazującego. Wszyscy złożyli prośby do Prezydenta o ułaskawienie i darowanie im życia. Większość skazanych usiłowała uzasadnić swą prośbę o ułaskawienie. Niektórzy z nich, jak np. Liebehenschel, Maria Mandel, Moeckel, a szczególnie Grabner, próbowali, pomimo zapadłego wyroku umniejszyć swoje winy i przerzucić odpowiedzialność na swych przełożonych. Apelowali również do Prezydenta Polski, starając się uzyskać w drodze łaski zamianę kary śmierci na więzienie. Jednakże Prezydent skorzystał z prawa łaski tylko w stosunku do dwóch skazanych: Johanna Paula Kremera i Artura Breitwiesera, zamieniając im karę śmierci na dożywotnie więzienie. Zbiegiem okoliczności byli to najstarszy i najmłodszy spośród skazanych.
Na wszystkich pozostałych skazanych wyrok został wykonany - ponieśli oni śmierć przez powieszenie. Egzekucje przeprowadzono w obrębie murów więziennych.
[Janusz Gumkowski, Tadeusz Kułakowski "Zbrodniarze hitlerowscy przez Najwyższym Trybunałem Narodowym; Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1961]

....................................................................................................
Proces załogi Auschwitz-Birkenau w Krakowie w 1947 roku
Publikacja: "Wiadomości Bocheńskie" | www.bochniacy.pl
Autor: Stanisław Kobiela



Proces załogi obozu Bergen-Belsen

Był to najważniejszy i największy proces dotyczący zbrodni popełnionych w Bergen-Belsen. Proces odbywał się w Lüneburgu w dniach 17 września - 17 listopada 1945 roku. Ława oskarżonych liczyła 45 osób: esesmanów, nadzorczyń SS i więźniów funkcyjnych (kapo i blokowych). Wśród oskarżonych znaleźli się: Josef Kramer (ostatni komendant obozu, wcześniej także komendant Birkenau), lekarz SS Fritz Klein i specjalista od kremacji zwłok Franz Hössler (znani także ze swej zbrodniczej działalności w Auschwitz-Birkenau) oraz sadystyczne nadzorczynie SS: Irma Grese, Johanna Bormann i Elisabeth Völkenrath. Zarzuty aktu oskarżenia obejmowały popełnienie zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości. Część oskarżonych zarzucono dokonanie tych zbrodni nie tylko w Bergen-Belsen, ale także w Oświęcimiu. Na skutek przeprowadzonego przewodu sądowego 30 oskarżonych uznano za winnych (z tego 11 skazano na karę śmierci przez powieszenie, a resztę na kary pozbawienia wolności od dożywocia do jednego roku), 14 oskarżonych uniewinniono, a jednego wyłączono z procesu z powodu choroby. Wyroki śmierci wykonano 13 grudnia 1945 roku w więzieniu w Hameln.
[Źródło: Wikipedia "Procesy załogi Bergen-Belsen"]


Proces załogi Majdanka przed niemieckim sądem w Düsseldorfie

Proces zwany "trzecim procesem załogi Majdanka" trwał sześć lat od 26 października 1975 do 30 czerwca 1981 roku. Na ławie oskarżonych zasiadło 16 byłych esesmanów i esesmanek. Wśród nich zasiadły skazane już w pierwszym procesie oświęcimskim Hildegard Martha Lächert i Alice Orlowski, a także tacy zbrodniarze jak Hermine Braunsteiner czy Emil Laurich. Byli sanitariusze SS Günther Konietzny i Wilhelm Reinartz zostali wycofani z procesu z powodu choroby, a Orlowski zmarła przed ogłoszeniem werdyktu. Wyrok przyjęli z oburzeniem (jako zbyt łagodny) nie tylko byli więźniowie Majdanka, lecz także opinia publiczna w RFN i zagranicą.

"Sala rozpraw. Rozpoznanie oskarżonych. Jest Braunsteiner - siedzi na odległość, jak ja to mówię, ręki z pejczem. Jest Mayer, zwana "Słomą", która - kiedy wypowiedziałam jej przezwisko obozowe - ku mojemu zaskoczeniu, skinęła głową. Niełatwa była ta konfrontacja po latach. Musiałam się dokładnie im przyglądać."
[Danuta Brzosko-Mędryk; Józef Musioł "Świadkowie"; Katowice 1979]

"Oskarżeni to ludzie podstarzali. Obserwowałem Braunsteiner, siedziała blisko miejsca dla świadka, razem ze swoimi adwokatami. Zacięty wyraz twarzy. Skupiona, zimna, wyniosła."
[Romuald Sztaba; Józef Musioł "Świadkowie"; Katowice 1979]

"Proces w Dusseldorfie nigdy nie odda tej atmosfery, tej codzinności, która była tragiczna, straszna i która pozostawiła trwałe ślady (...)Jakie były Braunsteiner, czy Lachert? Należały do tych najokrutniejszych. Buły brutalne. Biły przy każdej sposobności. Wyżywały się w czasie selekcji."

"W czasie zeznań nie mogłam patrzeć na oskarżonych, choć czułam ich wzrok na sobie. Najbliżej stolika, przy którym było miejsce dla świadków, siedziała właśnie Braunsteiner. Miała wyjątkowo zaciętu wyraz twarzy, zły. Te oczy zabijały."
[Jadwiga Węgrzecka; Józef Musioł "Świadkowie"; Katowice 1979]

Oskarżona Hermina Braunsteiner:
"Była to moja praca i nic więcej. Czasami tylko uderzyłam więźniarkę otwartą dłonią, bo trudno było utrzymać je w karności.(…)Ja wykonywałam tylko swoją pracę. A niektóre więźniarki zachowywały się tak, że nie mogąc sobie z nimi poradzić, biłam je po głowach, aby zaprzestały kłótni…Wtedy nie myślałam, że przyjdzie dzień, w którym będę musiała zdać rachunek z bicia po głowach, bo byłam za młoda w czasie okupacji.(…)Ja na Majdanku nie miałam nic wspólnego z zabijaniem… zresztą kiedy nosiłam pistolet, nigdy nie trzymałam na smyczy psa ani pejcza, ani nie używałam pięści. Nie widziałam nikogo zagazowanego, zabitego lub spalonego na stosie lub w krematorium…
[Danuta Brzosko-Mędryk "Czy świadek szuka zemsty?"; Warszawa 1976]


Proces załogi Stutthofu przed Specjalnym Sądem Karnym w Gdańsku

Pierwszy proces odbył się przed Specjalnym Sądem Karnym w Gdańsku w dniach od 25 kwietnia do l czerwca 1946 roku. Na ławie oskarżonych zasiedli: jeden SS-man, sześć nadzorczyń oraz ośmiu więźniów funkcyjnych. Sąd wydał następujące wyroki: SS-Oberscharführer Johann Paulus oraz nadzorczynie Wanda Klaff, Gerda Steinhoff, Elżbieta Becker, Ewa Paradies i Jenny Bark-mann zostali skazani na karę śmierci. Więźniowie funkcyjni, posłuszni SS-manom w dziele mordu: Józef Reiter, Wacław Kozłowski, Franciszek Szopiński, Tadeusz Kopczyński i Jan Breit również otrzymali wyroki śmierci. Wyroki te wykonano publicznie w Gdańsku 4 lipca 1946 roku. Ponadto w procesie tym zostali skazani: nadzorczym Erna Beilhardt na pięć lat i sztubowy Kazimierz Kowalski na trzy lata więzienia.
[Janina Grabowska "Odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w Sztutthofie. Procesy."]

Tłum gęstniał z każdą chwilą. Plac przy ulicy Pohulanki był wypełniony tak szczelnie, że nie można było wsadzić nawet szpilki. Ludzie powchodzili na drzewa i dachy okolicznych domów. Cały czas przybywali następni. Wielu ludzi, wbrew zakazowi wzięło ze sobą dzieci. Żar lał się z nieba, pot spływał po twarzach, ale nikt nie narzekał. Wszyscy czekali w milczeniu na początek makabrycznego widowiska.
Szczelny kordon milicjantów otaczał pięć dużych szubienic ustawionych na placu. Z aresztu przy ulicy Kurkowej wyjechało jedenaście ciężarówek. Przejechały ulicą Strzelecką i skręciły w Pohulankę. Po dotarciu na plac powoli podjechały pod szubienice. Na odkrytych platformach siedziało jedenastu ludzi ze związanymi z tyłu rękoma - pięć kobiet i sześciu mężczyzn. Za plecami każdego z nich stała postać ubrana w obozowy pasiak - byli to dawni więźniowie obozu w Stutthofie. Teraz ich zadaniem było założyć pętle na szyje niedawnych oprawców.
Na widok skazańców tłum zafalował. Tu i ówdzie rozległy się okrzyki „Mordercy!”, „Do piekła!”, „Za naszych braci!”, „Za nasze dzieci!”.


Pierwszą publiczną egzekucję, podczas której stracono zbrodniarzy wojennych przeprowadzono jeszcze przed kapitulacją III Rzeszy. W sobotę 23 grudnia 1944 roku na terenie obozu koncentracyjnego w Majdanku w obecności 15 tysięcy ludzi powieszono pięcioro członków obozowej załogi. W kwietniu i maju 1946 roku przed Specjalnym Sądem Karnym w Gdańsku stanęli niedawni funkcjonariusze obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Proces przeprowadzono bardzo starannie – odbyła się wizja lokalna, przesłuchano dziesiątki świadków, w tym także z zagranicy. Wina oskarżonych nie budziła żadnych wątpliwości – jedenastu z piętnastu oskarżonych skazano na karę śmierci, pozostali otrzymali wyroki więzienia.
Skazanymi na karę śmierci byli:
Elisabeth Becker – nadzorczyni SS, wyróżniająca się okrucieństwem i osobiście prowadząca ludzi do komór gazowych.
Jenny-Wanda Barkmann – ze względu na urodę zwana „Pięknym Widmem”. Rozdzielała matki z dziećmi, które następnie kierowała do komory gazowej.
Ewa Paradies – osobiście zastrzeliła kilkudziesięciu więźniów. Uwielbiała polewać wodą nagie kobiety i trzymać je na mrozie.
Wanda Klaff – znana z sadyzmu i okrucieństwa. Jak sama przyznała podczas procesu „...lubiłam bić przynajmniej dwie więźniarki dziennie.”
Gerda Steinhoff – brutalna morderczyni i szefowa strażniczek.
Johann Pauls – szef Waldkolonne – grupy więźniów pracującej przy wyrębie lasu. Była to jedna z największych mordowni Stutthofu. Śmiertelność w tej grupie sięgała sześćdziesięciu procent.
Pozostałych pięciu skazanych na śmierć było Polakami. Józef Reiter, Wacław Kozłowski, Tadeusz Kopczyński, Franciszek Szopiński i Jan Breit pełnili w obozie funkcje kapo i słynęli z bestialstwa. Wstęp na salę sądową był wolny, jednak wobec ogromnej ilości chętnych wprowadzono bilety. Proces był na bieżąco relacjonowany przez prasę i radio.

Skazani początkowo mieli nadzieję, że zostaną ułaskawieni. Na długo przed egzekucją pozbawił ich jej jeden ze strażników, który wiedząc, że Bierut nie skorzystał z prawa łaski przyszedł do celi, w której razem siedzieli i wycedził „Będziecie wisieć, skurwysyny!”. Jeden ze skazanych próbował popełnić samobójstwo przez podcięcie żył. Odratowano go. Datę i godzinę egzekucji podano do publicznej wiadomości. W czwartek 4 lipca 1946 roku na długo przed godziną 17:00 na placu przy ulicy Pohulanki, gdzie stanęły szubienice zaczęli się gromadzić pierwsi gapie. Zakłady pracy skróciły dzień roboczy i zorganizowały swoim pracownikom transport. Władze miasta skierowały na Wysoką Górę dodatkowe autobusy. Przybyli nie tylko gdańszczanie – wielu mieszkańców okolicznych miejscowości również chciało wziąć udział w tym makabrycznym reality show.
Gazety i radio apelowały, by nie brać ze sobą dzieci, ale wielu ludzi zignorowało to. Oblicza się, że tego dnia na gdańskiej Wysokiej Górze zjawiło się ponad 150 tysięcy ludzi. Było to największe zgromadzenie w dotychczasowej historii Gdańska. Podobne tłumy zgromadzą się dopiero 40 lat później, kiedy miasto odwiedzi Jan Paweł II. Punktualnie o godzinie 17:00 pod szubienice podjechało jedenaście ciężarówek. Na otwartej platformie każdej z nich siedział na niskim stołku skazany, a za nim stał człowiek ubrany w pasiak, który w odpowiednim momencie miał założyć pętlę na szyję zbrodniarza lub zbrodniarki. Ta rola przypadła dziesięciu mężczyznom i jednej kobiecie. Wszyscy przeżyli obóz w Stutthofie i widzieli na własne oczy zbrodnie, jakich dopuścili się skazani. Sprowadzono ewangelickiego pastora i katolickiego księdza, by udzielili skazanym ostatniego namaszczenia. Pastor nie wytrzymał psychicznie, uciekł i wmieszał się w tłum. Do każdego ze skazanych podszedł więc tylko ksiądz i zamienił kilka słów. Prokurator dał znak do rozpoczęcia egzekucji. Byli więźniowie założyli pętle na szyje swych niedawnych oprawców.
Kierowca pierwszej ciężarówki zapalił silnik i ruszył powoli do przodu. Zanim Johann Pauls zsunął się z platformy i zawisnął na linie zdążył jeszcze krzyknąć „Heil Hitler!”. Odpowiedziały mu wyzwiska tłumu. Sekundę potem ciałem zbrodniarza zaczęły wstrząsać przedśmiertne konwulsje. Trwały one długo. Związane dłonie wyginały się w nieprawdopodobny sposób, a na jego twarzy wykwitały straszliwe grymasy. Egzekucję zaplanowano w taki sposób, by ciała nie spadały ze zbyt wielkiej wysokości. Wskutek tego pętle nie łamały karków i nie powodowały natychmiastowej śmierci. Agonia każdego ze zbrodniarzy trwała od kilku do kilkunastu minut. Kiedy ciało Paulsa znieruchomiało ruszyła następna ciężarówka i kolejny zbrodniarz rozpoczął swój „taniec na linie”. Potem kolejny... Pozostali skazańcy mieli więc okazję przyjrzeć się dobrze temu, co ich za chwilę czeka. Silnik jednej z ciężarówek nie chciał zapalić. Ubrana w pasiak była więźniarka zepchnęła więc zbrodniarkę z platformy i w milczeniu przyglądała się jej powolnej śmierci.

Tłum również milczał. Egzekucji przyglądano się ze zgrozą, ale bez litości. Trzeba pamiętać, że większość tych ludzi przeszła przez obóz w Stutthofie. Innych naziści wyrzucili z domów i w nieludzkich warunkach przewieźli na teren Generalnej Guberni. Po pewnym czasie z szubienic zwisało jedenaście nieruchomych ciał. Szczególnie makabryczne wrażenie sprawiało ciało Elisabeth Becker. Sznur przerwał w końcu kręgi szyjne zbrodniarki, jej szyja wydłużyła się wskutek ciężaru ciała, a twarz zastygła wykrzywiona w groteskowo-makabrycznym grymasie.

Kiedy ciało ostatniego oprawcy przestało drgać ciężarówki odjechały, a milicjanci cofnęli się kilkanaście metrów. Wtedy wściekłość tłumu sięgnęła zenitu. Ludzie rzucili się na zwisające trupy, zdjęli je z szubienic, zaczęli rwać na nich ubranie i kopać. Ktoś odciął sznur zwisający z szubienicy, który według przesądów miał przynosić szczęście. Milicjantom z najwyższym trudem udało się opanować rozszalały tłum. Ciała załadowano do podstawionego samochodu i odwieziono do gdańskiej Akademii Medycznej. Tam, w Zakładzie Anatomii i Neurobiologii posłużyły jako materiał poglądowy. Tłum zaczął się powoli rozchodzić.
[http://republika.pl/ofiaromwojny/teksty2/0901.htm]

Zobacz też:
"Powróz na szczęście" [Biuletyn IPN nr 7/2003]
"200 tys. gapiów oglądało egzekucję zbrodniarzy ze Stutthofu"; 15 lipca 2009 [trojmiasto.pl]


ZEZNANIA ZBRODNIARZY

Rudolf Höss

"Do utrzymania należytego porządku w tych rojących się mrowiskach potrzebne były inne siły niż te nieliczne dozorczynie przydzielone mi przez Ravensbrück. Muszę zaznaczyć, że znów nie przysłano mi najlepszych dozorczyń spośród tamtejszego personelu. Dozorczynie w Ravensbrück były przyzwyczajone do bardzo dobrych warunków. Robiono dla nich wszystko, a by je zatrzymać w obozie, a przez stworzenie szczególnie korzystnych warunków życiowych starano się pozyskać nowe dozorczynie (...)Teraz te dozorczynie przybyły do Oświęcimia - przy czym żadna z nich nie przyjechała dobrowolnie - aby budować od nowa obóz w najcięższych warunkach.
Już na samym początku większość z nich chciała uciec z powrotem do spokojnego i wygodnego życia w Ravensbrück(...)Dawne dozorczynie przewyższały jednak o całe niebo te, które przyszły później. Dobrowolnie - mimo gorliwej akcji werbunkowej prowadzonej przez narodowosocjalistyczne organizacje kobiece - do służby w obozach koncentracyjnych zgłaszało się bardzo niewiele kandydatek(...)Takie dozorczynie "szkolono" przez kilka tygodni w Ravensbrück, po czym przydzielano do obozów. Ponieważ wybór i przydziały dokonywane były w Ravensbrück, Oświęcim znowu znalazł się na samym końcu. Ravensbrück zatrzymywał dla siebie siły, które wydawały się najlepsze, gdyż miały tam powstać nowe kobiece obozy pracy(...) To, co powiedziałem powyżej, odnosi się do większości dozorczyń. Były jednak wśród nich także kobiety dobre, godne zaufania i wysoce przyzwoite, jakkolwiek było ich niewiele. Nie trzeba chyba podkreślać, że bardzo cierpiały, znajdując się w takim otoczeniu i w takich warunkach. Nie mogły się z nich wydostać, gdyż były zobowiązane do służby wojskowej. Niektóre z nich skarżyły mi się - a jeszcze częściej mojej żonie - na swą niedolę. Można je było pocieszać jedynie w ten sposób, że wojna się skończy. Była to naprawdę słaba pociecha."
["Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta KL Auschwitz"]

Dorothea Binz

----------
Zeznania pod przysięgą Dorothei Binz kobiety w Ravensbrück, zaprzysiężonej przed Wacławem Wierzbowskim z Polskich Sił Zbrojnych 5 Jednostka Dochodzeń do spraw internowania ludności cywilnej w obozach koncentracyjnych w dniu 24.IV.1946 r.
----------

Urodziłam się 16 marca 1920 r. w Dulstarlake Kraju Teplin. Jestem narodowości niemieckiej. Jestem panną. Pierwsze wykształcenie otrzymałam, gdy poszłam do prywatnej szkoły powszechnej. 26.VIII 1939 r. dobrowolnie poprosiłam o przyjęcie mnie do SS. Zostałam przyjęta 1 września 1939 r. i skierowano mnie do pracy w obozie koncentracyjnym Ravensbrück. Byłam w Ravensbrück aż do 20.I.1945 r. W tym dniu poszłam na urlop, który trwał aż do 20.IV.1945 r. Podczas urlopu miałam regularnie zawiadamiać obóz. Miałam rangę Supervisor (kierowniczki). Zostałam aresztowana 23 maja 1945 r.
Obóz koncentracyjny w Ravensbrück został założony w maju 1939 roku. Od 1939 r. aż do lata lub jesieni 1942 r. Sturmbanführer Kogel był Lagerkomendantem. W lecie albo jesieni 1942 r. Sturmbanführer Suhren przejął komendę i trzymał ją do 1945 r. Aż do końca 1944 r. poza innymi funkcjonariuszami pełniłam funkcję Oberaufseherin. Ostatnią Oberaufseherin była Brunner.
W chronologicznym porządku komendantami obozu byli:
1939-1940 Obersturmführer Zill
1940-1941 Obersturmführer Soeldner
194101942 Obersturmführer Meier
1942 – przez kilka miesięcy Obersturmführer Redwitz.
Wszystkie sprawy były ustalane przez Oberaufseherin.
W chronologicznym porządku funkcję Oberaufseherin sprawowały:
1939-1942 Langefeld
1942 przez kilka miesięcy Mandel
w październiku-listopadzie 1942 Langefeld wróciła i była Oberaufseherin aż do 1943 r. a od 1943 r. do końca 1944 r. Klein.
Ja byłam najpierw zatrudniona na zewnątrz obozu – Ausserdienst w Ravensbrück. Tak było do września 1940 roku. Moje obowiązki były następujące : Ja pilnowałam grup pracujących, aby ktoś nie uciekł. W tym czasie pracowałam po 9 godzin dziennie i tylko pół dnia w sobotę. Podczas tej pracy nie uczestniczyłam w przypadkach bicia więźniów. Od września 1940 r. do lipca 1943 r. pracowałam w Zellenblock (bunkrze). Ja przyszłam tam po frl Mandel, kiedy ona została Oberaufseherin. Bunkier był z cegły. Było w nim 78 cel. Cele miały wymiary 2 x 2,5 m. Wysokie na 3 m. Było okno 1 x 0,40 m. Okna były okratowane i były zaciemnione, w każdej celi było łóżko, które mogło być składane, stół, stołek, urządzenie do mycia i toaleta. W lecie więźniowie otrzymywali da a w zimie trzy koce. Więźniowie przebywali w celach po 42 dni.
Od lipca 1943 r. aż do mojego urlopu 20 stycznia 1945 r. pełniłam obowiązki Oberaufseherin. Moje obowiązki były następujące : utrzymywać roll-call pierwszy i drugi rano i wieczorem. Podczas przesłuchań ja często biłam więźniarki po twarzy kiedy one były zuchwałe. Od 1940 r. frl Mandel i ja otrzymałyśmy polecenie od komendanta obozu, aby bić laską kiedy więźniarka była na to skazana. My obie odmawiałyśmy tego, ale mimo naszych odwołań wysokie autorytety nakazały nam tak czynić. W około sześciu lub siedmiu przypadkach zastosowałam uderzenie trzciną. Frl Mandel czyniła to w o wiele więcej przypadkach. W bunkrze stosowano uderzenie od 4 do 25 laską. Później mógł to robić ten kto chciał. Wszystkie wyroki były sygnowane przez Himmlera.
Wiem, że więźniarki bały się Ramdohra. On był bardzo szorstki, podczas przesłuchań bił więźniarki. Wiedziałam, że egzekucje zaczęły się w Ravensbrück, a skończyły w 1941-1942. Wiem, że 200 kobiet zostało straconych między rokiem 1942 a 1944. Były to Polski a także Francuzki. Nie wiem gdzie było miejsce egzekucji. Słyszałam w październiku lub listopadzie 1944 r. że francuskie spadochroniarki zostały rozstrzelane w Ravensbrück około Bożego Narodzenia 1942 r. Palmowska opowiadała mi, że były wykonywane eksperymenty na kobietach chorych. Ona opowiadała mi, że te kobiety były Polkami. Zainteresowałam się tą sprawą i dowiedziałam się, że operacje wykonywano na 72 kobietach. Te kobiety zmarły. Wtedy obóz był ewakuowany.
W marcu 1945 r. kiedy ja znowu byłam w obozie dowiedziałam się od Józefy Baj i Jadwigi Mamińskiej, że kobiety na których były wykonywane eksperymenty zostały odtransportowane. Ja byłam w Jugendlagrze w lutym 1945 r. Poszłam tam z Oberaufseherin Brunner. Były tak trzy baraki z chorymi. Komandofuhrerin była kobieta Neudeck. To wszystko, co ja mogę zeznać.

(podpisano) Dorothea Binz

Luise Danz o sobie…

1 czerwca 1945 Luise Danz została aresztowana w Lützow w okolicach Schwerina. Badając zeznania Danz złożone pomiędzy 1945 a 1995, w których próbowała odeprzeć zarzuty, można zaobserwować w jaki sposób pojmowała własną karierę jako nadzorczyni. W pierwszym przesłuchaniu, do którego doszło trzy dni po aresztowaniu, mówiła o sobie oraz o własnych zadaniach w obozie w sposób typowy dla myślenia nadzorczyni oraz próbowała uniknąć wypowiedzi obciążających własną osobę. Przyznała się tylko do bicia więźniów ale jednocześnie przekonać przesłuchujących o tym, że działała adekwatnie do sytuacji i oceniała własne działanie za słuszne. Mówiła o biciu wyłącznie więźniarek, które się źle zachowywały: „Biłam na Majdanku osoby, które unikały pracy. Musiałam także jako nadzorczyni bić po twarzy więźniarki, które spóźniały się do pracy”.
Wraz z przejęciem bardziej odpowiedzialnych obowiązków wynikających z awansu karała także więźniarki, które zostały wskazane do ukarania na podstawie meldunków podległych jej nadzorczyń: „Gdy zostałam raportową zostałam wezwana przez nadzorczynię odpowiedzialną za kuchnię, bym załatwiła problemy z Rosjankami, które notorycznie kradły żywność. Biłam pięściami te więźniarki”. Podobnie broniła się w sprawie pobitej kobiety w obozie Malchow. „Więźniarki oblegały kuchnię, w której nie było nic do jedzenia. Musiałam w niej zaprowadzić porządek i każda więźniarka dostała uderzenie pięścią.” Danz sama rozróżniała pomiędzy tym w jaki sposób i kiedy uderzała kogoś ręką: normalnie uderzała z otwartej ręki lub uderzała pięścią – szczególnie w przypadku kradzieży pożywienia oraz za bunt. Sama także decydowała jaki rodzaj kary czy uderzenia zastosuje w konkretnej sytuacji.

Jeszcze w czasie przesłuchań w 1947 można było widzieć logikę typową dla nadzorczyni oraz pojawiają się także w jej zeznaniach argumenty o charakterze etycznym. Danz odeszła od przedstawionej wcześniej logiki karania uderzeniem w twarz i uznawała swoje czyny za akt miłosierdzia i współczucia wobec więźniarek. Wolała uderzyć więźniarkę na miejscu i nie zgłaszać faktu popełnienia przewinienia, by uchronić je przed cięższą karą a fakt ciężkiego pobicia usprawiedliwiała wagą popełnionego przestępstwa, najczęściej okradania współwięźniarek. Próbowała przez to wykazać jak moralnie działała w takich sytuacjach jak nawiązywanie kontaktów kontaktów z ludnością cywilną, załatwianie żywności. Danz mówiła także o tym jak pozwalała więźniarkom spać w trakcie zmiany nocnej a także gdy załatwiała leki z pobliskiej obozowi w Malchow apteki oraz jak zwracała uwagę komendantowi obozu na potrzebę sprowadzania paczek przez Czerwony Krzyż. Inną jej formą obrony było przedstawianie obozu koncentracyjnego jako świetnie zorganizowaną placówkę, w której panowały konkretne zasady i prawa: „Żadnemu więźniowi nie stało się nigdy nic złego, jeśli tylko przestrzegał przepisów obozowych”.

Zawsze zwracała Danz także uwagę na oficjalną hierarchię obozową oraz podział kompetencji pomiędzy SS a dozorczyniami zrzucając przy tym odpowiedzialność na komendanta obozu Malchow, chociaż było jasne, że to nie komendant obozu lecz ona sprawowała bezpośrednią władzę nad więźniarkami. Przed polskim sądem Danz wykazała pewnego rodzaju skruchę, nie da się jednak bliżej niczego stwierdzić o jej prawdziwości.
„Miałam w czasie trzech lat więzienia dostatecznie wiele czasu jak i możliwości by pomyśleć o mojej odpowiedzialności. Żałuję bardzo tego, co się stało. Nigdy nie kwestionowałam, że biłam więźniarki, nie wypieram się tego także teraz przed sądem. Jednak nie przyznaję się do takiego wymiaru zbrodni na więźniarkach jaka wynika z aktu oskarżenia”.

W kolejnych latach Danz coraz bardziej umniejszała swoją rolę jaką odegrała w Auschwitz jak i zaprzeczała katowaniu więźniarek. W ciągu lat i przeprowadzanych przesłuchań czyniła z siebie coraz bardziej ofiarę: „Mam już dosyć tych rozmów. Rozmowy o tej części mojego życia wpływają na mnie bardzo obciążająco psychicznie”.


FILMY


Ostatni Etap [1947]

Reżyseria: Wanda Jakubowska
Produkcja: Polska
Gatunek: Film wojenny


Oparta na autentycznych wspomnieniach, na wpół dokumentalna opowieść o martyrologii kobiet w obozie w Oświęcimiu i bohaterstwie więźniów z izby chorych tworzących w tym "kombinacie śmierci" ruch oporu. Opowieść o losach więźniarek hitlerowskiego obozu śmierci w Oświęcimiu - Birkenau. Obraz ludzkich cierpień i tragedii, ale także walki człowieka o swoją godność.
Polska Żydówka, Marta, pełni w obozie funkcję tłumaczki, pomaga innym więźniarkom i działa w organizacji ruchu oporu. Po nieudanej próbie ucieczki ginie tuż przed wyzwoleniem obozu. Helenę ukrywa w obozowym szpitalu francuska więźniarka, lecz nowo narodzone dziecko uśmierca niemiecki lekarz. Eugenia, rosyjska lekarka, za pomoc udzialaną chorym i organizowanie oporu zostaje poddana torturom i stracona. Niemiecka komunistka, demaskuje pseudolekarkę niemiecką, Lalunię, i trafia do obozowego bunkra. Wśród hitlerowskich oprawców jest i sadystyczna Rappoertfuhrerin, i zbrodniczy lekarz, i okrutna, bezwzględna, choć nie pozbawiona pewnych ludzkich cech Oberaufseherin. Film kończy wezwanie umierającej Marty: "Nie pozwólcie, żeby Oświęcim się powtórzył !".

Pasażerka [1963]

Reżyseria: Andrzej Munk
Produkcja: Polska
Gatunek: Film psychologiczny, Film wojenny


W tłumie turystów zapełniających pokład transatlantyckiego statku znajduje się niemieckie małżeństwo, Walter i Liza. Oboje niewiele wiedzą o swej przeszłości, ale tworzą harmonijny związek. W jednym z portów, do których zawijają podczas rejsu, na statek wsiada kobieta, która przypomina Lizie kogoś, kogo poznała przed laty, służąc w kobiecych formacjach SS w Oświęcimiu. Falą wspomnień wraca do Lizy obozowa przeszłość, a wraz z nią pamięć o jednej z więźniarek, na której Liza wypróbowywała esesmańskie metody "wychowawcze". Ale Marta, bo tak nazywała się więźniarka, nie dała się złamać. Wydawało się, że zginęła...
Ekranizacja powieści Zofii Posmysz pod tym samym tytułem. Akcja filmu rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: współcześnie i - w obszernych partiach retrospektywnych - podczas wojny, w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Tragiczna śmierć reżysera 20 września 1961 r. przerwała zdjęcia. Munk zdążył zrealizować tylko tę drugą, retrospektywną część, a właściwie zbiór scen, które miały być przeplecione z partiami rozgrywającymi się współcześnie na pokładzie transatlantyckiego statku pasażerskiego.
Po śmierci Munka żaden z jego kolegów nie zdecydował się dokończyć za niego dzieła. Podjęto natomiast próbę scalenia, powiązania gotowych już fragmentów w jednorodną całość. Zadanie to wykonał bliski współpracownik Munka, Witold Lesiewicz.

Zapamiętaj imię swoje [1974]

Reżyseria: Siergiej Kołosow
Produkcja: Polska/ZSRR
Gatunek: Film psychologiczny, Film wojenny


Rok 1943. Zinaida Worobiowa i jej kilkuletni syn Gieńka trafiają do obozu w Oświęcimiu. Niebawem zostają rozdzieleni. Wcześniej jednak matka nakazuje dziecku, by zapamiętało swoje imię. Sama zaś zapamiętuje więzienny numer syna. Po wyzwoleniu wycieńczony i chory Gieńka, podobnie jak wiele innych jego towarzyszy niedoli, ląduje w polskim domu dziecka. Jedna z nauczycielek, Halina Truszczyńska, postanawia go usynowić i dać swoje nazwisko. Malec bowiem niejasno pamięta tylko imię. Dla małego Eugeniusza Truszczyńskiego nastają szczęśliwe dni. Przybrana matka wychowuje go jak własnego syna. Dzięki niej chłopiec odbiera staranną edukację, jako dorosły człowiek robi karierę w marynarce handlowej. Mimo upływu lat prawdziwa matka Gieni nie ustaje w poszukiwaniach. Bezcenną pomoc okazują jej dawne współwięźniarki, a zwłaszcza Tadeusz Szymański - kustosz Muzeum Oświęcimskiego. To dzięki niemu po ponad dwudziestu latach Zinaida Worobiowa może utonąć w ramionach swego, wydawało się straconego na zawsze, syna.

Out of the Ashes [2003]

Reżyseria: Joseph Sargent
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat

Żydówka, doktor ginekologii Gisella Perl, aby uzyskać prawo wykonywania zawodu w USA musi zdać egzamin przed tamtejszą komisją lekarską. Przy okazji rozmów wychodzi na jaw przeszłość lekarki. Będąc więĽniarką w Oświęcimiu, została asystentką doktora Mengele. Komisja zaczyna się zastanawiać nad zgodnością postępowania Giselli z etyką lekarską.
Podstawą do nakręcania filmu "Powstali z popiołów" stały się wspomnienia żydowskiej lekarki doktor Giselli Perl pt.: "Byłam lekarzem w Auschwitz".

The Last Hangman [2005]

Reżyseria: Adrian Shergold
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: Dramat


Rok 1932. Miejscem akcji jest miasto Lancashire w Wielkiej Brytanii. Albert Pierrepoint trzydziestoletni kierowca ciężarówki pewnego dnia wraca do domu i znajduje zaadresowany do niego list z więzienia Pentonville. Jako kolejny z rodziny, po ojcu i wuju, ma przynieść honor nazwisku rodowemu i zostać katem.
Dla Alberta jest to spełnienie marzeń. Podróż do Londynu staje się początkiem jego niewiarygodnej kariery jako najsłynniejszego kata, który brał udział w najbardziej spektakularnych egzekucjach w dziejach Anglii, m.in. w zgładzeniu seryjnego mordercy John'a George'a Haigh'a czy Ruth Ellis, ostatniej kobiety powieszonej w Wielkiej Brytanii.
Film stanowi w równym stopniu studium charakteru i fragmentu historii społecznej, jak też oskarżenie przeciwko karze śmierci. Głównym tematem jest sposób, w jaki Pierrepoint postrzega sam siebie, i jak go odbiera społeczeństwo. Bohater to małomówny człowiek, który początkowo kryje się ze swoją dodatkową pracą przed sąsiadami i nigdy nie rozmawia o niej ze swoją milczącą, dobroduszną żoną Anne. Jednak w 1945 roku zostaje wezwany do wykonywania egzekucji na hitlerowskich zbrodniarzach wojennych...

The Reader [2008]

Reżyseria: Stephen Daldry
Produkcja: USA/Niemcy
Gatunek: Dramat/Romans


Akcja rozgrywa się we współczesnych Niemczech, gdzie pewien mężczyzna opowiada historię swojej inicjacji seksualnej. W historii tej znajdzie się miejsce na sporo retrospekcji. Klaus przypadkowo poznaje Hannę, znacznie od niego starszą kobietę - konduktorkę tramwajową, przeżywa z nią inicjację seksualną, która stopniowo przeradza się w erotyczną obsesję. Kilka lat później Klaus i Hanna spotykają się znowu. Klaus jest studentem prawa, a Hannę oskarża się o udział w zbrodniach wojennych.
Książka ukazała się w 1995 roku pod niemieckim tytułem „Der Vorleser” [Lektor], na język polski została przetłumaczona w 2001 roku, w tym samym roku ukazała się na naszym rynku wydawniczym nakładem Wydawnictwa Polsko-Niemieckiego.
Główni bohaterowie to Michael Berg i Hanna Schmitz. Piętnastoletni Michael ma kłopoty ze zdrowiem, osłabiony po długotrwałej chorobie słabnie na ulicy, pomaga mu trzydziestopięcioletnia wówczas Hanna. Kiedy po kilku dniach chłopak odnajduje kobietę aby jej podziękować, zostaje uwiedziony. Michael przeżywa swoją pierwszą wielką miłość. Pikantny romans trwa kilka miesięcy. W trakcie intymnych spotkań Hanna prosi chłopca o to, by czytał jej na głos książki. Pewnego dnia pani Schmitz znika bez śladu. Zrozpaczony Michael uporczywie szuka swojej kochanki, nie daje to jednak żadnego efektu, nikt nie jest w stanie udzielić mu odpowiedzi na pytanie, gdzie jest Hanna Schmitz.
Do ponownego spotkania dochodzi po dziesięciu latach. Michael Berg jako student prawa śledzi proces oświęcimskich strażniczek. Hanna jest jedną z głównych oskarżonych...


LITERATURA

-----------------------------------------------------
"Dymy nad Birkenau"; Czytelnik, Warszawa 1955 [fragment]

Autor: Seweryna Szmaglewska

Ciemna noc. W baraku nie podzielonym na izby ani części śpi na dziwnych rusztowaniach około tysiąca kobiet. Ciemność gęsta, pełna oddechów i wyziewów. Koce, których więzień nie ma okazji zobaczyć nigdy przy świetle, wydają się również ciemne. Każdy zawija się w nie jak najszczelniej i czuje wdzięczność za odrobinę ciepła daną znużonemu ciału, lecz jednocześnie mimo woli usiłuje odgadnąć poprzednie przeznaczenie tych koców i doznaje wstrętu. Skulone ciała drętwieją na twardym posłaniu. Jakieś krótkie przebudzenie, nagłe rozdarcie ekranu sennych marzeń bolesną świadomością, że to Oświęcim. Człowiek przygarnia się bliżej jeszcze do swego śpiącego sąsiada - z radością, jeśli jest to ktoś bliski, ze smutkiem, gdy to ktoś obcy lub wrogi. Sen wierny sprzymierzeniec, spada szybko na śmiertelnie znużonych ludzi, głusząc odczucia. Kto może, śpi mocno snem skondensowanym niejako, całym systemem nerwowym chłonąc wypoczynek. Krótkie są noce w obozie. A trzeba w ciągu nich, leżąc nieruchomo w ciemnej czeluści barłogu, zrzucić z siebie zmęczenie dnia minionego i znaleźć siły potrzebne na dzień następny.
W ciszy uśpionego baraku brzmi nieprzerwanie kaskadą wielogłosową kaszel. Czasem ktoś krzyczy przez sen wymawiając w przerażeniu niemieckie słowa, których boi się w ciągu dnia.
Nikt ze śpiących nie słyszy przeciągłych gwizdków na wstawanie, rozlegających się w kilku stronach obozu. Ale już wewnętrzna policja więźniów pełniąca gorliwie służbę w dzień i w nocy daje o sobie znać. Ponure, jękliwe "Aufstehen!" niesie się po całym baraku zatrzymując się nad śpiącymi, poparte uderzeniami kija o deski każdej pryczy. Jest zupełnie ciemno. Gdzieś z głębi barłogów rozlega się stłumiony jęk. To ktoś zbudził się i po raz pierwszy tej nocy poruszył zbolałe ciało. Przebudzenie to chwila najcięższa - bez względu na to, czy jest się w obozie pierwsze zaledwie dni pełne rozpaczy, w które co rano na nowo przeżywa się bolesny wstrząs, czy też jest się długo, bardzo długo, gdy każdy poranek przypomina, że brakuje sił, żeby rozpocząć znów dzień taki sam jak wszystkie poprzednie. [...]

Przez bramę idą szeregi nędzarek. Idą sprężone, równo, rytmicznie, mijają groźną blondynę, Oberaufseherin Mandel, która bez drgnienia powieki skazuje na śmierć. Mijają Rapportfuhrera Taube, który ma specjalny system uderzania znienacka kobiet pięścią w twarz ciosem tak niezawodnym, że nawet silne przewracają się momentalnie w tył. Mijają Aufseherin Drechsler, mającą w swej kościotrupiej twarzy, w degenerackim układzie wystających zębów wypisany wyraz nienawiści. Mijają Aufseherin Hasse, która lubi najpierw bić po twarzy, potem dopiero zaczynać rozmowę. Mijają Lager-Alteste Bubi, długoletnią kryminalistkę, zdegenerowaną tak dalece, że na podstawie obserwacji jej ruchów, głosu, twarzy i sposobu bycia trudno byłoby określić, czy to kobieta, czy mężczyzna.
Każda z maszerujących kobiet pragnie uniknąć ich spojrzeń, niczym nie zwrócić na siebie uwagi, być cząstką sunącej gąsienicy i niczym więcej. Bezpieczniejsze są w tej chwili te, które idą w środku piątek, ponieważ kije podniesione przez SS-manów w celu liczenia kobiet bardzo często spadają z lada powodu na głowy idących z brzegu. [...]
Maszerującym sinieją nogi bez pończoch, kostnieją stopy ciągnące z trudem płytkie drewniaki. Drżą zgarbione plecy odziane w jeden sweter - a wiele kobiet nie dostało swetrów i idzie w cienkich sukienkach drelichowych z krótkimi rękawami, odczuwając każde muśnięcie wiatru. Zimno nawet w głowy ogolone do samej skóry, na które wieje wiatr unosząc rogi związanych pod brodę na sposób niemiecki chustek.
Wschód słońca zastaje wszystkich w marszu: z części przyległej do samego miasta i od niego noszącej nazwę Oświęcim, ze wszystkich bram zakonspirowanego Birkenau, odległego o trzy kilometry od Oświęcimia, wychodzą długie kolumny jednakowo głodne i zmarznięte i idą do pracy bliżej lub dalej, czasem nawet kilkanaście kilometrów. O ile droga nie jest zbyt uciążliwa z powodu zimna, błota czy grudy, jest to jedna z najlepszych okazji do swobodnego myślenia.
Kto z idących nie zaczynał wtedy dnia pytaniem: "Ileż dni jeszcze?" Gdy czas płynął nie przynosząc zmian, zastąpiono dni w pytaniu tygodniami, później miesiącami. Lecz minęły lata i ciągle tak samo wschodzące słońce witało kolumny szaro-pasiastych postaci w drodze do pracy. Wtedy jednak brakło już sercu odwagi pytać: "Kiedy?"

-----------------------------------------------------
"Przeżyłam Oświęcim"; tCHu, Warszawa 2004 [fragment]

Autor: Krystyna Żywulska

Tego pamiętnego dnia Janda każe Neli, Adzie i mnie postarać się o dzbanki.
Pędzę do "Kanady" i wynajduję je nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
- Pójdziemy na spacer - uśmiecha się Janda - na grzyby.
Nie możemy powstrzymać okrzyku radości. Nie wierzymy własnemu szczęściu. Janda nakłada furażerkę i przyprowadza wilka na smyczy, bierzemy dzbanki i ruszamy. Wychodząc z bramy, skręcamy w prawo, w kierunku białego domku. Ziemia jest wilgotna, a niebo bladoniebieskie. Owiewa nas prąd czystego, przejrzystego powietrza. Ginie, oddala się mdła, stęchła atmosfera trupów, milkną krzyki z "Kanady".
Chód mamy lekki, nieskrępowany. Staramy się każdym krokiem wypieścić ten wolny, nieodrutowany skrawek ziemi. Wchodzimy w brzozowy lasek. Nikt nie płoszy zbędnym słowem uroczystej ciszy. Janda niemym ruchem głowy pozwala nam usiąść. Siadam na pieńku i przyciskam serce, które tłucze się we mnie niemiłosiernie. Nela opiera się o drzewo. Spod jej przymkniętych powiek spływają łzy. Czy to możliwe, że kiedyś można było chodzić zwyczajnie po lesie, po polu i uważać to za rzecz powszednią? Czy dostrzegałam kiedyś tyle piękna i harmonii w każdej gałązce, w każdym odcieniu zieleni, w każdym źdźble trawy? Czy umiałam wchłaniać z taką rozkoszą zapach świata?
Nie wiem, nie pamiętam, jak było kiedyś. Ale pragnę, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła. Biorę do ręki garść czystej ziemi nie przesiąkniętej krwią ludzką ani popiołem spalonych.
Ziemia przesypuje się przez palce.
Janda patrzy na mnie. "Oto mój wróg - myślę spokojnie. - Wystarczy umiejętnym chwytem wyciągnąć jej rewolwer, zastrzelić ją i psa. I pójść przed siebie. Pójść tą ścieżką wśród lasu, potem drogą przez pole, oddychać głęboko, zachłysnąć się rajską ciszą, wolnością... a potem - wszystko jedno, co będzie potem.... Dla tej jednej chwili warto... Czy będę umiała teraz tam wrócić?"
Widocznie mam złe błyski w oczach, bo Janda podchodzi bliżej i kładzie mi rękę na ramieniu; przeszywa mnie dreszcz od tego dotknięcia...
- Na, Krysia, gehen wir weiter, nicht wahr?
Jest mi przeraźliwie smutno. Wiem już, że nic jej złego nie zrobię, wiem, że tam wrócę. I nagle żałuję, że wyszłam na spacer. Teraz będzie jeszcze straszniej... A jutro mogą nas zaprowadzić piątkami do krematorium. Czar skradzionej wolności pryska... Boję się rozglądać. Nie chcę się poddać, nie chcę ulec zniewalającej potędze przyrody. Chcę tam wrócić jak najszybciej i zapomnieć.
A czy kiedyś... jeśli nawet uda się wyjść na prawdziwą wolność, czy potrafię nie kojarzyć najpiękniejszego krajobrazu, najbardziej uroczych zakątków z czarnym dymem, z krwistym płomieniem, z rozpaczliwym ostatnim krzykiem palonych ludzi? Chyba nigdy, już nigdy. Ludzie będą mieli swoje sprawy, a ja będę zawsze myślami, sercem tu. Inni będą w lesie, a ja będę wciąż przy płonących rowach, ziejących ogniem kominach. Bo tego nic nie wyrówna. Nic nie potrafi przekreślić tych wspomnień.
- To chyba kalectwo - mówię głośno.
Nela patrzy na mnie zdumiona.
- Co?
- Jestesmy kalekami.
Nela zamyśla się na chwilę. Widzę, że mnie rozumie.
Słońce oświetla wesoło zagajnik. Szukamy grzybów. Jest ich niewiele. Nela niesmiało zaczepia Jandę:
- Jest mało grzybów, Frau Aufseherin. Może jeszcze kiedyś pójdziemy na grzyby, dobrze?
Janda patrzy milcząco na zegarek, wreszcie mówi wolno, akcentując dwuznaczne słowa:
- Na pewno nieraz pójdziecie jeszcze na grzyby...
- A pani?
- Ja także... pójdę... na grzybki - mówi załamującym się głosem. - A teraz wracamy.
Wracamy tą sama drogą. Staramy się przedłużyć wycieczkę, ale oprócz coraz wolniejszych kroków niczego nie można wymyślić. Znów wyrastają przed nami druty. "Odwrócić się i biec - błyska szalona myśl - nie wracać, nie wchodzić tam..."

-----------------------------------------------------
"Pasażerka"; Krajowa Agencja Wydawnicza, Poznań 1988 [fragment]

Autor: Zofia Posmysz

Droga między Birkenau a Auschwitz. Wiosna. Kwitnące łąki, nad polami uparte dzwonienia skowronków, pajęcza mgiełka nad Sołą, słońce. I ona - Aufseherin Annelise Franz - na służbowym rowerze. Wyprzedza maszerujące komanda, nie widząc ich. Idylliczny pejzaż. Czasem smagnie ją krzyk kapo lub chrapliwe szczekanie owczarka. Ucieka od tego. Rottenfuhrerzy oglądają się za nią. Jest tu nowa. Przyjechała z opinią porządnej dziewczyny i cieszącej się zaufaniem władz SS-manki. Przy tym jest młoda, świeża, można powiedzieć: ładna. Aufseherin Annelise Franz dano dużą swobodę i duże pole działalności. Nikt jej nie patrzy na ręce, a jeśli już, to życzliwie. Docenia to, jest z tego dumna i zdecydowana uzasadnić pokładane w niej nadzieje. Jej komando stanie się doskonałe, Aufseherin Annelise Franz ma ambicję i ambicję tę potrafi zrealizować. Porządek, tak obcy obozowi kobiecemu, zacznie się od jej komanda. [...]
To była niedziela. Od samego rana cały lager stał na apelu. nazywało się to "apel generalny". Oczywiście kuchnia nie pracowała, posiłek miał być rozdany dopiero wieczorem. Padał deszcz i kobiety po kilku godzinach stania zsiniały. My byliśmy także unieruchomieni. Przez cały dzień w Blockfuhrerstubie czekaliśmy na rozkazy. Dopiero przed zmierzchem wyznaczono nam bloki. To miało być oczyszczenie lagru z muzułmanów. "Ale jak mam to poznać? - spytałam. - Przecież one są zupełnie zdrowe, tyle tylko, że wycieńczone?" Towarzystwo odpowiedziało śmiechem. "Urządzi pani olimpiadę, Frau Franz - poradził Taube - jak cezarowie. Kto zwycięży w konkurencjach, będzie żył, kto odpadnie do komina". Dostałam razem z Aufseherin Bormann blok siódmy polski. Ten sam, z którego po przyjeździe do Auschwitz wybrałam swoje komando. Wtedy wyciągałam rękę i dawałam poprawę bytu, nadzieję przetrwania. Teraz... teraz ten sam gest niósł śmierć. Najokropniejszą z okropnych. Nie wim, jak szłam przed szeregami. Z pierwszego rzędu nie wskazałam nikogo. Tak samo - z drugiego. Szłam, byle prędzej, ich twarze migały mi w oczach, rozmazywały się w jakiejś mgle, nie byłam zdolna podnieść ręki. Już dochodziłam do końca drugiego rzędu, kiedy Bormann szczeknęła: "Aufseherin Franz! Zostawiła pani tego trupa!" i pchnięciem wyrzuciła przed szereg kobietę z rozpuchniętymi jak banie nogami. Zrobiło mi się niedobrze i ogarnęła mnie rozpacz. [...]

Tego dnia komando pracowało dłużej, żeby przygotować miejsce dla następnego transportu, który był zaawizowany na jutro. Transport dzisiejszy palił się częściowo w dołach. Dym, uwięziony przez mgłę, leżał na obozie i swąd palonego mięsa wzmagał się z chwili na chwilę. Kobiety snuły się z pożółkłymi twarzami, niektóre wymiotowały. Tempo pracy słabło i mało pomagały krzyki kapo. Liza zarządziła, aby wieczorną kawę przyniesiono wprost z kuchni do komanda, nie zaś na blok. Kolacja i pół godziny przerwy. Kawa została rozlana, dziewczęta siedziały grupkami, pomiędzy stosami zwalonych byle jak rzeczy, i spożywały posiłek. Marty nie było w pokoju.
"Dlaczego mnie to zaniepokoiło? I dlaczego zamiast ją zawołać, poszłam jej szukać? Co było takiego między nami, że śledziłam ją wtedy nawet, kiedy nie miałam tego zamiaru? Wolałam i tym razem podejść ją po to, żeby ją odnaleźć między więźniarkami, a może po to, żeby ją między nimi zobaczyć. Tak... to chyba to. Byłam jakoś zazdrosna o nią, o te chwile, kiedy siedziała wśród nich, całkowicie do nich przynależna, i rozmawiała w tym dziwnym szeleszczącym języku o czymś, czego nie znałam, nie rozumiałam. Odwoływałam ją przecież wtedy zawsze, one to z pewnością zauważyły, może śmiały się z tego?"
Tym razem nie było jej wśród nich. I nie zdążyły jej ostrzeć, bo Liza podeszła od zewnętrznej strony baraku. Marta stała za stosem dziecięcyh rzeczy, walały się w nim malutkie kolorowe buciczki i kokardy, sukieneczki - miniaturowe poematy z koronki i muślinu i zabawki... zabawki... Stała tam, za tym stosem, przechylona nad kotłem do zupy, pochylona, zapatrzona, jakby się modliła.
- Marta - powiedziała Liza podchodząc, ale tamta nie zareagowała. A kiedy już Liza stanęła obok, odezwała się ni w pięć, ni w dziesięć, zupełnie jakby to, co się działo, było naturalne i zrozumiałe samo przez się, jakby mówiła do swojej dobrej znajomej na wolności:
- Proszę zobaczyć, jakie piękne - wyjęła je z kotła i podniosła do twarzy ruchem somnambuliczki.
Ile ich było tych róż, o aksamitnych szkarłatnych płatkach, bezsensownie pięknych na tle rupieciarni po spalonych przed godziną ludziach? W każdym razie więcej, niż otrzymywał ktokolwiek na wolności.
- To moje imieniny, Frau Aufseherin - ciągnęła nie czekając na pytania - i Tadeusz mi je przysłał.
Nazwała go imieniem jak nigdy i w tym momencie Liza poznała, że Marta ma gorączkę, tak właściwie od kilku dni chodziła z gorączką, ale dzisiaj było to już wyraźne. Jej policzki pałały, oczy błyszczały nienaturalnie.
Tak. Liza jeszcze dziś odczuwa to samo:
"Nasze róże. Z naszych oranżerii w Rajsku. My, niemieckie kobiety, zostałyśmy z nich ograbione. Nasze róże. Nigdy nie dostałam takich, nigdy, nie mogłam nawet o nich marzyć, a dla nich, tych numerów, było to takie proste. Robili dla siebie wszystko. Wystarczyło słowo tamtego, żeby ktoś w Rajsku dał je tym szmuglerom z Essenfahrerkommando... I cóż z tego, że byli zamknięci?...
Więc powiedziała:
- Daj no je - i na pytające spojrzenie rozgorączkowanych oczu dodała: - To nie jest miejsce dla nich.
Wtedy Marta oddała róże bez słowa. Wychodząc, Liza wręczyła jej jedną.
- To na imieniny... ode mnie.
A na drugi dzień nie zastała Marty przy biurku. Poszła na rewir.

-----------------------------------------------------
"Moja SS Rottenführer Johanna"; Fraza nr 4/1997 s. 25-35 [fragment]

Autor: Marian Pankowski

- W październiku wzięli naszego esesmana na wschodni front... Nie jego jednego zresztą... Tak, że nasza ekipa obsługiwała także babskie komanda pracujące na zewnątrz... Oh, robota ta sama... tyle, że dwa, trzy razy na tydzień wypada mi dostawa zupy na fermę ogrodniczą... w gruncie rzeczy jarzynową... A tam - kobiety. Nasze i ruskie. Pamiętasz tamtą jesień. Lato się wróciło. Pchasz wózek, słonko ci w plecy, a od kotłów gorąc!... że topisz się... Przerwał znów, ale naraz zobaczył mnie i poszerzył uśmiech.
- Pcham, kurrwa, ten wózek, to go znów ciągnę..., a esesmanka na rowerze. No to Mietek koszulę rozepnie... i niby nie, rękaw za rękawem... i na wózek ją - cyk! I pcham, i pcham, że rytm, jak w omedze! I czuję, jak słoneczko, zauważywszy moją gotowość do opalanki, promienie mi czułe na plecy kładzie, że rozkosz... A tu - plecy - ból. Pejcz tej esesmanki ukosem po moim grzbiecie! Raz, aaaale tak, że poczułem, że się skręciłem, a ona.
- Halt! - i ja do niej frontem, z czapką przy dupie. Jak struna. A ona pejczem koszule wskaże. I jeszcze mi wściekłym pyskiem polnisches Schwein dorzuci..., a przy tym rękę na spluwie...
Ubrałem te koszule, ciągle na baczność stojąc... Tobie nie będę tłumaczył...
- Looos! Schneller! - pogoniła mnie... tak, że dziewczęta miały zupę o kwadrans wcześniej niż zazwyczaj... Tak mnie wzięła do galopu.
- A więźniarki? - zapytuję - Tym razem nie dała ci się do nich zbliżyć...
- Jasne, że nie...
Lecą tygodnie... Uważam, żeby nie podpaść... Znowu z nią do fermy. A tu mrozik w morduchnę szczypie. Tak, że te dwa kotły za piec kaflowy... A pola od szronów siwe. Gnój dymi i gawrony latają.
Od kilku dni przestała mnie popędzać. Dziś... jakeśmy dojechali do zagajnika... przystanie kobita, żeby zapalić. Dym przed siebie puści, po świecie się rozglądnie..., a na koniec przez ten dym na mnie ci spojrzy... A ja se jedno myslę: Mietek, kurwa ci mać, uważaaaaj! Oni ci stolicę zburzyli, a teraz za ciebie się biorą! A ten dym z jej papierosa... tuuuu, brachu mi się wkręca, istnym salonem pachnie... I ona, kurrwa, to widzi, to moje smutne stanie... Cierp, Mietek, powtarzam sobie w duchu - a tu nagle baba fajkę do wózka rzuci.
- Loos! - powie, ale spokojnym głosem... że mi się wierzyć nie chce...
- Podziękowałeś chyba...
- Jasne. Danke, Frau Rottenführer - wykrzyknąłem energicznie, ale półgłosem... I dalej pchać moją karetę i zaciągać się dymkiem aż po plecy..., że brachu... własna prywatna jesień wokół głowy! Jak pragnę Boga.
- I co... dopuściła cię w końcu do kobiet?
A ona patrzy na mnie. Widzę, że nie tyle szuka słów po głowie, co porządkuje fakty, których taka obfitość, że... o, teraz... podkreśla czerwonym ołówkiem, to co się liczy.
- Potem... zapalała swoją zapalniczką papierosa i już go nie rzucała, ale kładła na podłodze wózka... Ale nic przy tym nie mówiła. I zapala swój... Ale nasze dymy się nie mieszały. Jej się panoszył nad drogą; ja swój puszczałem po rękawie, drewniakiem rozcierając ciuka.
Odetchnął. Wstał, wyprostował się i zaziewał. Patrzę na niego do góry, jak chodzi po izbie. Teraz łokieć oprze na oknie, oczy przymruży, nie wiadomo czy do śmiechu, czy do westchnienia...
- Mówiłem ci, że "mrozik"... A tu przyszły dni, że kurrwa, mróz w mordę szczypany, że nie wiesz, czy pchać wózek, czy ręce po muzułmańsku zabijać.
Na przyszły raz, ledwieśmy lagier opuścili, ledwieśmy na pola białe wyjechali, moja Rottenführer podjedzie i - grube rękawice włóczkowe na wózek mi rzuci. I przy tym: Halt die Schnauze! - kapujesz? żebym się nie zdradził, że to od niej.
Głową potrząsnę, że jasne, że wiem, co to mordę trzymać w kubeł.
Przez chwilę chodził po izbie, zdziwiony za każdym razem, kiedy natrafiał to na drzwi, to na okno. jakby mimowolnie chciał mi przekazać czas upływający od dnia rękawiczek... A może po prostu wymyślał nowy kawałek "nie z tej ziemi", żeby mnie ponownie nabić w butelkę, tak żebym gębę rozdziawił...
Przystanął.
- Aż jednego dnia... przemówiła po polsku.
- Mieee-tek? - i wargi zwinę do środka - Ty nie zalewaj!
A on się roześmieje... i to raczej smutno niż wesoło... I to mnie natychmiast przekonało, że chłopak nie buja. Bo niby tym śmiechem przekreśla moją nieufność... ale w gruncie rzeczy smutek mu duszę zalewa... na wspomnienie tej, jak jej tam... Więc, żeby trochę złagodzić atmosferę, pytam.
- Jak miała na imię?
- Johanna... Przemówiła, nie wiem już... Aha, zażartowała, kiedy pół po niemiecku, pół mrugając, prosiłem o pozwolenie, żebym... no bo lać mi się chciało, kurrrwa, że za chwilę potop w portkach. I ratuj się, Noe!
A ona pejczem gaik wskaże i.
- Loos..., a do hozów sobie nalej!
A mnie, brachu, zatkało. Wracam na drogę i jakoś mi głupio na nią popatrzeć, więc niby kotły popycham, żeby nie wypadły... a ona.
- Komm' her! - mówi głosem..., że pejczem czuć w powietrzu. Wściekła, myślę sobie, uważaj, bo pewnie żałuje, że się ze swoim pochodzeniem zdradziła... No nic. Podbiegam i na baczność przed nią staję. A ona pejczem po udzie mnie pociągnie i.
- Szukej, szukej papirosa... - i bluzę swą esesmańską do pasa rozpiętą mi pokaże. I stanik biały widzę... Strach mnie obleciał... bo jak wpakuję łapę między cyce... powie, żem się na nią rzucił; zastrzeli na miejscu... A jak nie usłucham rozkazu - i tak zastrzeli, żebym się nie mógł wygadać... Ale to wszystko było w jednej sekundzie. Chuj mi pomógł. On zadecydował. Dęba! Tak ja rękawicę na wózek i rękę w dekolt. A ona mi ją... wiesz... ona moją ręką kieruje. A drugą... A tu auto z daleka słychać. Ja wózek, ona na rower... i regulaminowo pięć, sześć metrów za mną.
Następnego dnia i aż do soboty eskortowała mnie inna. Nazywaliśmy ją "fryzjerka", bo brwi i usta miała zawsze wyraźnie zaznaczone, jak modelka z pokazu kosmetycznego. W niedzielę...
- Znowu ta twoja, co? - i widzę, po oczach Mietka widzę, że tak. I to jeszcze jak!
- Tak... Niedziela była śliczna, ósmy grudzień... słonko, że opalać się pod jaką białą ścianą, zamknąwszy oczy... Wszystko odbywało się, jak poprzednio... Nie. Nie, nie... Bo, jak przyszło do papierosa... - Mietek stanął, oparł się o drzwi - ona paczkę wyjmie, o lewą rękę denkiem stuknie i.
- Los! Bier...
A ja pudełkjo z jej ręki wyjmę i najpierw jej zaproponuję. Uśmiechnie się, wyciągnie papierosa.
- Saupolak! i natychmiast mnie poczęstuje, po czym zapalniczkę mnie i sobie pod nos... tak że nasze dymy się spotkały, a w ślad za nimi nasze oczy...
I wtedy...
- Ktoś nadjechał, coo?! - rzucam, bo mi wstyd za niego, że się tu, w Belsen, u stóp zeschiętym głodem piramid trupków tak rozkrochmala, jak majowa kuchta w niedzielę... A on dalej...
- Nie, nikt nie nadjechał... Jedzenie zawieźliśmy. I wracamy. A tu brachu, dalej ten ósmy grudzień, taki... że Matka Boska pieluszki mogłaby suszyć... I coraz bliżej do zagajnika, do jodełek i dębczaków... A mój chuj juz sobie coś przypomniał, że to tu jego pana zaproszono do szukania zguby... "To tu" mówi po swojemu. I słyszę.
- Halt. - I widzę, że moja Rottenführer z drogi między drzewa zjeżdża i mnie ręką przywołuje... Kochany, ledwieśmy za jaki taki gąszcz zielony weszli, ona rower o drzewo i... Rękę mi bierze i mej ręce pokazuje, żebym majtki zdjął...
- Co?! Zdjąłeś?? Nie bałeś się?
- Chłopie... chuj decydował. Dałem jej te majtki w garść zmięte i ona je do torebki wpakowała... A ręką mi... Wiesz... i odrazuśmy się tak dopasowali, że aż żal było kończyć... bo ona, jak pragnę Boga!... ona się uśmiecha ustami po ludzku... jak nasze dziewczynki, kiedy je w parku pod kasztanami paluszkujesz... Poteśmy, jak sztubaki... w śniegu ręce myli.

-----------------------------------------------------
"Dom Lalek"; ORBITA Warszawa 1992 [fragment]

Autor: Ka-Tzetnik nr 135633

Przełożona Elza jest blondynką, Niemką pełnej krwi, pochodzi z Diisseldorfu. Zielony trójkąt na jej swetrze oznacza, że jest więźniem kryminalnym - przed wojną skazano ją na dożywocie. Nikt w obozie nie wie, czym sobie zasłużyła na to wyróżnienie. Wiadomo lylko, że wyciągnięto ją z więzienia po to, aby służyła jako przełożona kalefaktorek w tym obozie. Bez wątpienia wybór był trafny - Elza była właściwą osobą na właściwym miejscu. Elza z Diisseldorfu jest wszechmocną gubernatorką Oddziału Rozrywki. Trafną ocenę wieku uniemożliwiają głębokie ślady noża na jej twarzy. Jest wysoka i wysmukła, co chętnie podkreśla ubierając się w obcisłe bryczesy do konnej jazdy, wsunięte w kawaleryjskie buty. Ma pociągłą twarz obficie pooraną bliznami, dwie wąskie szparki w miejscu oczu i równie wąskie, zaciśnięte usta. Bardzo możliwe, że właśnie monstrualny wygląd zdecydował o awansie z więzienia na to stanowisko. Elza jest chronicznie nienasycona seksualnie i skłonna do gwałtownej zazdrości.
Mężczyźni prawdopodobnie stronili od niej, a jej pokiereszowana twarz pewnie jest pamiątką po którymś / nich. Ale tu, gdzie jest wszechmocną władczynią, Elzę zżera nieustająca zazdrość o swoje podwładne i często daje im to odczuć. Podczas wizyt żołnierzy włóczy się po wszystkich blokach, próbując zwrócić na siebie u,wagę gości. Najpierw wita się z nimi przy wejściu, próbując emablować ich swym germańskim pochodzeniem. Na tę okazję wkłada na rękaw czarną aksamitną opaskę, aby wszyscy ze wszystkich kierunków widzieli, kim ona jest. Wszystko na nic, żaden z żołnierzy nie zwraca uwagi na jej starania. Wszyscy ją omijają i kierują się do tak pogardzanych przez nią niewolnic.
Zbyt widoczne zapędy wszechwładnej gubernatorki zostały kiedyś publicznie ukarane. Któregoś razu napadła jednego z gości, próbując przemocą nakłonić go do zaspokojenia jej żądzy, ale żołnierz oswobodził się z objęć, splunął jej w twarz i poszedł na portiernię złożyć skargę. Jaga, komendantka Oddziału, sprała za to Elzę kańczugiem. Elza przyjęła chłostę w milczeniu, tylko usta jej drgały dziko, a szparki oczu strzelały pociskami nienawiści w kierunku Blond Bestii. Elza dobrze wie, że Jaga codziennie chodzi do swego kochanka, komendanta obozu w pobliskim Niederwalden. Ale wie również, że karę z jej strony musi przyjąć w milczeniu, bo dla Jagi Elza jest tylko jedną z więźniarek. Oczywiście, za swe niepowodzenie Elza zemści się później na dziewczętach.
Podczas Zabawy Elza krąży po wszystkich blokach ostentacyjnie sprawdzając, czy dziewczęta sprawują się właściwie, dając gościom pełną satysfakcję. Obserwuje, jak dziewczyny leżą pod żołnierzami, starając się przyłapać którąś na grzechu obojętności. Stale przypomina gościom, że mają prawo składania skarg na swe partnerki. Dla głównej kwatery skarga klienta jest podstawą raportu.
Elza stara się ochłodzić swe żądze krwią zależnych od niej dziewcząt. Oczyszczanie ciał dziewcząt z grzechu na Placu Egzekucji jest jej największą przyjemnością.
Po zakończeniu Zabawy, gdy nie ma już żołnierzy, Elza krąży po blokach jak wściekła bestia żądna krwi. Dziewczyny trzęsą się ze strachu - przedtem Niemcy, teraz Elza. Z jednego piekła do drugiego. Bardzo często Elza zaciąga którąś z dziewczyn do swojego pokoju, rzuca się na nią i obwąchuje całe jej ciało, wdychając zapach mężczyzny, który dopiero z niej zszedł. Biada tej, która nie zaspokoi jej pożądliwości. Elza doskonale potrafi doprowadzić każdą dziewczynę do stanu, w którym nieuchronnie zasłuży sobie"na „raport". Ale która z dziewcząt jest w stanie zadośćuczynić bezdennej pasji Elzy z Diisseldorfu?
Nic nie podnieca Elzy tak bardzo, jak moment obwieszczenia którejś z dziewcząt, że wyczerpała już swój limit raportów. Jej oczy wówczas płoną dziko, a dziewczyna stoi jak zahipnotyzowana. W takiej chwili obie wiedzą, że ofiara w całości należy już do Elzy. I ciało, i dusza przeszły nieodwracalnie do dyspozycji przełożonej kalefaktorek. Usta Elzy wówczas wykrzywiają się dziwacznie, wąskie wargi rozchylają się nieco, ukazując cienkie, rzadko rozsiane zęby. Wbija wzrok w dziewczynę jak pyton, który szykuje się do uduszenia ofiary i z diaboliczną powolnością cedzi słowa:
- Już ja cię oczyszczę... Teraz jesteś moja... Tylko moja... Oczyszczę cię jak należy... A teraz chodź ze mną...
Dziewczyna stoi jak sparaliżowana. Wzrok Elzy przeszywają na wylot, nie potrafi się od niego oderwać. Nie jęczy. Nie płacze. Nie próbuje uciekać. Patrzy Elzie w oczy i już widzi scenę na Placu Egzekucji. Zna na pamięć każdy szczegół operacji Oczyszczania z Grzechu. Stoi więc odrętwiała, Elza zaś obejmuje ją obiema rękami przyciskając do brązowego swetra. W uszach dziewczyny wciąż brzmi głos z samego piekła:
„Ja cię oczyszczę... Oczyszczę cię... A teraz chodź ze mną do pokoju"...
Elza z Diisseldorfu prowadzi ofiarę, przyciskając ją mocno do siebie. Obie idą ciężkim krokiem, jak w transie, w stronę pokoju Elzy, jakby w celu spełnienia rytuału. Jakby tam, w pokoju Elzy, znajdowało się Sanktuarium Nowej Cywilizacji.

[...]

Codziennie o siódmej rano w otoczonych różami barakach odbywa się przegląd łóżek. Przełożona Elza wraz ze swoim personelem dokonuje inspekcji sprawdzając, czy łóżka są posłane zgodnie z regulaminem. Tu, w Oddziale Rozrywki, łóżko jest najwyższą świętością. A mieszkanki raju są strażniczkami tych świętości.
W nogach łóżka jest umieszczona tabliczka z numerem „strażniczki". Elza ma wiele możliwości, żeby podczas Zabawy dziewczyna zarobiła „na raport".
Pięćdziesiąt łóżek w bloku, dwadzieścia pięć po każdej stronie, jedno naprzeciw drugiego. W środku baraku kawałek wolnej przestrzeni. U wezgłowia stoją wąskie szafki na ubrania dostojnych gości, wysoko nad szafką wisi pojedyncza półka przeznaczona na naczynia i sztućce. Czystość naczyń również jest codziennie sprawdzana podczas oddzielnego przeglądu o godzinie dziesiątej. Boże, miej w swej opiece dziewczynę, która na swoim talerzu pozostawiła •chociażby najmniejszą plamkę lub nie ułożyła łyżki w sposób dokładnie zgodny z regulaminem, albo dziewczynę, której kubek nie pachniał zgodnie z wymaganiami nosa Elzy. Tego rodzaju przestępstwo oznacza, że właścicielka nie jest w stanie pojąć estetycznych potrzeb jej wysoko urodzonych gości. Za taki grzech Elza stosuje swoje prywatne kary, które wcześniej czy później prowadzą do kolejnego „raportu".
Bardzo wcześnie rano, wraz z gongiem, przez blok. przelewa się pierwsza fala paniki - słanie łóżek! Wszystkie dziewczyny gorączkowo pracują pochylone nad swoimi łóżkami, ręce trzęsą im się ze strachu czy uda się przebrnąć przez dzisiejszy przegląd? A jeśli nie?!
- Boże, pomóż mi! Boże, pomóż mi! - usta drżą, gdy ręce zajęte są ścieleniem. Łzy kapią na długie, wąskie łoże śmierci.
Łóżko wygląda jak długa, wąska skrzynia wyłożona ciemnoszarym materacem, wypełnionym drewnianymi wiórami. Materac jest pokryty grubą narzutą. U wezgłowia leży poduszka, również wypełniona wiórami. Zdawałoby się, że sprawa jest prosta. A ileż młodych d/iewcząt straciło już życie tylko przez samo słanie łóżka! Ich bezwzględnym obowiązkiem jest wykonywanie tej czynności w zgodzie z niemieckim pojęciem dokładności. A Elza z Dusseldorfu jest niezłomną strażniczką niemieckich ideałów dokładnej pracy.
Po pierwsze, materac musi być gładki jak lustro. Żadnych zmarszczek, żadnych zagięć, jakby był wyheblowany przez stolarza. Oczywiście najwięcej kłopotów sprawiają wióry, w których po dziennym i nocnym, używaniu formują się wzgórki i zagłębienia. Ale tego nie można nikomu wytłumaczyć, bo ani laga-Blond Bestia, ani Elza z Dusseldorfu nie śpią na wiórach, nigdy też nie ścielą swych łóżek. Robią to podległe im kalefaktorki.
Po drugie, najsroższe z wymagań mówi, że materac musi wystawać dokładnie cztery cale ponad poziom górnej krawędzi skrzyni. Dokładnie cztery cale i zero dziesiątych. Ani o włos wyżej czy niżej. Razem z narzutą ma być pięć cali. Calowa miarka jest dokładnie nacięta na drewnianych wspornikach.
Cztery cale.
Straszliwe cztery cale podczas przeglądu łóżek.
Po trzecie, narzuta ma być rozłożona gładko na całej długości łóżka, i musi się kończyć tuż przy poduszce, a obie linie - narzuty i poduszki - muszą być idealnie proste i równoległe do siebie. I niech no tylko, Boże przebacz, na narzucie znajdzie się choć jeden włos czy wiór - czai się za nim straszna śmierć.
ŁÓŻKO - ŚWIĘTOŚĆ NAD ŚWIĘTOŚCIAMI! Napis ten kłuje w oczy ze ścian wszystkich bloków. Każdego ranka Elza, na czele swej kohorty, rozpoczyna inspekcję łóżek. Dziewczęta stoją w napięciu, a emocje każdej dziewczyny wzrastają jeszcze bardziej, gdy wysoka komisja bada jej łóżko. Staje się ono w tym momencie jakby częścią jej ciała, żywym organem, na którym skupił się cały system nerwowy. Życie dziewczyny jest ułożone w podłużnej, wąskiej skrzyni. Są jednością - łóżko i jego strażniczka. Mają wspólny numer. Serce nie bije już w piersi - przeniosło się tam, do skrzyni. Przerażenie nie wstrząsa ciałem, lecz zagnieździło się „na linii czterech cali".
— Boże, dopomóż! Boże, miej mnie w swej opiece! - serce wali jak mfotem.
Elza zatrzymuje się przy pierwszym łóżku, klęka na jedno kolano i zamyka prawe oko, a lewe przykłada do linii łóżek. Linia poduszki pierwszego łóżka musi zgadzać się idealnie z linią dwudziestego piątego. Ona, Elza z Diisseldorfu, jest Niemką czystej krwi. Ona wie, co to niemiecka dokładność i potrafi nauczyć ten gówniany naród, te żydowskie kurwy, dbania o porządek.
Jeśli któreś łóżko odstaje od linii prostej, Elza każe zapisać numer jego właścicielki; ach, jak ona uwielbia wydawać polecenia! A gdy urzędniczka piszę, Elza wpatruje się w ofiarę przez wąskie szparki oczu, ręce trzyma splecione przed sobą, a jedną nogę ma wysuniętą lekko do przodu. Usta jej drgają, rozchylając się powoli, i na jej twarzy pojawia się coś w rodzaju uśmiechu... A jeśli fatum wskazało którąś z piękniejszych dziewcząt - ooo! - Elza śmiertelnie nienawidzi pięknych dziewczyn.
Po zakończeniu przeglądu Elza zbiera swe ofiary i każe im przykucnąć - kolana zgięte, ręce założone na kark, pośladki nie śmią dotknąć pięt. W tej pozycji skazane muszą tkwić od wczesnego ranka aż do drugiej po południu, kiedy to niemieccy chłopcy przychodzą do Domu Lalek, aby się dobrze zabawić.

-----------------------------------------------------
"Lektor"; Wydawnictwo Polsko-Niemieckie, 2001 [fragment]

Autor: Bernhard Schlink

Hannę zobaczyłem ponownie na sali sądowej.
Nie był to pierwszy proces dotyczący obozów koncentracyjnych i nie ten z największych. Profesor, jeden z nielicznych, którzy pracowali wówczas nad nazistowską przeszłością i odpowiednimi procesami sądowymi, poświęcił mu seminarium, licząc na to, że przy pomocy studentów będzie mógł śledzić cały jego przebieg i go później spożytkować. Nie wiem już co chciał sprawdzić, potwierdzić albo obalić. Pamiętam, że na seminarium dyskutowano o zakazie karania z mocą wstecz. Czy wystarczy, że artykuł, na podstawie którego skazuje się strażników i oprawców obozów koncentracyjnych, występował w kodeksie karnym już w czasie ich przestępstw, czy ważne jest, jak w czasie ich przestępstw był rozumiany i stosowany i że właśnie wtedy ich nie dotyczył [...]
Przestraszyłem się. Uświadomiłem sobie, że aresztowanie Hanny odbierałem jako coś naturalnego i prawidłowego. Nic ze względu na oskarżenie, ciężar zarzutu i stopień podejrzenia, na ten temat nie znałem jeszcze żadnych szczegółów, lecz dlatego, że przebywając w celi, znikała z mojego świata, znikała z mojego życia. Chciałem ją mieć z dala od siebie, tak nieosiągalną, by mogła pozostać jedynie wspomnieniem, którym stała się i była dla mnie podczas minionych lat [...]
Pięć oskarżonych kobiet było strażniczkami w małym obozie pod Krakowem należącym do obozu w Oświęcimiu. Przeniesiono je tam z Oświęcimia wiosną 1944 roku; zastąpiły strażniczki, które zginęły albo zostały ranne podczas eksplozji w fabryce, gdzie pracowały kobiety z obozu [...] Jeden z głównych punktów oskarżenia dotyczył selekcji w obozie [...] Drugi główny punkt aktu oskarżenia dotyczył nocnego bombardowania, podczas którego wszystko dobiegło końca. Wartownicy i strażniczki zamknęli więźniarki, kilkaset kobiet, w kościele we wsi, którą opuściła większość mieszkańców. Spadło tylko kilka bomb przeznaczonych być może na pobliską linię kolejową albo zabudowania fabryczne czy zrzuconych jedynie dlatego, że zbywały po ataku na jakieś większe miasto. Jedna z nich trafiła w plebanię, na której spali wartownicy i strażniczki. Inna uderzyła w kościelną wieżę. Najpierw zapaliła się wieża, potem dach, a później płonące wysokim płomieniem belkowanie runęło do wnętrza kościoła i zajęły się stalle. Ciężkie drzwi wytrzymały napór. Oskarżone mogły je otworzyć. Nie zrobiły tego i kobiety zamknięte w kościele spłonęły żywcem [...]
Myśli ciągle mi uciekały, gubiąc się w obrazach.
Widziałem Hannę przed płonącym kościołem, ma twarde rysy twarzy, czarny mundur i szpicrutę. Rysuje nią na śniegu kółka i uderza o cholewy sztylp. Widziałem ją, jak każe sobie czytać na głos. Słucha uważnie, nie zadaje pytań i nie robi uwag [...] Widziałem Hannę, jak idzie wzdłuż obozowych ulic, wchodzi do baraków więźniarek i nadzoruje prace budowlane. Wszystko robi z tym samym twardym wyrazem twarzy, z zimnymi oczami i zaciśniętymi ustami, a więźniarki kulą się, pochylają nad pracą, przyciskają do ściany, wciskają w ścianę, chciałyby w niej zniknąć. Czasami więźniarki w dużej liczbie stają w szyku albo biegają to tu, to tam, formują szeregi lub maszerują, a Hanna stoi wśród nich, wykrzykuje komendy, krzycząca twarz zniekształca się w poczwarną gębę, dopomagając sobie szpicrutą. Widziałem, jak kościelna wieża uderza w dach kościoła, że aż sypią się iskry, i słyszałem rozpacz kobiet.


BIBLIOGRAFIA

Opracowania naukowe:
- Brown, Daniel Patrick: The Camp Women: The Female Auxiliaries Who Assisted the SS in Running the Nazi Concentration Camp System; Schiffer Publishing 2002
- Brown, Daniel Patrick:The Beautiful Beast: The Life & Crimes of Ss-Aufseherin Irma Grese; Schiffer Publishing 2004
- Erpel, Simone: Im Gefolge der SS: Aufseherinnen des Frauen-KZ Ravensbrück; Metropol 2007
- Rogowski Stanisław: Pozycja prawna kobiet w dziejach; rozdział 15: Tomasz Fedorszczak: Aufseherinnen - kobiecy personel w obozach koncentracyjncyh SS i i ch odpowiedzialność za zbrodnie wojenne (1937-1945); Kolonia Limited 2010

Wspomnienia i pamiętniki:
- Brzosko-Mędryk, Danuta: Czy świadek szuka zemsty?, Warszawa 1976
- Höss, Rudolf: Autobiografia Rudolfa Hossa komendanta KL Auschwitz
- Kiedrzyńska, Wanda: Ravensbrück; Książka i Wiedza, Warszawa 1965
- Musioł, Józef: Świadkowie, Wyd. "Śląsk", Katowice 1979
- Piątkowska, Antonina: Wspomnienia oświęcimskie, Wyd. Literackie, Kraków 1977
- Posmysz, Zofia: Pasażerka; Czytelnik 1962
- Półtawska, Wanda: I boję się snów; Częstochowa 1998
- Szmaglewska, Seweryna: Dymy nad Birkenau, Czytelnik
- Wińska, Urszula: Zwyciężyły wartości – Wspomnienia z Ravensbrück
- "Ponad ludzką miarę. Wspomnienia operowanych w Ravensbrück", Warszawa 1968
- "Numery mówią. Wspomnienia z Auschwitz", Wyd. "Śląsk, Katowice 1980

OPRACOWANIA ANGLOJĘZYCZNE:

Daniel Patrick Brown
---The Camp Women: The Female Auxiliaries Who Assisted the SS in Running the Nazi Concentration Camp System; 2002
---The Beautiful Beast: The Life & Crimes of Ss-Aufseherin Irma Grese; 2004



OPRACOWANIA NIEMIECKOJĘZYCZNE:

Simone Erpel
---Im Gefolge der SS: Aufseherinnen des Frauen-KZ Ravensbrück: Begleitband zur Ausstellung; 2007
Kathrin Kompisch
---Täterinnen: Frauen im Nationalsozialismus; 2008
Fotini Tzani
---Zwischen Karrierismus und Widerspenstigkeit. SS-Aufseherinnen im KZ-Alltag; 2011
Ljiljana Heise
---KZ-Aufseherinnen vor Gericht: Greta Bösel - "another of those brutal types of women"?; 2009



Ulrike Weckel, Edgar Wolfrum
---'Bestien' und 'Befehlsempfänger'. Frauen und Männer in NS-Prozessen nach 1945; 2003
John Cramer
---Belsen-Trial 1945: Der Lüneburger Prozess gegen Wachpersonal der Konzentrationslager Auschwitz und Bergen-Belsen ; 2011
Stefanie Oppel
---Die Rolle der Arbeitsämter bei der Rekrutierung von SS-Aufseherinnen; 2006
Pascal Cziborra
---Frauen im KZ: Möglichkeiten und Grenzen der historischen Forschung am Beispiel des KZ Flossenbürg und seiner Außenlager; 2010



ENCYKLOPEDIA
[Wykaz nadzorczyń SS]


Objaśnienie skrótów

AL - Arbeitslager - obóz pracy
FKL - Frauenkonzentrationslager - obóz kobiecy
KL - Konzentrationslager - obóz koncentracyjny
NL - Nebenlager - podobóz

* - urodzona
† - zmarła


--A---------------------------------------------------------------------------------
---Abel Olga /FKL Ravensbrück/
---Achterberg Erna [* 19.10.1910 Obarnig] /KL Helmbrechts/
---Ackermann Gertrud [* 10.10.1918 Dresden] /Dresden Reick/
---Ackermann Luise [* 03.11.1921] /Hertine/
---Adam Emma [*16.05.1922] /KL Gross-Rosen/
---Adametz Marianne [* 22.10.1926 Jahnsbach] /Ausgemustert/
---Adamski Luise [* 19.02.1920 Grunberg] /KL Gross-Rosen/
---Aderhold Rosa
---Adermann Ingeborg /KL Flossenburg/
---Adler Else [* 07.05.1090] /KL Gross-Rosen/
---Adler Ingeborg [* 09.09.1921 Leipzig] /FKL Ravensbrück/
---Adolph Maria [* 05.08.1902] /KL Gross-Rosen/
---Affolter Margarethe [* 07.12.1922 Berlin] /Plauen/
---Albrecht Gertrud [* 24.10.1919] /Mittweida/
---Albrecht Herta [* 09.08.1913 Bromberg] /KL Gross-Rosen/
---Albrecht Wally [* 02.09.1923 Robnitz] /KL Gross-Rosen/
---Alfering Helene [* 20.01.1914] /FKL Ravensbrück/
---Alt Elfriede [* 30.05.1914] /KL Gross-Rosen/
---Altermann Frieda [* 22.06.1902] /FKL Ravensbrück/Frieiberg/
---Altmann Charlotte [* 22.04.1922] /Holleischen/
---Ammler Filmena /NL Obersalzel/AL Parschnitz/
---Arndt Berta [* 09.04.1911 Lanken] /KL Helmbrechts/
---Arndt Wally [* 31.11.1920] /FKL Ravensbrück/Neu Rohlau/
---Arneth Elis [* 16.11.1913] /KL Auschwitz/
---Arscholl Betti [* 19.05.1921 Rostock] /Chemnitz/Venusberg/
---Arscholl Herta /Chemnitz/
---Arts Suze /FKL Ravensbrück/
---Astrosini Ruth /KL Auschwitz/KL Bergen-Belsen/
---Augustin Anna /FKL Ravensbrück/
---Ault - /KL Bergen-Belsen/
---Aurich Ilse [* 17.01.1914] /FKL Ravensbrück/
---Ayasse Meta [* 08.06.1922] /FKL Ravensbrück/
---Axmann Hildegard [* 14.07.1919] /Dresden Reick/

--B---------------------------------------------------------------------------------
---Babesch Gerda
---Babiel Charlotte [* 23.12.1920] /FKL Ravensbrück/
---Bachmann Anna [* 31.10.1904] /FKL Ravensbrück/AL Genshagen/
---Bachmann Milda [* 08.01.1903] /KL Flossenbürg/
---Bachofner Anna [* 11.05.1923] /FKL Ravensbrück/AL Zwodau/
---Backhaus Elisabeth
---Backhaus Ursula [* 15.07.1920 Osterwald] /KL Neuengamme/
---Bankewitz Christel /KL Stutthof/
---Barkmann Jenny Wanda/"Piękne Widmo" [* 1921 Hamburg | † 04.07.1946 Gdańsk] /KL Stutthof/
---Barnitsch-Pickholtz Olga /KL Stutthof/
---Barruy Julia
---Bartels Sophie
---Barth Lena [* 27.11.1922] /FKL Ravensbrück/
---Barth Lina [* 29.01.1921]
---Bartke Lotte [* 08.03.1920] /FKL Ravensbrück/
---Bartl Hertha
---Bartl Therese [* 02.04.1920]
---Battalo Charlotte
---Bauer Hildegard
---Bauer Luise [* 18.06.1921] /KL Flossenbürg/Holleischen/AL Graslitz/
---Bauer Lydia [* 31.07.1922] /KL Flossenbürg/Holleischen/
---Bauernfeind Anna
---Baum Irene /KL Stutthof/
---Baumann Herta [* 29.12.1903] /FKL Ravensbrück/
---Baumann Johanna [* 14.05.1905] /FKL Ravensbrück/KL Flossenbürg/
---Baumeister Rosa
---Bäumer Betty
---Baur Fanny [*25.10.1922] /KL Dachau/
---Bayer Rosalina
---Bayer Sydonia /Litzmannstadt-Ghetto/
---Bayer Waltraud [* 02.06.1913] /KL Flossenbürg/AL Freiberg/
---Bayrie Maria
---Beck Hildegard
---Beck Maria
---Becker Anni /FKL Ravensbrück/
---Becker-Pritzkoleit Dorothea /KL Auschwitz/
---Becker Elfriede /FKL Ravensbrück/
---Becker Elisabeth [* 20.07.1923 Nowy Staw | † 04.07.1946 Gdańsk] /KL Stutthof/
---Becker Dorothea [* 10.11.1912] /KL Auschwitz/
---Becker Felixa /KL Neunegamme/
---Becker Gertrude [* 26.05.1909] /KL Flossenbürg/
---Becker Käthe [* 25.05.1923] /AL Zwodau/
---Beckmann Anni Brigitte [* 27.12.1917] /FKL Ravensbrück/
---Beer Annelise
---Beermann Agnes [* 19.03.1921] /FKL Ravensbrück/
---Beger Kathe /FKL Ravensbrück/
---Behmer Charlotte
---Behn Liselotte /FKL Ravensbrück/
---Behnke Christel [* 12.12.1920] /AL Allendorf/
---Behnstedt Ida [* 17.06.1898] /KL Flossenbürg/
---Beilhardt Erna [* 07.02.1907] /KL Stutthof/
---Beinlich Ilse /FKL Ravensbrück.
---Beitler Johanna [* 09.03.1913] /FKL Ravensbrück/
---Belaschki Gretel
---Bellach Ida [*10.02.1910] /FKL Ravensbrück/
---Belza Stanisława [* 24.10.1918] /KL Auschwitz/KL Flossenbürg/
---Belze Irmgard
---Bendfeld Anita /NL Hamburg-Wandsbeck/
---Bergmann Elika /FKL Ravensbrück/
---Berlin Gertrud [* 04.05.1922] /Graslitz/Plauen/
---Bernigau Jane /KL Gross-Rosen/KL Mauthausen/
---Best Elsbeth [* 23.03.1922] /AL Zwodau/
---Beyer Isolde [* 10.05.1925] /Ausgemustert/
---Biedemann Margot [* 03.08.1921] /Hertine/Chemnitz/
---Biehlig Hildegard [* 07.08.1904] /Heinichen/
---Bieneck Herta [* 20.07.1927] /KL Lublin/
---Billmeier Anna /Holleischen/
---Billmeier Marie [* 01.01.1900] /Holleischen/
---Binz Dorothea [* 16.03.1920 Düsterlake | † 02.05.1947 Hameln] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/
---Binzeil Hidegard /KL Neuengamme/
---Binnenfeld Gertrude /KL Neuengamme/
---Binnenbose Adelheid /FKL Ravensbrück/
---Birker Eva
---Birkholz Margarete [* 17.06.1918] /AL Genshagen/
---Bischof Selma
---Biskup Helene [* 29.04.1921] /NL Essen/
---Bitan Anna [* 08.05.1925]
---Bitinsky Else [* 16.06.1908] /KL Flossenbürg/AL Chemnitz/
---Bitterlich Annelise [* 17.07.1922] /FKL Ravensbrück/Chemnitz/
---Bitterling Ursula
---Bittermann Leopoldine /KL Dachau/
---Bittner Edith [* 1912]
---Bittner Elisabeth /KL Gross-Rosen/
---Bittner Emma /KL Gross-Rosen/
---Bittner Gertrud [* 01.12.1909] /KL Flossenbürg/Plauen/
---Bittner Hildegard [* 06.12.1922] /KL Gross-Rosen/
---Bittner Margarete [* 30.10.1922] /KL Gross-Rosen/
---Bitton Lisotte
---Bitz Liesel [* 24.01.1915] /KL Gross-Rosen/
---Blacha Frieda [* 06.05.1922] /AL Zwodau/Holleischen/
---Blank Elfriede [* 18.04.1923] /KL Stutthof/
---Blaschka Ida [* 16.01.1921] /KL Gross-Rosen/
---Blaschke Hermine [* 05.07.1905] /KL Gross-Rosen/
---Blaszok Irmgard [* 09.01.1918] /FKL Ravensbrück/
---Blendermann Annemarie [* 30.08.1908 Iseriohn] /FKL Ravensbrück/KL Auschwitz/
---Blockmann Vera
---Bluhm Else
---Blume Erna
---Blume Irene
---Blume Maria
---Blüml Anna [* 19.07.1918] /FKL Ravensbrück/
---Boche Kate
---Bock Anna /FKL Ravensbrück/
---Bockelmann Efriede /FKL Ravensbrück/
---Bodem Erna Katharina [* 10.10.1919] /FKL Ravensbrück/KL Lublin/KL Auschwitz/
---Bodem Hildegard
---Bodi Hermine
---Boedecker Erika [* 01.07.1917] /FKL Ravensbrück/
---Boge Martha [* 14.02.1914] /KL Gross-Rosen/
---Bohl Martha
---Bohm Annemarie
---Böhm Annelise [* 26.10.1916] /FKL Ravensbrück/
---Bohm Olga /KL Flossenbürg/Holleischen/
---Bohnat Gerta [* 26.09.1923] /FKL Ravensbrück/
---Bohne Gertrud [* 03.03.1911] /FKL Ravensbrück/
---Bohrer Irma
---Bolle Gerda /FKL Ravensbrück/
---Bollmann Auguste
---Bonath Gerda
---Bonk Gertrud
---Bormann Annelise [* 20.03.1922] /Holleischen/
---Bormann Johanna/"Kobieta z psami" [* 10.09.1893 Birkenfelde | † 13.12.1945 Hameln]
---Borowski Eva /KL Bergen-Belsen/
---Born Elisabeth /KL Stutthof/
---Bosch Anni /KL Stutthof/
---Bothe Herta/"Sadystka ze Stutthofu" [* 03.01.1921 Teterow]
---Boulanger Maria
---Bösel Charlotte
---Bösel Grete [* 09.05.1908 | † 02.05.1947 Hameln] /FKL Ravensbrück/
---Böttcher Erna /KL Stutthof/KL Bergen-Belsen
---Böttcher Hermine [* 26.04.1918]
---Braach Johanna [* 16.05.1907] /FKL Ravensbrück/
---Brachmann Lieselotte
---Braesick Erna [* 01.03.1921] /AL Zwodau/Holleischen/
---Bramburger Helga
---Brami Luise
---Brand Marianne /FKL Ravensbrück/Helmbrechts/
---Brandei Klare /AL Zwodau/
---Brandenburg Gertrud
---Brandenburger Kathe [* 21.10.1920] /FKL Ravensbrück/NL Belzig
---Brandl Therese "Rosi" [* 01.02.1909 Staudach | † 24.01.1948 Kraków]
---Brandt Anna "Rossa" [* 12.03.1922] /FKL Ravensbrück/
---Brauer Irene /FKL Ravensbrück/
---Braue Dora
---Brauer Erika
---Braun Magdalene [* 22.07.1922] /KL Gross-Rosen/
---Braun Olga /NL Neue Bremm/
---Braune Dora [* 06.03.1913] /AL Chemnitz/
---Braune Frieda /KL Flossenbürg/
---Braunsteiner-Ryan Hermine/"Kobyła" [* 16.07.1919 Wiedeń | † 19.04.1999 Bochum] /KL Lublin/
---Braunstetter Hedwig
---Breck Helga
---Breidenberger Elisabeth /FKL Ravensbrück/
---Brenner Ernestine [* 26.05.1923] /KL Dachau/
---Brun Wilhelmine /NL Neue Bremm/
---Brunner Luise Auguste [* 25.08.1908] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/KL Auschwitz/
---Brückner Hermine [* 26.04.1918] /KL Stutthof/
---Brünnig Magdalene [* 30.01.1923] /KL Auschwitz/
---Burg Helene [* 28.07.1919] /KL Auschwitz/

--C---------------------------------------------------------------------------------
---Ciarzinski Apolonia [* 30.11.1925 Radom] /FKL Ravensbrück/
---Cichoń Florentyne [* 03.05.1921] /KL Auschwitz/NL Rajsko
---Classen Alma
---Claus Irmgard /NL Plauen/
---Clausen Beate /KL Stutthof/
---Closius-Neudeck Ruth [* 11.12.1917 Walldorf]
---Code Sophie [* 25.03.1907 Brennen] /FKL Ravensbrück/
---Cojocar Sieglinde
---Conrad Margarette /AL Holleischen/
---Constabel Klara [* 26.10.1922] /KL Sachsenhausen/
---Corda Thea /KL Flossenbürg/
---Cuchardt Gerda /FKL Ravensbrück/
---Cyralla Gerda /KL Gross-Rosen/
---Czelak Hidegard /FKL Ravensbrück/
---Czerwenka Johanna [* 14.05.1922] /KL Flossenbürg/AL Hertine/
---Czyzewski Elsa [* 02.07.1922] /KL Gross-Rosen/

--D---------------------------------------------------------------------------------
---Dahl Hildegard /FKL Ravensbrück/
---Dalehow Irmgard
---Dalbors Henriette [* 12.02.1922] /AL Zwodau/
---Damel Elisabeth
---Damgriess Hilde [* 02.03.1921 Mittwelda] /KL Flossenbürg/AL Graslitz/
---Damm Martha [* 23.04.1908] /KL Flossenbürg/AL Chemnitz/
---Dammann Irmgard
---Dammer Maria
---Danehl - /AL Malchow/
---Dangriess Hilde [* 02.07.1921 Wolkenburg] /KL Flossenbürg/AL Rochlitz/
---Daniszewski Sophie
---Dann Irmgard [* 26.11.1919]
---Danneboom Christa /Altendorf/
---Dannehl Herta [* 11.04.1916 Berlin] /KL Flossenbürg/AL Neu Rohlau/
---Danz Luise Helene Elisabeth [* 11.12.1917 Walldorf] /KL Lublin/KL Auschwitz/AL Malchow/
---Dase Lydia /KL Stutthof/
---David Anna [* 01.09.1921 | † 1948 Praga] /KL Lublin/
---de Hübel Margarethe [* 12.05.1910 Vienna] Oberaufseherin /KL Flossenbürg/AL Neu-Rohlau/
---Debel Anni
---Deffner Lieselotte /FKL Ravensbrück/
---Degel Martha
---Dehn Eva
---Dehne Ilse
---Deiners Lotte /FKL Ravensbrück/
---Deinert Gertrud /KL Gross-Rosen/
---Deinert Hertha [* 06.10.1910] /KL Flossenbürg/
---Deliga Edith
---Deliga Margarete [* 13.04.1922 Leipzig] /FKL Ravensbrück/
---Dell'Antonia Martha [* 21.09.1911] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück
---Demanget Erna /KL Stutthof/
---Demmler Ruth [* 30.09.1912 Dresden] /KL Flossenbürg/AL Goehle/
---Deneke Martha
---Derressanuw Paula /KL Auschwitz/
---Dettmann Johanna
---Dettmer Amalie
---Deutsch Gertrud /FKL Ravensbrück/
---Deutschmann Ilse [* 03.04.1920] /KL Flossenbürg/
---Dickert Anna [* 13.10.1920] /KL Flossenbürg/
---Dickmann Erna [* 16.08.1912 Dortmund] /KL Flossenbürg/AL Zwodau/KL Neuengamme/
---Diegruber Josephine /FKL Ravensbrück/
---Diekow Luise /FKL Ravensbrück/
---Dienstbach Annemarie
---Dienwiebel Hedwig [* 22.05.1920] /KL Flossenbürg/AL Zwodau/AL Mittweida/
---Dietz Herta /KL Flossenbürg/
---Dietze Irene [* 03.11.1923] /FKL Ravensbrück/
---Diez Elly [* 02.03.1917 Kattowitz] /KL Flossenbürg/AL Siemens/
---Dittmann Elisabeth
---Dittmer Elsa /FKL Ravensbrück/
---Dittrich Gerda
---Dittrich marie /KL Gross-Rosen/
---Dlugosz Else
---Dobler Aloisia /FKL Ravensbrück/
---Dobner Maria [* 01.02.1920] /KL Flossenbürg/
---Dobry Maria [* 22.01.1919] /KL Flossenbürg/AL Neu-Rohlau/
---Dockhorn Gertrud
---Dorn Edna /FKL Ravensbrück/
---Dörnbrach Helene [* 06.12.1911] /KL Lublin/
---Drechsler Margot Elsa/"Kostucha" [* 17.05.1908 Neugersdorf | † 06.1945 Bautzen] /KL Auschwitz/
---Dreksler Fanny /FKL Ravensbrück/
---Drews Giesla /KL Auschwitz/
---Durichen Rosa /FKL Ravensbrück/

--E---------------------------------------------------------------------------------
---Ebert Charlotte /KL Auschwitz/
---Ehlert Herta [* 26.03.1905 Berlin]
---Ehrich Else [* 08.03.1914 Barderneiche | † 26.10.1948 Lublin]
---Eiselt Else /NL Oberkirchen/
---Ekrutt Auguste Karoline Katerine /KL Stutthof/
---Elfriede-Hildner Ruth [* 01.11.1919 | † 02.05.1947 Pisek]
---Ensener Anna
---Ensener Maria
---Ernst Elisabeth [* 06.11.1911]
---Ertl Ruth [* 21.01.1922]
---Essmann Marianne [* 30.09.1921] /KL Graslitz/

--F---------------------------------------------------------------------------------
---Fielauf Klara
---Fiest Gertrude [* 31.05.1918 Neu-Gebhardsdorf]
---Förster Ida [* 15.05.1902 Blumendorf]
---Förster Ilse [* 02.09.1922 Neusaltz]
---Frank Anita /NL Neugraben/NL Tiefstack/
---Franz Annelise /KL Auschwitz/
---Freigen Charlotte /KL Stutthof/
---Freinberger Margarete /AL Kratzau II/KL Mauthausen/
---Fritz (Strange) Klara /KL Auschwitz/
---Fritzner Lisbeth /KL Bergen-Belsen/

--G---------------------------------------------------------------------------------
---Gallinat Maria Margarethe [* 1894] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/
---Gebhardt Therese
---Geiss Germaine
---Gethlich Ilso /FKL Ravensbrück/
---Gersch Elisabeth /NL Gruschwitz-Neusalz/
---Giessen Gertrud /KL Auschwitz/
---Glaw Anneliese /KL Stutthof/
---Goldstein Nelly /KL Bergen-Belsen/
---Gollasch Hildegard [* Cottbus] /KL Bergen-Belsen/
---Grabherr (Grabber) Marie [* 12.04.1922] /KL Auschwitz/
---Graf Anni [* 05.12.1902] /FKL Ravensbrück/
---Grammatke Lotte /KL Auschwitz/
---Grassinger Marie
---Grese Irma Ilse Ida/"Piękna Bestia" [* 07.10.1923 Wrechen | † 13.12.1945 Hameln] Oberaufseherin /KL Auschwitz/KL Bergen-Belsen/
---Guhl Ida
---Gwozdiowski Inge /KL Auschwitz/

--H---------------------------------------------------------------------------------
---Haake Martha Pauline [* 19.05.1915 Frankfurt]
---Hahn Hilde /AL Zwodau/
---Hahnel Hildegard
---Halata Luise [* 5.10.1910] /KL Stutthof/
---Holthöwer Christine /FKL Ravensbrück/
---Hanakam Charlotte /KL Flossenbürg/
---Hanel-Nitschke Sophie [* 1948 Praga] /KL Auschwitz/
---Hansche Hildegard
---Hansen Elfriede /KL Stutthof/
---Hartjes Gertrud /KL Stutthof/
---Haschke Frieda Irene [* 16.02.1921 Friedeberg]
---Hasse Elisabeth Helena [* 24.12.1917] /KL Auschwitz/
---Hauswirth Gerta
---Hebermann Nanda
---Hegel Helga
---Hegel Herta
---Hegele Maria
---Heinen Nelly /KL Stutthof/
---Heise Gertrud [* 23.07.1921 Berlin]
---Hempel Anna [* 22.06.1900 Grünberg]
---Hendl Karoline
---Henrietta Elisabeth /KL Stutthof/
---Hermann Gertrud /NL Barth/
---Herzog Anny
---Hildner Ruth /FKL Ravensbrück/
---Holinski Ursel /KL Stutthof/
---Hille Susanne [* 1923] /KL Lublin/KL Auschwitz/
---Hilliärt Alice /KL Auschwitz/
---Hofmann Irmgard /NL Oberalstadt/
---Holthöwer Christine /FKL Ravensbrück/
---Hoppmanns Margarethe [* 05.03.1915] /KL Auschwitz/
---Horn Adolphine /NL Hamburg-Wandsbeck/
---Hörn Käte /AL Allendorf/
---Hothöwer Christine /FKL Ravensbrück/
---Huber Irmgard
---Huber Theresie [* 09.03.1915] /KL Auschwitz/
---Huth Elfriede Lina [* 14.06.1922 Leipzig] /FKL Ravensbrück/

--J---------------------------------------------------------------------------------
---Jahn Anna
---Janda Lisotte [* 07.06.1920] /KL Auschwitz/
---Jobsen Emma /KL Stutthof/
---John Angela [* 13.10.1904] /KL Auschwitz/
---Jorink Ria [* 04.01.1920] /KL Stutthof/
---Jutta -

--K---------------------------------------------------------------------------------
---Kaiser Ottilie
---Kambach Hildegard [* 1922 Hirschberg]
---Karner Stephanie
---Katscher Ursula /KL Stutthof/
---Kerst Frieda /KL Stutthof/
---Kessel Magdalene
---Kietzmann Annelise [* 12.09.1919] /KL Auschwitz/
---Kipping Thea
---Kissel Irmgard [* 13.09.1923] /KL Auschwitz/
---Klaff Wanda [* 06.03.1922 Gdańsk | † 04.07.1946 Gdańsk]
---Klar Barbara
---Klatt Elisabeth /KL Stutthof/
---Klaus Charlotte [* 20.10.1918] /KL Auschwitz/
---Klein-Paubel Anna Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/
---Klein Anna Friederike Mathilde [* 1900]
---Klein Charlotte [* 13.12.1921 Eimenburg] /KL Stutthof/
---Klein Edith /KL Stutthof/
---Klofik Helene [* 25.04.1904] /Holleischen/
---Knoblich Elisabeth/"Halt der Klappe" /KL Lublin/
---Knoll Friedl
---Koblischek Giselle [* 11.12.1920 Falkenau]
---Koch Ilse Margarete/"Wiedźma z Buchenwaldu" [* 22.09.1906 Drezno | † 02.09.1967 Aichach]
---Kock Elfriede [*06.01.1915 Friedichsfeld] /KL Auschwitz/
---Kohlmann Anneliese [* 23.03.1921 Hamburg | † 17.09.1977 Berlin]
---Kopp Anna/"Kopka" [* 24.05.1904] /KL Stutthof/
---Koske Gertrud /KL Stutthof/
---Kozubik Hedwig [* 23.02.1917] /KL Auschwitz/
---Krahl Urusla /NL Hamburg-Wandsbeck/
---Kranz Erna /KL Stutthof/
---Kreuz Helene Martha /KL Stutthof/
---Krischewski Martha /KL Stutthof/
---Kube Erna /KL Uckermark/
---Kubiska Gretl
---Kuck Erna [* 21.06.1914] /KL Auschwitz/
---Kuck Helene /KL Auschwitz/
---Kunath Gerda /KL Stutthof/
---Kuntze Magdalene /KL Auschwitz/
---Kunz Margot /FKL Ravensbrück/
---Kurd Johanna /KL Bergen-Belsen/
---Kühne Liselotte [*29.10.1921 Dresden] /KL Flossenbürg/AL Goehle/
---Krüger Edith
---Krüger Erna /KL Stutthof/
---Krüger Ingebourg
---Krzok Liesbeth /FKL Ravensbrück/

--L---------------------------------------------------------------------------------
---Lache Olga [* 27.04.1905] /FKL Ravensbrück/
---Lachmann-Malick Mathilde /KL Auschwitz/
---Lange Dora [* 08.06.1922] /KL Flossenbürg/
---Langefeld Johanna [* 05.03.1900 Kupferdreh | † 26.01.1974 Augsburg] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/
---Langner Gerda /NL Barth/
---Lassig Aniana /KL Auschwitz/
---Lächert Hildegard Martha Luise [* 19.03.1920 Berlin | † 1995]
---Lehmann Lilli /KL Stutthof/
---Lehmann Luise
---Leis Margit
---Lemmerstein Berta
---Lenz Hildegard /KL Stutthof/
---Lickfers Jenny [* 16.08.1920] /KL Stutthof/
---Liehr Gertrud [* 22.03.1921] /KL Auschwitz/
---Link Maria [* 19.06.1907] /FKL Ravensbrück/
---Linke Martha [* 27.01.1922 Wittgenau]
---Lippmann-Springer Elli [* 01.05.1921 Breslau]
---Lippmann Hildegard [* 18.06.1922 Hainichen]
---Lisiewitz Hilde [* 31.01.1922 Grunwald]
---Lotze-Kock Elfriede /KL Auschwitz/
---Lupka Elisabeth [* 27.10.1902 Klein Dammer | † 08.01.1949 Kraków]
---Lüth Elisabeth /KL Stutthof/

--M---------------------------------------------------------------------------------
---Macha-Wawotzny Emilie/"Mutti" [* 22.09.1905 | † 04.02.1949] /KL Lublin/
---Malich Mathilde [* 17.03.1919] /KL Auschwitz/
---Malzyner Zofia /FKL Ravensbrück/
---Mandel Maria/"Bestia" [* 10.01.1912 Münzkirchen | † 28.01.1948 Kraków] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/KL Auschwitz/
---Maret Käthe
---Margis Charlotte [* 05.04.1904] /KL Auschwitz/
---Maricka - /KL Auschwitz/
---Marschall Elisabeth [* 24.05.1886] /FKL Ravensbrück/
---Marquardt Emmy /KL Stutthof/
---Maselow Elisabeth [* 18.06.1921] /KL Lublin/
---Massar Helene [* 12.07.1912] /FKL Ravensbrück/
---Mayer Charlotte/"Słoma" [ur. 07.02.1918] /KL Lublin/
---Mayer Karla /KL Lublin/
---Meinel Anna [* 30.10.1921] /KL Lublin/
---Mende Hildegard /Theresienstadt/
---Mewes Margarete [* 14.02.1914 Fürstenberg] /FKL Ravensbrück/
---Mieber Wiltrud [* 01.04.1923] /KL Auschwitz/
---Miestroy Edith [* 28.12.1922] /KL Auschwitz/
---Miklas Monike [* 04.05.1910] /KL Auschwitz/
---Milefski Hela
---Misch Anna [*10.07.1908] /KL Auschwitz/
---Mohneke Elfriede Hildegard [* 02.03.1922 Dorschen | † 11.12.1994 Berlin] /FKL Ravensbrück/
---Mullenders Maria /KL Auschwitz/
---Müller Luise [* 02.11.1895] /FKL Ravensbrück/
---Müller Hennriette /NL Neue Bremm/
---Müller Irma /NL Hamburg-Sasel/
---Müller Liselotte /KL Stutthof/
---Myland - /KL Auschwitz/
---Mzyk Martha /KL Auschwitz/

--N---------------------------------------------------------------------------------
---Nadl Elisabeth /KL Auschwitz/
---Naujokat Hildegard
---Naumann Erna /KL Stutthof/
---Neudeck Ruth /FKL Ravensbrück/KL Barth/
---Neumann Gertrud [* 19.02.1922 Taucha] /KL Bergen-Belsen/KL Neuengamme/
---Neumann Hildegard [* 04.05.1919 Gabel] /Theresienstadt/
---Nietschke Sofie [* 01.11.1912 | † 1946 Praga] /KL Auschwitz/

--O---------------------------------------------------------------------------------
---Oberauf Lieselotte /KL Stutthof/
---Obuch Helene /NL Gruschwitz-Neusalz/
---Okon Margarete /KL Stutthof/
---Opitz Erna [* 06.10.1910 | † 16.05.1945] /KL Auschwitz/
---Opitz Klara [* 16.04.1909 Kowary] /KL Bergen-Belsen/
---Orlowsky Alice [* 30.09.1908 Berlin | † 21.05.1976 Düsseldorf]
---Orlt - /KL Bergen-Belsen/
---Ouchy - /KL Auschwitz/

--P---------------------------------------------------------------------------------
---Paradies Ewa [* 16.04.1909 Lębork | † 04.07.1946 Gdańsk] /KL Stutthof/
---Payrleitner Amalie [* 16.06.1922 Vienna] /KL Mauthausen-Gusen/
---Peltzer - /AL-Hirzenhain/
---Perbel Elizabeth
---Petrmann Erna /KL Mittelbau-Dora/
---Pfannenstiel-Wallisch Erna [* 10.02.1922 | † 16.02.2008 Wiedeń] /KL Lublin/
---Pichler Therese /KL Auschwitz/
---Pils Maria /KL Stutthof/
---Pliquet Charlotte [* 1925 Königsberg]

--R---------------------------------------------------------------------------------
---Rabe Margarete [* 02.10.1923 Neustadt-Glewe] /"Vernichtungslager" Uckermark/
---Rattmann Erna /KL Stutthof/
---Rauschenbach Anni
---Reichel Rosel /KL Auschwitz/
---Reichel Rosemarie [* 16.09.1920] /KL Lublin/
---Reinbold Gertrud [* 18.01.1899 Oberstenfeld] /KL Stutthof/ KL Bergen-Belsen/
---Reinholt Gertrud
---Reske - /AL-Hirzenhain/
---Rode Ilse /KL Stutthof/
---Rohling Else /AL-Hirzenhain/
---Room Anne /FKL Ravensbrück/
---Roper Magalena /KL Stutthof/
---Rose Maria /KL Stutthof/
---Rosenthal Erna [* 09.10.1921 Steinbeck] /KL Groß-Rosen/KL Bergen-Belsen/
---Ruloff - /KL Auschwitz/
---Runge - /KL Auschwitz/
---Ruppert Elisabeth [* 02.05.1913] /KL Auschwitz/
---Rust-Schulz Luise /KL Auschwitz/

--S---------------------------------------------------------------------------------
---Sacher Elfriede [* 19.06.1920] /KL Auschwitz/
---Salvini Hermine
---Saretzki Elisabeth [* 25.11.1920] /KL Auschwitz/
---Sass Ilse /KL Stutthof/
---Sauer Gertrud [* 08.09.1904 Görlitz] /KL Groß-Rosen/KL Bergen-Belsen/
---Schaarschmidt Paula Sophie Luise /KL Stutthof/
---Schafer Gertrud
---Scharbert Anni [* 08.05.1919] /KL Lublin/
---Scheiber Rosina /KL Bergen-Belsen/
---Schetzik Anna
---Schirmbusch Johanna /KL Bergen-Belsen/
---Schlusser Hilde /KL Sachsenhausen/
---Schmidt Anny Lotte /KL Stutthof/
---Schmidt Ilse
---Schmidt Johanna [* 18.09.1921 Friedland] /KL Bergen-Belsen/
---Schmidhammer Josefa
---Schneider Friedericke [* 30.09.1911] /KL Auschwitz/
---Schneider Lina [* 05.08.1896] /FKL Ravensbrück/
---Schotig Emmi /FKL Ravensbrück/KL Bergen-Belsen/
---Schreiber Gertrud [* 27.12.1912]
---Schreiter Ida [* 27.12.1912 | † 20.09.1948] /FKL Ravensbrück/
---Schröers Irmgard /FKL Ravensbrück/
---Schula Martha /KL Stutthof/
---Schult Pauline Franziska /KL Stutthof/
---Schultz Herta
---Schultz Ingeburg [* 30.11.1920] /FKL Ravensbrück/
---Schultz Luise [* 14.01.1915] /KL Auschwitz/
---Schultz Victoria /KL Auschwitz/
---Schultze Johanna [* 25.01.1898]
---Schulz Erika [* 27.07.1920] /KL Stutthof]
---Schulze Maria /KL Floßenbürg/AL Wolkenburg/
---Seibt Hildegard
---Seipt Hildegard [* 25.01.1921] /FKL Ravensbrück/
---Selbig Else
---Seltmann Helene [* 19.06.1901] /FKL Ravensbrück/
---Sheer Edda /FKL Ravensbrück/AL Hirtenberg/
---Small - /FKL Ravensbrück/
---Snurawa Johanna [* 20.07.1924] /KL Auschwitz/
---Sossor Helene [* 03.02.1908] /KL Auschwitz/
---Sollich Elisabeth [* 07.03.1912] /KL Auschwitz/
---Sporn Ursula [* 09.08.1919 Berlin] /KL Bergen-Belsen/
---Sprungk Erika [* 13.03.1920] /Holleischen/
---Stange Gertrud [* 10.04.1914] /KL Auschwitz/
---Stein Traude [* 29.10.1922] /Holleischen/
---Steinbusch Ilse [* 22.05.1922 Herzogenaurach] /KL Dora-Mittelbau/
---Steinhoff Gerda [* 29.01.1922 Gdańsk | † 04.07.1946 Gdańsk] /KL Stutthof/
---Stiegler Charlotte /KL Stutthof/
---Stiewitz Herta /KL Auschwitz/
---Stöwer Christel /KL Stutthof/
---Süss-Reischl Rosemarie/"Rosy" /KL Lublin/KL Auschwitz/

--T---------------------------------------------------------------------------------
---Tack-Stiewitz Herta /KL Auschwitz/
---Thews Edith /KL Stutthof/FKL Ravensbrück/
---Thimm Lisabeth /KL Stutthof/
---Thury Elisabeth
---Toberentz Lotte [*27.05.1900 | † 01.1964] /"Vernichtungslager" Uckermark/
---Tomaske Else
---Tribus Elfriede
---Tuch Herta [*03.03.1920] /KL Auschwitz/

--U---------------------------------------------------------------------------------
---Ulbricht Martha/"Ny-ny" [* 22.12.1913] /KL Lublin/
---Ullrich Hedwig /KL Belzig/
---Unger Annelise

--V---------------------------------------------------------------------------------
---Vesper Gertrud /KL Stutthof/
---Vettermann Ilse [* 1913] /FKL Ravensbrück/
---Viebeg Anna /AL Grünberg/
---Völkenrath/Milham Elisabeth [* 05.09.1919 Schönau | † 13.12.1945 Hameln] /KL Auschwitz/

--W---------------------------------------------------------------------------------
---Wagener Emmi [* 03.03.1922] /FKL Ravensbrück/
---Wagner Anna [* 07.08.1923 Marpingen] /KL Neuengamme/
---Wagner Anemarie [* 05.05.1893 Rommersdorf] /Sommerda/
---Wagner Marianne [* 08.12.1919 Wolkenburg] /KL Flossenbürg/ NL Graslitz/AL Plauen/AL Rochlitz/
---Wagner Martha [* 11.12.1921 Frose] /NL Genshagen/
---Walter Freida [* 01.03.1922 Benthen] /KL Groß-Rosen/KL Bergen-Belsen/
---Walterg Neusalz /KL Bergen-Belsen/
---Weber Charlotte/"Mrówka" [* 22.10.1901]
---Weber Else /AL-Gundelsdorf/
---Weiniger Gertrude/siostra Elisabeth Völkenrath /KL Auschwitz/
---Weiß Ernestine /KL Flossenbürg/
---Wenzel Käthe /KL Stutthof/
---Westfeld Erika /KL Auschwitz/
---Will Edith /KL Stutthof/
---Winster Else [* 02.09.1922] /FKL Ravensbrück/
---Winter Betti [* 08.05.1922] /AL Zwodau/
---Wisch Sofie /KL Stutthof/
---Wisotzki Johanna [* 26.08.1919] /KL Stutthof/NL-Bromberg Ost/
---Witchel Luise Guyon
---Witthuhn Edith
---Wohlers Gertrud [* 16.11.1913] /FKL Ravensbrück/
---Wolf Anna /KL Auschwitz/
---Wolf Ernestine [* 14.10.1920] /FKL Ravensbrück/
---Wolf Lotte [* 02.01.1923] /KL Sachsenhausen/
---Wolfran Ursula /FKL Ravensbrück/
---Wolle Gerda /KL Auschwitz/
---Wollert-Mayer Charlotta Klara /KL Auschwitz/
---Wollweber Erna [*11.12.1921] /KL Stutthof/
---Wöllert Charlotte [* 7.02.1918] /KL Lublin/
---Wöllert Elsbeth [* 26.07.1921 Bergfeld] /FKL Ravensbrück/
---Wötzel Frieda [* 27.01.1907] /FKL Ravensbrück/
---Wulf Kätchen Margarethe Marie /KL Stutthof/
---Wüstenbecker Auguste [* 16.03.1917 Lemgow]
---Wunder Gertrude /FKL Ravensbrück/
---Wyndelts Hanna [* 10.06.1923 Breda] /FKL Ravensbrück/

--Z---------------------------------------------------------------------------------
---Zagst Else [* 12.01.1922] /KL Stutthof/
---Zaha Elfriede [* 28.03.1923] /KL Flossenburg/
---Zahren Christine [* 19.01.1907 Viersgen] /FKL Ravensbrück/KL Sachsenhausen/
---Zaradnik Liesel [* 10.04.1916 Fischern] /FKL Ravensbrück/
---Zech Katharina [*31.10.1922 Neu-Palanzka] /FKL Ravensbrück/
---Zeh Dora [* 07.09.1905 Plauen] /Holleischen/
---Zeh Maria
---Zeidler Eleonore [* 09.04.1913] /FKL Ravensbrück/
---Zelle Johanna /KL Lublin/
---Zengerte Anna [*26.04.1903] /FKL Ravensbrück/
---Zerm Anni /Geisenheim/
---Zeuge Hertha [* 27.11.1909] /NL Mittweida/
---Zickert Margarete [* 30.04.1914] /FKL Ravensbrück/
---Zieglermeyer Rosa [*20.05.1919 Lorch] /NL Geisenheim/
---Ziegler Else /KL Stutthof/
---Ziegler Maria /FKL Ravensbrück/
---Ziegler Theresia [* 09.11.1906]
---Zielonka Susanne [* 06.04.1921 Hohndorf] /KL Bergen-Belsen/
---Zietmann Liesbeth [* 07.06.1922] /FKL Ravensbrück/
---Zietelmann Erna [* 26.04.1917 Chemnitz] /KL Bergen-Belsen/
---Zimmer Emma Anna Maria [* 14.08.1888 | † 20.09.1948 Hameln] Oberaufseherin /FKL Ravensbrück/
---Zimmermann Elfrieda [* 09.05.1922 Hohenbach] /FKL Ravensbrück/KL Auschwitz/
---Zimmermann Emma (Emmi) [* 20.02.1922 Duemberg] /KL Flossenburg/
---Zimmermann Johanna /FKL Ravensbrück/Soemmerda/
---Zimmermann Wilma [* 03.03.1923 Cramon] /FKL Ravensbrück/
---Zitzke Margarete /FKL Ravensbrück/
---Zlotos Gertrude /KL Auschwitz/


LINKI


[SS-Aufseherinnen]
Planetar Studio: SS-Oberaufseherin Maria Mandel
Female guards in Nazi concentration camps
SS Female Overseers in Auschwitz
SS-Frauen am Galgen
Frauen in der SS [pdf]
Frauen in nationalsozialistischen Konzentrationslagern [pdf]
Täter und Täterinnen - Referat
Täterinnen und Täter
Frauen als Täterinnen
De terreur van de SS-Aufseherinnen
Guarding the Truth
"Ich bin unschuldig" - Aufseherinnen im KZ Ravensbrück


[SS-Aufseherin Irma Grese]
Planetar Studio: Schnell! Wichtige Fakten über SS-Aufseherin Irma Grese
Irma Grese: Beast of Auschwitz
Irma Grese: The Angel of Death [pdf]
The defendant Irma Grese [pdf]
Das grauenhafte Geheimnis von Hameln
Capital Punishment UK: Irma Grese
ANGEL: A Nightmare of the Holocaust


[Hitler Youth & League of German Girls]
Bund Deutscher Mädel
The League of German Girls
Die Hitler-Jugend (HJ)


[Holocaust|Zagłada|Pamięć]

Dokumenty
The trial of Commandant Josef Kramer and 44 others

Sztuka
The Last Expression: Art and Auschwitz
Learning about the Holocaust through Art
Mieczysław Kościelniak Art
The art of Auschwitz survivor Jan Komski

Pamięć i Edukacja
MDSM w Oświęcimiu
Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu
AUSCHWITZ MEMENTO – multimedialne archiwum
www.REMEMBER.org
A Teacher's Guide to the Holocaust
United States Holocaust Memorial Museum
Woman and the Holocaust

Strony prywatne
Majdanek.com.pl
KL Auschwitz.webd.pl
Bergen Belsen.co.uk

Biografie
Historia więźniarki Henryki Bartnickiej-Tajchert
Wspomnienia więźnia nr 88369
Halina Birenbaum



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Niniejsze opracowanie nie ma na celu propagowania treści nazistowskich. Zamieszczone na tej stronie dokumenty archiwalne oraz fotografie mają wyłącznie charakter historyczno-naukowy. Uwaga! Publiczne zaprzeczanie faktom dotyczącym zbrodni, o których mowa w art. 1 pkt 1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o IPN - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest przestępstwem ściganym z urzędu zagrożonym grzywną lub karą pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.


SS-Aufseherin: Female camp Guards 1938-1945 © 2008-2011 Planetar Studio
All rights reserved | www.ss-aufseherin.blog.pl

-planetar e-mail-


SS-Aufseherin: Female Camp Guards 1938-1945 © 2009 Planetar - Studio Projektowe | All rights reserved | www.planetar.blog.pl MENU GŁÓWNE
HISTORIA
REKRUTACJA
STRUKTURA
RELACJE
PROCESY
FILMY
LITERATURA
BIBLIOGRAFIA
ENCYKLOPEDIA
LINKI

---------------------------------------------------------[home]--- [guestbook]--- [forum]---------------------------------------------------------

statystyka